środa, 18 marca 2015

43. Miłość istnieje, tylko czasem jest ukrywana głęboko w sercu.

Stoję oszołomiona w miejscu, mimo, że już słyszałam to z jego ust. Patrzymy na siebie w skupieniu. Nerwowo przygryzam wargę spuszczając wzrok na chodnik. Łzy zasychają na moich policzkach przez zimny, wiejący wiatr. Słyszę stukot jego butów o twarde podłoże, podchodzi do mnie. Łapie powoli za moje dłonie, jakby boi się odrzucenia. Kciukami pociera o skórę przywracając do rzeczywistości. Stoi blisko mnie, nie patrzy na mnie, tylko na nasze splecione dłonie. Unoszę wzrok do góry napotykając jego szmaragdowe oczy. Pierwszy raz widzę w nim taką niepewność. Unosi delikatnie kącik ust do góry. Puszcza jedną dłoń ciągnąc za drugą. Prowadzi mnie z powrotem do jego mieszkania. Nie mówię nic nadal będąc zaskoczona. Będąc z Harry'm przestaję bać się ciemności i tego, co w niej jest lub może być, mocno trzyma mnie za dłoń, więc nie mam się czego obawiać. Dotrzymuję mu kroku idąc u jego boku. Patrzę przez siebie, mimo, że czasem czuję na sobie niepewny wzrok bruneta. Drzwi rozsuwają się, wchodzimy do budynku, z którego niedawno uciekłam. Podchodzimy do windy, brunet jednym przyciskiem palca przywołuje ją. Wchodzimy, by zaraz wyjść. Idąc przez korytarz mam obawy, że Bonnie nadal tam jest. Harry pozostawił drzwi otwarte, zatem bez otwierania drzwi kluczem wchodzimy do mieszkania. Rozgląda się za poszukiwaniem kobiety. Nikogo nie ma, oprócz nas. Odwracam się do stojącego za mną mężczyzny, który pokazuje, bym zdjęła płaszcz. Zdejmuję go, następnie wchodzę w głąb mieszkania. Zmarzłam podczas drogi, więc podchodzę do kominka w celu rozgrzania się. Siadam przed nim wyciągając w jego stronę zmarznięte dłonie. Po krótkiej chwili dołącza do mnie Harry, który siada obok mnie. Staram się nie zwracać na niego uwagi skupiając się na niepoparzeniu dłoni przez zbytnie zbliżenie do ognia. Mężczyzna przysuwa się do mnie, jedną ręką opiera swój ciężar za moimi plecami, a drugą kładzie na swoim udzie
- Nie chciałem, żeby to wszystko tak wyszło. - zabieram dłonie od ognia skupiając swoją uwagę na nim, przekręcam twarz napotykając na swojej drodze jego, patrzy przez siebie na trzaskające języki ognia - Nie spodziewałem się, że wróci do mojego życia. Nie byłem psychicznie przygotowany na to, żeby ponownie ją zobaczyć. Nie spodziewałem się niczego, co stało się w ciągu ostatnich dni.
- Chciałeś odnaleźć swoje szczęście, a nie ponownie je stracić. - przyznaję, a on prycha cicho pod nosem
- Szczęście? - pyta, jakby sam do siebie - Gdzie tu szczęście? W moim ojcu, który nigdy nie ma czasu, widzę go raz na kilka miesięcy. W mojej matce, która świata nie widzi poza swoimi potrzebami, przyjaciółkami? Albo może w pracy, która zmieniła mnie nie do poznania? Stałem się zupełnie innym człowiekiem przez pracę, którą wykonuję. Popatrz tylko na mnie. Nigdzie nie mogę znaleźć szczęścia. Wszystko się pieprzy, gdy znajduję to, co może przywrócić moje szczęście.
- Może los się do ciebie uśmiechnął. - zdziwiony odwraca swoją uwagę od ognia patrząc na mnie - Los sprawił, że znalazłeś mnie na swojej drodze. Nie bez powodu zaczęłam pracować w twojej firmie. - uśmiecham się, żeby wywołać uśmiech również na jego twarzy
- Chciałaś realizować swoje marzenia. Zostałem tylko twoim szefem... - przerywam mu, zanim dokańcza
- I mężczyzną, który przewrócił moje życie do góry nogami. Mogłabym teraz siedzieć w domu z dobrą książką w rękach i kakaem, albo i nie. Mogłabym być na rodzinnej kolacji, albo i nie. Mogłabym być też z przyjaciółmi w kinie, albo i nie. Gdybyś nie pojawił się w moim życiu, zobacz, byłoby nudne. Czy książka i kakao lub rodzinna kolacja jest ciekawsza, niż bycie tu teraz z tobą i rozmawianie o tym, co przyniósł nam los? Czy monotonne życie jest ciekawsze, niż życie z ciągłymi niespodziankami? Tak naprawdę wcale nic nie straciłam. - kąciki ust Harry'ego wędrują ku górze na tyle, by pojawił się uśmiech. Palcami zaczesuje pasemko włosów, które przysłoniły mi twarz
- Uważasz, że życie ze mną, pełne nieporozumień lub niespodzianek od losu jest ciekawsze, niż spokojne życie prowadzone przez zwykłą kobietę w zwykłym mieście? - bez najmniejszego zastanowienia kiwam głową - Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo jestem teraz szczęśliwy. Jak bardzo jestem szczęśliwy, że mogę teraz siedzieć tu z tobą przed kominkiem i rozmawiać. Po prostu rozmawiać. Nikt nigdy nie powiedział mi tego, co ty mówisz mi teraz. W całym swoim życiu nie znalazłem osoby, z którą tak bardzo bym był szczęśliwy, mimo tak gównianej sytuacji. Wyrządziłem ci wiele krzywd, a ty nadal przy mnie jesteś.
- Nie mogłoby być inaczej. Przewróciłeś moje życie do góry nogami na tyle, że oszalałam na twoim punkcie. Oszalałam na punkcie tego, jaką osobą dla mnie jesteś, kim możesz być. Każdego dnia rano zastanawiam się, jak żyłabym, gdybyś nie pojawił się na mojej drodze. Czy byłabym w stanie znienawidzić kogoś tak bardzo, jak tak bardzo kogoś pokochać. Nie chcę, by zabrakło cię kiedykolwiek.
- Mogłabyś uznać, że jestem pijany, albo pod wpływem narkotyków, ale chcę ci powiedzieć jak bardzo cię nienawidzę i jednocześnie kocham. Jak bardzo szaleję na twoim punkcie, a jednocześnie nienawidzę. Jak bardzo chciałbym, żebyś kiedyś powiedziała mi to samo. Mercedes Williams, kocham cię do szaleństwa, jak najgłupszy człowiek na świecie. - uśmiecham się, gdy tylko te słowa opuszczają jego usta. Zbliża się do moich ust, by złączyć nasze wargi razem w delikatnym i jednocześnie namiętnym pocałunku - Zawsze będziesz mnie miała, będę się starał, żeby to było na tyle wystarczające, byś pokochała mnie tak bardzo, jak ja ciebie. - mówi odrywając się na chwilę od moich ust. Zanim wraca pocałunkiem ponownie do moich ust zatrzymuję go ciągnąc za włosy
- Harry Styles'ie, kocham cię tak bardzo, jak największa idiotka na świecie. Chcę być przy tobie tak długo, jak to będzie możliwe. - puszczam go za włosy, by powrócił z pocałunkiem do moich warg. Całuje mnie namiętnie, jak za każdym razem, ale inaczej. Teraz jestem pewna swoich uczuć do niego, teraz czuję każde uczucie, które towarzyszy zakochanym podczas każdego, nawet najmniejszego pocałunku. Jęknął, gdy mocniej szarpnęłam za włosy. Mocniej naparł na moje ciało, bym osunęła się na miękki dywan. Skorzystał z okazji i cmoknął mnie w szyję. Znowu i znowu, aż ciągnąc ustami po skórze dotarł do biustu. Przyssał się do mojej skóry, na co sapnęłam cicho i pociągnęłam mocniej za włosy bruneta. Uklęknął przede mną, by mógł rozpiąć guziki mojej koszuli. Ściągnęłam materiał poprzez uniesienie się, następnie odrzuciłam koszulę gdzieś na bok. Korzystając z okazji, podążyłam jego krokiem ściągając z niego jego koszulę. Samo wodzenie jego oczu po moim ciele powodowało kołatanie w moim sercu. Jedna z jego rąk odepchnęła jedno moje udo, by mógł znaleźć się pomiędzy nimi. Jego miękkie usta złożyły pocałunek na mojej szczęce, aż po usta
- Chcę, byś na chwilę zapomniała o tym wszystkim, co dzieje się wokół nas. Nie myśl o niczym innym, tylko o mnie. - poprosił. Spełniam jego prośbę koncentrując się tylko na nim. Moje powieki opadły i westchnęłam z rozkoszy. Dłonie Harry'ego sięgnęły za moje plecy, a ja wygięłam je w łuk, aby mógł rozpiąć mój stanik. Pozwoliłam mu zsunąć ramiączka z moich ramion, a później odrzucenie go gdzieś na bok. Złączył nasze usta razem, by zająć mnie czymś, podczas gdy on ściągał swoje spodnie. Nie czekając długo złapał za moją spódnicę, którą bez problemu zsunął  w dół. Czuję jego twarde przyrodzenie przyciśnięte do mojego krocza poprzez cienkie materiały naszej bielizny. Moja ręka spoczęła na jego karku, a druga na naprężonym bicepsie gładząc delikatnie skórę. Przeciągnął językiem po ustach, po czym przycisnął je do mojej szyi. Zawsze, gdy dotyka tego miejsca czuję motyle w brzuchu, a oddech staje w gardle. Jego usta szybko znalazły drogę do moich piersi. Jedna dłoń objęła moją pierś lekko ją ściskając, ustami dotarł do drugiej piersi pieszcząc mój sutek, którego zaczął ssać i lizać. Jęknęłam cicho jego imię, a on w odpowiedzi mruknął nadal przyciskając swoje usta do mojej nagiej skóry. Przez kilka następnych sekund pozostał przy piersiach, aż zmienił kierunek kierując się na brzuch. Każdy dotyk jego ust był niesamowity. Sprawiał, że czułam się jak w niebie. Jego dłonie przytrzymały moje biodra, sunąc po nich, aż dotarły do mojej bielizny.  Palce bruneta zaczepiły się o gumkę moich majtek po obu stronach i ściągnęły je w dół moich nóg, zostawiając za sobą gęsią skórkę na mojej skórze. Moja dłoń chwyciła się dywanu leżącego pod nami, gdy tylko przejechał ustami po wewnętrznej stronie mojego uda. Ciała Harry'ego przeniosło się nade mnie, a jego czoło spoczęło na moim. Poddałam się będąc w stu procentach jego
- Zdejmij moje bokserki. - poprosił szepcząc cicho. Wykonałam jego polecenie. Chwyciłam za gumkę jego bielizny ciągnąc w dół. Pewnym ruchem przejechałam po jego klatce piersiowej. Głowa mężczyzny opadła w dół, aby mógł ostatni raz pocałować moją szyję
- Kocham cię, Mercedes. - wyszeptał do moich ust, które były rozchylone pod wpływem rozkoszy
- Kocham cię, Harry. - uniosłam głowę, by złączyć nasze usta w pocałunku. Nie czekając długo wsunął go powoli we mnie. Chwycił między zęby moją dolną wargę, podczas gdy ja jęknęłam z przyjemności, jaką mi sprawia. Mimo, iż robiliśmy to już wcześniej Harry bardzo ostrożnie wchodził i wychodził ze mnie. Im więcej ruchów wykonywał, tym szybciej oddychałam. Harry kontynuował swoje powolne ruchy, a jego usta masowały moją skórę. Moje oczy podążyły wzdłuż jego ciała, które znajdowało się nade mną. Mięśnie się napinały, kiedy poruszał się. Moje dłonie powędrowały na jego plecy, żeby wbić w jego skórę swoje paznokcie. Z moich ust wyrwał się cichy stęk, a Harry jęknął na ten dźwięk. Moje ciało się wygięło, moje biodra uniosły się do góry, w skutek czego znalazłam się bliżej niego. Za każdym razem, gdy jego biodra spotykały moje czułam falę przyjemności. Kolejne pchnięcie, tym razem mocniejsze, przyjemniejsze.  Przyspieszył tempo, kolejny jęk uciekł z moich ust. Odgarnęłam włosy z jego spoconego czoła, by móc widzieć jego oczy. Głowę odchyliłam do tyłu w rozkoszy. Zaskomlałam kiedy wszedł we mnie coraz to głębiej. Najprzyjemniejsze uczucie. Następne pchnięcie spowodowało wydobycie się dźwięku z moich ust. Im głębiej wbijał się we mnie, tym częściej jego imię wydobywało się z moich ust, podczas gdy ssał i przygryzał moją skórę. Po kilku sekundach, niemal krzyczałam jego imię z rosnącej rozkoszy. Pociągnęłam go za włosy, kiedy wykonał jeszcze jedno szybkie, mocne pchnięcie. Wkrótce jego przyjaciel drgnął, w skutek czego zamknął oczy. Ze świstem wypuścił powietrze z ust. Harry dochodził, trafiając we mnie mocno i głęboko. Jęczał moje imię wraz z kilkoma przekleństwami. W ostatecznej chwili poczułam jak dochodzi, a ja chwilę po nim. Poczułam gorącą ciecz rozpływającą się we mnie. Jęknęłam ostatni raz jego imię, zanim moja głowa bezsilnie opadła na dywan. Powoli wysunął się ze mnie powodując uczucie pustki. Położył się obok mojego ciała. Nasze spocone klatki piersiowe unosiły się i opadały szybko w nierównym tempie. Objął mnie ramieniem, żebym była jak najbliżej niego. Na koniec pocałował mnie w głowę sprawiając, że poczułam się jak nastolatka, podczas swojego pierwszego razu
- Pierwszy raz od wielu lat jestem naprawdę szczęśliwy. - unoszę się, by oprzeć ciało na jednym łokciu podtrzymując głowę, drugą ręką opierając się o jego klatkę piersiową. Palcami delikatnie stukam o jego skórę uśmiechając się i patrząc na swoje ruchy
- Też jestem szczęśliwa. - kieruję swój wzrok na jego twarz. Uśmiecha się tak samo, jak ja. Dawno nie widziałam w nim takiego szczerego uśmiechu. Sprawia mi ogromną radość tym, że po prostu jest tu obok mnie. Moja głowa opada na jego pierś przytulając się do niego. Chcę być przy nim tak długo, jak będzie to możliwe.
 
~*~
 
Wracam do domu. Idąc chodnikiem patrzę na swój dom. Zauważam na schodach stojącą osobę przy drzwiach. Przed bramą stoi jakiś samochód, który z pewnością nie należy do mnie. Podchodząc bliżej rozpoznaję tę osobę. Mężczyzna odwraca się w moją stronę. Zatrzymuję się stojąc jak słup. Zrezygnowany odchodzi od drzwi kierując się do samochodu. Kiedy tylko mnie zauważa zatrzymuje się
- Will?
 
_________________________
 
Z góry przepraszam za dłuższą przerwę, ale niestety nie zależało to ode mnie.
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał :)

środa, 4 marca 2015

42. Burza z piorunami.

Harry wciąż trzyma mnie mocno za dłoń. Ściska ją tak mocno, że opuszki jego palców stały się białe. Nie ukrywam grymasu na twarzy związanego z bólem przez silny uścisk mężczyzny. Kobieta stojąca przed nami próbuje się uśmiechać przez gotującą się w niej złość. Nie wygląda, żeby cieszyła się z tego, że przeszkadzam im swoją obecnością. Patrzy na mnie ze szczególną nienawiścią. Nie spodziewała się mojej obecności. Niemal wypala dziurę w moim ciele morderczym spojrzeniem. Harry wydaje się być jeszcze bardziej wytrącony z równowagi, niż przedtem, jak rozładowywał swoją złość na biurku. Atmosfera staje się przytłaczająca i ciężka przez ciszę
- Miałam nadzieję, że przyjdziesz tutaj bez swojej asystentki. - opuszcza mnie wzrokiem kierując się do Harry'ego
- Miałem nadzieję, że nie będzie cię tutaj, kiedy wrócę. - wydaje się być niewzruszona przez złośliwy komentarz bruneta
- Chciałam jeszcze z tobą porozmawiać. Wyszedłeś odrobinę za wcześnie, to było nieuprzejme z twojej strony.
- Nieuprzejme z twojej strony było to, że ponownie wpieprzyłaś się w moje życie. - śmieje się cicho próbując ukryć swoje prawdziwe uczucie - Masz opuścić mój gabinet. W innym wypadku wezwę ochronę. - jad wydobywający się z ust Harry'ego wywołuje u mnie ciarki
- Wyjdę bez niczyjej pomocy. Jeszcze się spotkamy, masz moje słowo. - kieruje się w stronę wyjścia, jednak zanim wychodzi przechodząc obok mnie obrzuca mnie pełnym grozy i nienawiści spojrzeniem. Wychodzi trzaskając za sobą drzwiami. Harry puszcza moją dłoń, następnie podchodzi do porozrzucanych kartek papieru w celu zebrania ich. Kuca nad nimi i zaczyna je zbierać układając jedna na drugiej. Nie wiedząc, co mam robić, podchodzę do niego, by pomóc mu z zbieraniu
- Harry, czy to była...
- Tak. - przerywa mi, zanim zdążam dokończyć zdanie. Nie odzywając się więcej powraca do zbierania porozrzucanych kartek.
 
 Brunet naciska na klamkę, by móc wejść do sali konferencyjnej. Widząc osobę stojącą w pobliżu ogromnego stołu drętwieje
- Witaj, Harry. Dawno się nie widzieliśmy. - chwilowe odrętwienie znika, zamiast tego pojawia się złość. Zaciska mocno pięści i usta, zanim podchodzi do jednego z krzeseł, na którym siada. Kobieta robi to samo przysiadając się obok
- Co się tu sprowadza? - stara się mówić spokojnie, jednak budzące się w nim uczucia utrudniają wypowiedzenie jakiegokolwiek słowa. Splata palce dłoni, obydwie ręce stawia na stole. Stara się nie utrzymywać kontaktu wzrokowego ze znienawidzoną kobietą, zamiast tego patrzy na mocno zaciśnięte, splecione palce
- Harry, chciałam cię zobaczyć. - próbuje dotknąć jego dłoni, jednakże brunet szybko je zabiera, by utrudnić jej dostęp do dotyku - Dawno się nie widzieliśmy. Tęskniłam za tobą. - brunet przenosi spojrzenie na kobietę siedzącą obok. Uśmiecha się w sposób, który tak bardzo kiedyś kochał. Delikatne rysy twarzy, nieskazitelna skóra, lekko zaróżowione policzki. Błękitne oczy, które ani trochę się nie zmieniły. Blond włosy opadające delikatnie na jej nagie ramiona. Ubrana w sukienkę, którą kiedyś sam jej kupił na urodziny
- Za mną? - nie chce ulec jej urokowi, nienawidzi jej tak mocno, że wolałby, żeby zniknęła z jego życia, do którego tak nagle wróciła
- Tak, za tobą. - uśmiecha się próbując ukryć cichy chichot - Chciałam cię zobaczyć, porozmawiać. - doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że kiedyś szalał za nią, był zakochany do szaleństwa, był gotów zrobić dla niej wszystko, co tylko chciała. Próbuje wykorzystać okazję, by ponownie go w sobie rozkochać. Plan odzyskania go staje się tak ważny, że wykorzysta każdy możliwy element, by ponownie wróciło stare uczucie. Brunet nie zdaje sobie sprawy, że samodzielnie wpada w pułapkę dalej będąc z nią w pomieszczeniu
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że nic nas już nie łączy? Sam przyłapałem was na zdradzie. Słyszałem wszystko, co mówiłaś.
- Pogubiłam się w uczuciach. - brunet cicho prycha pod nosem nie wierząc w to, co mówi. - To była chwila słabości.
- Chwila słabości?! - wstaje nie mogąc pohamować złości - Do cholery jaka chwila słabości?! Nigdy mnie nie kochałaś!
- Harry, to wszystko nie prawda. - próbuje załagodzić sytuację, jednak obudziła w nim kolejne, złe uczucia
- Nie prawdą jest to, że przez te wszystkie lata mówiłaś, jak bardzo mnie kochasz. Obiecywałaś, że będziemy już na zawsze razem, a tymczasem zdradziłaś mnie! Okłamywałaś, nie kochałaś. Dlaczego teraz tak nagle wróciłaś, co? - lokuje dłonie na biodrach próbując się uspokoić - Chcesz pieniędzy, sławy?!
- Wróciłam, bo zrozumiałam, że popełniłam błąd zdradzając cię. Chciałabym znów odzyskać twoją miłość, zrozum.
- Nie wierzę ci. - kiwa przecząco głową śmiejąc się z jej słów - Nigdy mnie nie kochałaś. - bez słowa pożegnania wychodzi z pomieszczenia.
 
Siadam na biurku, dłońmi opieram się o nie trzymając je po obydwu stronach ciała. Uprzątnęliśmy bałagan, który spowodował. Harry wkłada ostatnie dokumenty do szafek w bezpieczne miejsce do teczek, by ponownie nie przyczyniły się do rozładowania złości
- Cóż, to chyba już wszystko. - zamyka szafkę. Podchodzi do mnie stając pomiędzy moimi nogami. Uważnie obserwuję jego ruchy delikatnie uśmiechając się pod nosem - Robi się już ciemno. - odwracam się w stronę okna. Ciemność przykryła całe miasto. Z tej wysokości miasto wygląda cudownie. Wszystko zostaje oświetlone, każdy najciemniejszy kąt, aby umilić ludziom powrót do domu
- Tak, już późno. - odwracam się do niego z powrotem. Przez chwilę patrzy na mnie unosząc kącik ust do góry tworząc delikatny uśmiech - Uwielbiam patrzeć, jak się uśmiechasz. - komplementuję go przez co uśmiecha się szerzej ukazując zęby
- Uwielbiam czuć, jak mnie całujesz. - czuję, jak moje policzki stają się czerwone. Nie czekając na moją odpowiedź zbliża się powoli do moich warg. Przez chwilę zatrzymuje się na dłużej przyciskając swoje usta do moich. Wypuszczam powietrze z płuc z cichym świstem. Unoszę dłonie do góry wplątując palce w jego włosy. Mozolnym ruchem rozchyla wargi próbując dostać się do środka. Bez zastanowienia wpuszczam go pozwalając mu pieścić język. Swoje dłonie kładzie na moje biodra przyciskają mnie do siebie. Oddech bruneta przyjemnie otula moją skórę. Opieramy się o swoje czoła. Wystarcza, żebym straciła oddech, gdy zasysa moją wargę. Czuję, jak moje serce przyspiesza. Nie zdaje sobie sprawy z tego, jak na mnie działa jego dotyk
- Chciałbym zabrać cię do domu. - mówi na chwilę odrywając się od moich ust, wciąż opiera swoje czoło o moje - Mogę? - otwieram oczy powoli oddalając od siebie nasze twarze
- Chciałabym jeszcze przejrzeć papiery na najbliższe spotkania biznesowe, ale ty możesz już wrócić do domu. Dopilnuję, by wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. - przedrzeźniam go przypominając sobie o pierwszym dniu mojej pracy, gdy tłumaczył mi zasady
- Dobrze, ale obiecaj, że wpadniesz do mnie. - palcem zaczesuje pasemko włosów, które opadło na moją twarz, za ucho
- Dobrze, obiecuję. - cmoka mnie w usta, zanim oddala się do wieszaka, na którym wisi jego płaszcz. Schodzę z biurka podchodząc do niego. Opieram się plecami o ścianę przy drzwiach, ręce splatam na piersi. Uważnie obserwuję, jak zakłada płaszcz
- Do zobaczenia za chwilę. - całuje mnie w czoło, następnie wychodzi z gabinetu. Uśmiecham się sama do siebie. Palcami pocieram o wargę, na której przed chwilą brunet zostawił swój smak. Wzdycham głośno, po czym podchodzę do biurka. Z półki w biurku wyciągam notes ze spotkaniami. Przeglądam kartki w poszukiwaniu spotkań. W najbliższym czasie mamy spokój. Uprzątnę jeszcze w półce, zanim wyjdę z biura.
 
Do uszu bruneta dociera dźwięk dzwonka do drzwi sygnalizujący przybycie gościa. Wstaje z kanapy kierując się na korytarz, by otworzyć. Wcześniej zdjął koszulę pozostając w samych spodniach uważając, że będzie szybciej ukochanej dostać się do jego ciała. Z towarzyszącym pożądaniem idzie w kierunku drzwi. Nie czekając długo otwiera je od razu atakując gościa pocałunkiem. Łapie dziewczynę za talię unosząc do góry, by oplotła swoje nogi wokół jego bioder. Cofa się do środka zatrzaskując drzwi kopnięciem nogi. Kieruje się prosto do sypialni ani myśląc o tym, by chociaż przywitać się. Kładzie ukochaną na łóżku nie odrywając się od niej ustami. Wszędzie światła są pogaszone, oprócz salonu, w którym przed chwilą znajdował się brunet. Drzwi lekko uchylone wpuszczają trochę światła do pokoju. Dłonie bruneta szybko znajdują drogę do ud dziewczyny mocno je ściskając
- Mercedes. - cicho szepcze imię ukochanej kierując się do szyi
- Mercedes?! - szybko udaje się mu rozpoznać głos. Momentalnie odskakuje od dziewczyny kierując się do zapalnika światła
- Bonnie? Co ty tu do jasnej cholery robisz?! - dziewczyna wstaje z łóżka - Wynoś się stąd. - otwiera drzwi przed dziewczyną
- Skoro tu jestem to możemy dokończyć to, co zaczęliśmy. - podchodzi do bruneta usiłując ponownie go pocałować
- Nie, wynoś się stąd. - wychodzi z sypialni, by otworzyć przed dziewczyną kolejne drzwi. Blondynka kieruje się za nim z myślą kolejnego zbliżenia. Mimo rozkazu chłopaka zaczyna rozpinać swoją bluzkę. Brunet otwiera drzwi, ale okazuje się to złym pomysłem.
Drzwi otwierają się przede mną, w ich progu stoi Harry bez bluzki, a niedaleko niego rozbierająca się Bonnie
- Mercedes, wyjaśnię. - brunet próbuje się wytłumaczyć, jednak ja stoję jak słup soli zszokowana tym, co widzę
- Harry chciał tylko powiedzieć, że zamierzaliśmy powrócić do naszego starego życia. - do oczu napływają mi łzy, które z trudem powstrzymuję - Prawda, Harry? - podchodzi do niego i zaczyna opierać się o jego ramię
- Mercedes, to nie tak, ona kłamie. - podchodzi do mnie próbując mnie dotknąć, jednak odpycham go od siebie wyszarpując się
- Tak? To dlaczego ty jesteś bez bluzki, a ona właśnie się rozbierała? - jąkam się próbując coś powiedzieć. Nie chcąc dalej słuchać, ani ich widzieć cofam się, by zaraz szybko uciec. Słyszę za sobą krzyczącego moje imię Harry'ego, jednak nie zatrzymuję się. Zasłaniam dłonią usta, z których wydobywa się szloch. Łzy płyną po moich policzkach, docierają do okolic biustu zamaczając nieco bluzkę. Nie jestem pewna, gdzie dokładnie biegnę. Ważne, bym znalazła się jak najdalej od jego mieszkania. Naciskam odpowiedni guzik, a winda zabiera mnie na dół. Nie mając siły wstać opieram się o ścianę windy, po czym osuwam się bezsilnie na podłogę. Oplatam się rękoma, bym poczuła się lepiej. Pocieram ramiona w celu dodania sobie otuchy. Drzwi windy rozsuwają się. Podnoszę się i kieruję do wyjścia. Wychodzę z budynku mierząc się z zimnym powietrzem. Otulam się płaszczem, by było mi cieplej. Przyspieszam kroku, żeby znaleźć się jak najdalej od budynku. W miarę oddalania się ludzie znikają, pozostaję sama. Idę sama przez ciemne ulice Londynu. Drogę oświetlają mi jedynie lampy oddalone od siebie o kilka metrów. Pomiędzy nimi jest całkowita ciemność. Pod osłoną nocy słychać stukot moich butów. Staram się nie myśleć o tym, co przed chwilą widziałam. Chciałabym wymazać to z pamięci, na długo
- Mercedes! - słyszę za sobą krzyk Harry'ego. Nie odwracam się, nie chcę go widzieć. Nie zatrzymując się podążam swoją drogą. Dźwięk jego kroków jest coraz bliżej mnie - Mercedes, proszę poczekaj. - zatrzymuje mnie delikatnym szarpnięciem za ramię. Staram się go ignorować, jednak toruje mi drogę swoim ciałem, trzyma mnie obydwoma dłońmi za ramiona - Proszę, poczekaj.
- Nie. - szepczę cicho pod nosem ledwo słyszalnie, jednak na tyle, by usłyszał mnie. Próbuję odejść, tylko on powstrzymuje mnie
- Wytłumaczę ci wszystko. - próbuje uformować oddech, który przyspieszył, gdy biegł - Bonnie zaskoczyła mnie. Myślałem, że to ty, więc zacząłem ją całować. Jak tylko dowiedziałem się, że to ona od razu ją puściłem. Zdjąłem bluzkę wcześniej, zanim przyszła. Chciałem ją wyprosić, ale ona zaczęła rozbierać się. Otworzyłem drzwi, a tam byłaś ty. Uwierz mi, do niczego nie doszło między nami.
- Nie wierzę ci. - zdejmuje z siebie jego dłonie, wymijam go i ponownie zaczynam kierować się do domu. Przez chwilę stoi w miejscu, w którym go zostawiłam nie odzywając się. Chowam dłonie do kieszeni, by utrudnić mu złapanie mnie, gdyby chciał mnie zatrzymać
- Wiem, że słyszałaś moją rozmowę z matką. - staję w bezruchu całkowicie zaskoczona, po chwili odwracam się do niego - Wtedy nie kłamałem, teraz też nie kłamię. - zaciska mocno oczy i dłonie, zanim ponownie otwiera usta - Mercedes, kocham cię.


________________________________

Komentarz pozostawiam wam :)

środa, 18 lutego 2015

41. S.O.S

Powoli kieruję się do mieszkania Harry'ego z dokumentami, które powinien podpisać. Gdy tylko kilka kroków dzieli mnie od jego mieszkania, tym bardziej zaczyna bić moje serce. Czuję, jakby zaraz miało wyskoczyć mi z piersi. Najpierw grzecznie pukam, jednak gdy nie dostaję odpowiedzi, naciskam klamkę i wchodzę do środka. Będąc w korytarzu słyszę rozmowę Harry'ego z jakąś kobietą
- Mamo, znasz mnie nie od dziś, nie okłamałbym cię. - pozostaję w bezruchu cicho stojąc w korytarzu
- Nie podoba mi się to. Łączy was tylko seks, praca czy może coś jeszcze? - nie ukrywam swojego zażenowania tą sytuacją. Powiedział o tym komuś, a sam chciał uchować to w sekrecie
- Ona nie chciała tego, uważała że powinna nas łączyć tylko praca, ale od kilku tygodni nie zależy mi już tylko na tym. - wzdycha głośno, zanim ponownie otwiera usta - Od dłuższego czasu zaczynam patrzeć na nią w inny sposób, inaczej dotykam jej skóry, gdy proszę o dotyk, inaczej odzywam się do niej. Zaczynam dostrzegać jej piękno wewnętrzne, nie liczy się dla mnie tylko jej wygląd. - w moim brzuchu budzą się zaspane motyle chcące wydostać się na zewnątrz - Pragnę spędzać z nią jak najwięcej czasu, jak najdłużej patrzeć w jej oczy, dłużej całować jej miękkie usta. To wszystko stało się w pewnym sensie narkotykiem. Gdy oddala się ode mnie, czuję pustkę. Gdy dłużej nie ma jej przy mnie, staję się nerwowy. Denerwuje mnie wszystko dookoła, dopóki ona się nie pojawi. Gdy patrzę w jej oczy, wszystko znika. Nie liczy się dla mnie moja praca, pieniądze, ludzie, którym pomagam. Ważna jest tylko ona. Kocham ją. - serce miażdży mi klatkę piersiową przez szybkie bicie. Ciało sztywnieje, kiedy do uszu dociera to, co przed chwilą powiedział. Zszokowana zasłaniam dłonią usta. Mózg zatrzymuje prace myślenia. Nogi robią się jak z waty, powoli uginają się pod ciężarem ciała, jakbym zaraz miała zemdleć. Nie wiedząc, co mam w tej chwili zrobić, odwracam się i wychodzę. Tak cicho, jak otworzyłam drzwi, tak cicho je zamykam. Wracam z powrotem do biura.
 
~*~
 
Wróciłam do biura. Kluczem otwieram sobie drzwi, by móc wejść do gabinetu. Niepotrzebne klucze chowam z powrotem do torebki. Przechodząc obok biurka delikatnie przejeżdżam po nim palcami prawej dłoni. Słychać dźwięk nieprzyjemnego szurania paznokci. Siadam na fotelu za jego biurkiem. Opieram się łokciami o drewnianą rzecz podtrzymując głowę na dłoni. Zdenerwowana patrzę na środek podłogi. Moje ręce są mokre, jednak strasznie zimne. Serce bije niespokojnie. Ciało trzęsie się, mimo dodatniej temperatury panującej w pomieszczeniu. Czuję pustkę, chociaż nie jestem pewna dlaczego. Czuję się dziwnie. Nie jestem w stanie o niczym innym myśleć, tylko o nim. Czy to możliwe? Harry kocha mnie? Ostatnio nie zachowywał się w stosunku do mnie jak szef do pracownicy. Przecież sam wspominał, że miłość jest dla niego odrażającym uczuciem, którego nienawidzi. Harry jest dla mnie największą zagadką, której nie potrafię rozgryźć. Kiedy tylko chociaż w połowie rozgryzę go, on zmienia swoje zachowanie. Myli mnie za każdym razem. Przez swoje nerwy nie potrafię skleić dokładnego zdania. Nie potrafię dobrać myśli. Drżącymi palcami odgarniam pasmo włosów, które opadło mi na twarz. Czy żałuję tego, że połączyło nas coś, że zakochał się we mnie? Okłamałabym samą siebie, gdybym powiedziała, że żałuję. Sama przyczyniłam się do powstania tego uczucia. Zatracałam się w każdym pocałunku, dotyku. Uzależniłam się od niego sama zatracając się w tym wszystkim. Darzę go tym samym uczuciem, przynajmniej tak czuję. Najbardziej żałuję tego, że dowiedziałam się o tym jako ostatnia, nie wprost. Słyszę dźwięk przekręcanej klamki w drzwiach. Drzwi otwierają się, a w progu staje Harry
- Witaj, Merci. - nie odpowiadam, zdziwiona unoszę głowę do góry. Napotykam na swojej drodze jego uśmiech, który wywołuje dołeczki w policzkach. Nigdy dotąd nie zdrabniał w żaden sposób mojego imienia. Szybko uciekam od niego wzrokiem. Zamyka za sobą drzwi wchodząc do środka. Zmykam z fotela, który należy do niego i kieruję się do szafki z dokumentami. Staję do niego tyłem zaczynając szperać w szafce. Ku mojemu zaskoczeniu łapie mnie w talii, przekręca w swoją stronę i mocno przyciąga do siebie. Nasze klatki piersiowe stykają się ze sobą zamykając przestrzeń między nami. Czuję, jak serce z zakłopotania zaczyna bić szybciej. Spuszczam wzrok na papiery trzymane w dłoniach. Staram się na niego nie patrzeć, jednakże jest to trudne, gdy zaczyna składać pojedyncze pocałunki na mojej nagiej szyi
- Przeskrobałaś coś, że boisz się spojrzeć w moje oczy. - kieruje swoje usta w kierunku szczęki próbując dostać się do ust
- Nie, wszystko w porządku. - mimo woli odchylam głowę do tyłu dając mu lepszy dostęp do mojej skóry. Czuję, jak uśmiecha się, kiedy ciche westchnienie wydostaje się z mojego gardła. Tak bardzo uwielbiam czuć jego dotyk, że nie zwracam uwagi na to, że ktoś za drzwiami będzie chciał wejść do środka, by spotkać się ze swoim szefem - Powinniśmy wrócić do pracy. - odpycham go od siebie sama nie rozumiejąc swojego zachowania. Przed chwilą pragnęłam jego dotyku, teraz chcę, aby zostawił mnie w spokoju. Unoszę niepewnie wzrok na zdezorientowanego Harry'ego. Zielone oczy doskonale opisują jego uczucia. Nie spodziewał się tego, że odrzucę jego pieszczotę. Chce otworzyć usta, jednak w tej samej chwili po gabinecie rozlega się pukanie do drzwi
- Dzień dobry, panie Styles ktoś przyszedł do biura i prosi o spotkanie. - do gabinetu wchodzi nieco wystraszona Tori, jakby to był pierwszy dzień w jej pracy i jak początkująca pracownica boi się swojego szefa
- Kim jest ta osoba? - zadaje pytanie, groźnym, poirytowanym głosem w skutek czego brunetka wzdryga się ze strachu
- Nie wiem. Kobieta. - odpowiada drżącym głosem - Mówi, że to pilne. - groźna aura Harry'ego sprawia, że podobnie, jak Tori, zaczynam odczuwać strach. Powietrze staje się ciężkie, czuję, jakbym zaraz miała zemdleć
- Dobrze wyjdź, zaraz przyjdę. - spławia ją machnięciem dłoni. Jak goniona psami szybko wychodzi z gabinetu. Próbuję się jakoś uchronić od mężczyzny, jednak swoje groźne spojrzenie przenosi na mnie. Niemal wbija mnie nim w podłogę. Uciekam wzrokiem, by nie zostać jego ofiarą. Podchodzi do mnie prawie zabijając spojrzeniem. Zniża się na wysokość mojego ucha, żeby przekazać mi coś - Zaraz wrócę. Porozmawiamy sobie, dobrze wiesz, że nie lubię jak mi się odmawia. - lodowaty głos mrozi mi krew w żyłach, jednocześnie gorący oddech rozgrzewa skórę. Wychodzi nie poświęcając mi nawet przelotnego spojrzenia. Trzaska drzwiami na tyle mocno, że futryna niemal łamie się. Jestem pewna, że pracownicy słyszeli ten trzask co najmniej kilka pięter od gabinetu. Nie chciałam go zdenerwować. Nawet nic takiego nie zrobiłam. W krótkim czasie zmienił swoje zachowanie. Zanim Tori weszła do gabinetu... Szkoda jest mi patrzeć, jak szybko zmienia swoje zachowanie. Wiele razy doświadczyłam jego zmian nastroju. Wiem, że jest cenionym i szanowanym biznesmenem, ale nie oznacza to, że może wszystkich traktować jak chce i rozstawiać wszystkich po kontach. Czasami z chęcią uderzyłabym go w twarz, jednak strach hamuje moje czyny w obawie przed tym, co może zrobić. Boję się go jako biznesmena, drżę, kiedy słyszę jego lodowaty głos i widzę mordercze spojrzenie. Myślałam, że zmienił swoje nastawienie do mnie... najwyraźniej się pomyliłam. Niepotrzebnie zrobiłam sobie nadzieję, z pewnością powiedział swojej mamie, że mnie kocha, by tak samo jak Zayn, odczepiła się. Powinnam się wstydzić, że pomyślałam, że taki biznesmen, jak on, może czuć coś do mnie. Do oczu napływają mi łzy, jednak powstrzymuje je przed wypłynięciem. Nie chcę, żeby widział mnie, że płakałam, kiedy wróci. Byłam taka głupia ufając mu. Bezsilnie siadam na kanapie. Co ja sobie myślałam? Biznesmen, który może mieć każdą kobietę, z którą spędzi jedną noc, zakocha się we mnie? Jest mi strasznie wstyd. Cichy szloch wydostaje się z mojego gardła. Nie powinnam w ogóle była myśleć, żeby obdarzyć go jakimś uczuciem. Wstaję z kanapy, zaczynam powoli chodzić po gabinecie kręcąc się w kółko. Dłońmi oplatam szyję, mocno zaciskam oczy, by nie wypłynęły z nich łzy. Spoglądam na zegarek, który mam na nadgarstku. Przerwa właśnie się zaczęła. Podchodzę do wieszaka, na którym wisi mój płaszcz w celu założenia go. Pójdę do kawiarni niedaleko biura po kawę, która rozgrzeje mnie i doda sił. Nim zdążam chwycić dłońmi płaszcz do gabinetu wpada rozwścieczony Harry. Wydaje się mnie nie zauważyć. Podchodzi do biurka, opiera się o nie rękoma. Chcę się odezwać, jednak w geście wściekłości zrzuca wszystko z biurka na podłogę. Zszokowana zakrywam dłonią usta. Wszystko, co leżało na biurku z głośnym trzaskiem zostaje zrzucone. Nie odzywam się, pozostaję w bezruchu, by nie oberwać. Przez chwilę stoi spokojnie patrząc w okno i głośno dysząc. Chwila spokoju nie trwa długo. Silnymi dłońmi łapie za koniec biurka, używając swojej siły przewraca biurko. Przewrócił je na tyle, żeby zderzyło się z szybą tłukąc jej kawałek. Parę odłamków na pewno spadło na ziemie. Zaczynam drżeć ze strachu. Przede mną stoi wytrącony z równowagi do granic możliwości człowiek. Łzy strachu spływają z moich policzków. Są tak duże, że spływają na mój biust. Pomimo zakrytych ust wydobywa się z nich cichy pisk. Wcześniej wydający się mnie nie zauważyć brunet odwraca się do mnie
- Mercedes. - momentalnie jego ramiona opadają. Wściekłość znika z twarzy, na czole znikają zmarszczki, rozluźnia złączone ze sobą brwi. Wydaje się uspokajać, gdy jego oczy napotykają moje. Wypuszcza całe powietrze z płuc wraz z nagromadzoną wściekłością. Odwraca się patrząc na to, co przed chwilą zrobił
- Mogłeś kogoś zabić! - krzyczę przerażona. Nogi robią się jak z waty, jednak nie zamierzam tu zostać. Podrywam się do ucieczki upuszczając płaszcz, który trzymałam w dłoniach. Uciekam ile mam sił w nogach z gabinetu. Na moje szczęście w korytarzu nie ma nikogo, kto mógłby mnie zauważyć i zatrzymać. Dyszę głośno całkowicie pochłonięta przez strach. Zdejmuję z nóg buty, które spowalniają mnie. Nigdy nie była dobra z W-F'u, co nie oznacza, że nie potrafię uciec. Chowam się w pierwszy miejscu, które przychodzi mi na myśl. Schowek na miotły i inne rzeczy potrzebne do dezynfekcji itp. Tam mnie na pewno nie znajdzie, nawet nie pomyśli o tym, by mnie tam szukać. Wchodzę do środka, zapalam czerwone, awaryjne światło, by przez szparę w drzwiach nie było widać, że ktoś jest w środku. Siadam na dużej szafce chowając twarz w dłonie. Serce bije tak mocno, że w małym pomieszczeniu słychać tylko je z połączeniem mojego głośnego oddechu. Mógł kogoś zabić, gdyby biurko roztrzaskało szybę i spadło w dół. Kim była kobieta, która przyszła do biura i która tak rozwścieczyła Harry'ego? Opieram głowę o zimną ścianę w celu uspokojenia się. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że tkwi w nim taka siłą, że byłby zdolny do takiego rozładowania złości. Okazuje się, że tak naprawdę nie znam go tak dobrze. Wstrzymuję oddech, gdy słyszę kroki na korytarzu. W pośpiechu zeskakuję z szafki i gaszę światło. Przerażona opieram się o ścianę na wypadek, gdyby wszedł do środka. Nie chcę go widzieć, nigdy nie bałam się go tak, jak teraz. Klamka w drzwiach przekręca się. Serce wali coraz mocniej, dobrze słychać je w niewielkim pomieszczeniu. Staram się nie dyszeć, co odrobinę mi się udaje. Wchodzi do środka i zamyka za sobą drzwi. To na pewno on. Nie zapala światła, wsłuchując się w ciszę. Zaciskam oczy chcąc, by wyszedł
- Słyszę cię. - po wypowiedzeniu tych słów zapala czerwone światło awaryjne. Chcę krzyczeć z przerażenia, jednak zatyka mi usta dłonią - Proszę, nie krzycz. - uspokaja mnie. Jego spokojny, zachrypnięty głos nieco uspokaja, jednak pozostaję czujna. Zabiera dłoń, gdy widzi, że uspokoiłam się. Patrzy w moje oczy, a ja w jego. Zielona mrok wściekłości zniknął. Pozostał tylko spokój - Nie... Nie chciałem cię... - jąka się. Wzdycha głośno i zamyka oczy, żeby móc spokojnie się wysłowić - Nie chciałem cię przestraszyć.
- Mogłeś kogoś zabić, dociera to w ogóle do ciebie? - szepczę, bojąc się go ponownie rozzłościć - Nigdy się ciebie tak nie bałam.
- Wiem, przepraszam. - chowa twarz w dłoniach pocierając ją lekko. Kiedy zabiera dłonie widzę, że jego oczy stają się czerwone - Naprawdę przepraszam. Byłem tak wściekły, że musiałem wyładować złość. Nie zamierzałem cię przestraszyć. - ku mojemu zaskoczeniu przytula mnie. Mocno zaciska uścisk pozbawiając mnie oddechu. Mimo to, odwzajemniam. W tej chwili wydaje się być taki bezbronny, jakby skrzywdzony przez świat. Czuję mokrą łzę na skórze, kim była ta kobieta?
- Boże, Harry. - szepczę cicho uspokajającym głosem - Powinieneś wrócić do domu. Zajmę się wszystkim pod twoją nieobecność. - rozluźnia uścisk. Odrywa się ode mnie tworząc między nami przestrzeń - Chodź, wracamy do gabinetu. - a myślałam, że to Harry ma ciągłe zmiany nastrojów. Serce zmiękło mi, gdy poczułam łzę na swojej skórze. Kolejny znak mojej naiwności i głupoty. Gdy wychodzimy ze schowka Harry chwyta za moją dłoń i splata nasze palce razem. Zdziwiona spuszczam wzrok na nasze dłonie, jednak w ostateczności nic z tym nie robię. Trzymając się za ręce dochodzimy do gabinetu. Harry otwiera drzwi przede mną, nadal nie puszczając mnie wchodzimy do środka. Zostaję zaskoczona, gdy w gabinecie widzę kobietę stojącą do nas tyłem i patrzącą na to, co zrobił Harry. Momentalnie dłoń Harry'ego zaciska się mocniej sprawiając mi ból. Patrzę w górę i napotykam wściekłą twarz bruneta. Kobieta odwraca się w naszym kierunku uśmiechając się
- Oh, myślałam, że zastanę cię bez twojej asystentki. - mówi nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi - Nazywam się Bonnie. - tym razem zwraca się do mnie patrząc morderczym, lodowatym spojrzeniem.
 
______________________________
 
Rozdziały, które teraz będą się pojawiać były pisane po mojej miesięcznej przerwie. Sytuacja nieco się zaostrzy, pewne osoby namieszają w życiu Mercedes i Harry'ego, jednak wszystko w swoim czasie :)
 
Komentujcie, wyraźcie swoją opinię :)
Ile was zostało?

niedziela, 8 lutego 2015

40. Wszystko, czego potrzebuję, to ty.

- Nie, uważam tylko, że jesteś zbyt poważny i za dużo pracujesz. - mówię, gdy wchodzimy do gabinetu
- Wcale nie, potrafię się rozluźnić. - właśnie wróciliśmy z lunchu, tymczasem Harry próbuje mnie przekonać do swojego zdania
- Skoro tak, to zróbmy wieczór bez żadnych garniturów, pracy ani dokumentów. Przyjdź do mnie dziś wieczorem po pracy.
 
~*~
 
Ubieram białą podkoszulkę, czarne szorty i za duży na mnie sweter z rozpinanymi guzikami. Sweter w kolorze czarnym jest na tyle długi, że sięga mi do połowy ud, guziki pozostawiam rozpięte. Do moich uszu dociera dźwięk dzwonka do drzwi. Chowam strój do pracy na wieszak do szafy, po czym szybko biegnę, by otworzyć drzwi. Przekręcam kluczyk w zamku, by drzwi ustąpiły
- Dobry wieczór. - nie ukrywam, że jestem trochę zażenowana - Chyba nie myślałaś, że przez całe miasto będę jechał w dresie?
- Miało być bez garniturów. - przewraca oczami, na co cicho chichoczę pod nosem. Wpuszczam go do środka. Zdejmuje z siebie płaszcz, który odbieram od niego i wieszam na wolnym wieszaku. Buty odkłada na bok, by mnie stały w przejściu
- Jaką pizzę lubisz? - odwracam się w jego stronę i widzę, że jest zdziwiony - Chyba nie myślałeś, że będziemy jedli jakieś luksusowe danie? - kolejny raz przewraca oczami. Prowadzę go do salonu. Siada na kanapie, gdy ja zamawiam pizzę. Po zakończeniu połączenia siadam obok niego
- Jaki film proponujesz? - w odpowiedzi wzrusza ramionami. Podchodzę do szafki znajdującej się pod telewizorem, którą otwieram, by znaleźć jakiś ciekawy film. Szperam w poszukiwaniu ciekawego tytułu - Horror? - zamiast odpowiedzieć zabawnie porusza brwiami
- Nie boisz się? - z uśmiechem kiwam przecząco głową - Dobrze, może być horror. - uśmiecha się ukazując dołeczki w policzkach. Znam go dość dobrze, by stwierdzić, że tylko czeka na okazję, aż się przestraszę i będzie mógł mi podokuczać. Wyjmuję płytę z pudełka, następnie wkładam ją do odtwarzacza DVD. Z pilotem w ręku siadam blisko Harry'ego na wygodnej kanapie
- Masz ochotę na coś do picia? - kiwa głową. Wstaję z kanapy kierując się do kuchni. Podchodzę do lodówki, z której wyjmuję dwie butelki piwa. Powolnym krokiem wracam na kanapę. Jedną butelkę podaję mu, a drugą zatrzymuję w swojej dłoni
- Piwo? - pyta obracając butelkę w dłoniach
- Jeśli nie chcesz, to ja wezmę. - wyciągam z jego dłoni butelkę i uciekam na drugi koniec kanapy. Nie muszę długo czekać na reakcję bruneta. Mocno pociąga za moje kostki, by przysunąć mnie do siebie. Zawisa nade mną opierając się rękoma o kanapę
- A co jeśli chcę? - przymruża lekko oczy mierząc mnie zabawnym spojrzeniem
- Nie dostaniesz. - zaciskam palce mocno na butelce, by nie została mi odebrana. Okazuje się to być błędną decyzją. Silne palce Harry'ego zaczynają łaskotać mnie po brzuchu. Próbuję się wyrwać, jednak jest to trudne. Doskonale wie, że nienawidzę tego. Krzyczę, by mnie puścił, co wiąże się z porażką z mojej strony. Przekręcam się na bok i skulam, aby w jakiś sposób ochronić brzuch
- Oddasz butelkę? - kiwam przecząco głową. Siły zostają mi odebrane, poddaję się. W bezruchu czekam, aż znudzi mu się - Oddasz?
- Jak ładnie poprosisz. - przekręcam się przodem do niego nadal mocno zaciskając palce na butelce. Oblizuje zmysłowo wargi, zanim opada delikatnie na moje ciało podtrzymując się na łokciach. Unosi mój podbródek, by moje usta znajdowały się na wysokości jego. Kiedy tylko znajduje się w dogodnej pozycji, by pocałować mnie powstrzymuję go naciskając palcem wskazującym na jego usta
- Cii, film się zaczął. - szepczę uśmiechając się pod nosem. Wyślizguję się spod jego ciała i siadam przodem do telewizora. Otwieram swoją butelkę, z której upijam kilka niewielkich łyków. Harry nadal znajduje się bardzo blisko mnie ukradkiem na mnie zerkając.
 
~*~
 
Po obejrzeniu całego filmu wychodzimy na taras, który znajduje się za domem. Na betonowym podłożu po lewej stronie od wyjścia ustawione są dwa fotele zrobione z cienkich gałązek, przykryte miękkimi poduszkami. Przed fotelami niewielki drewniany stolik przeznaczony na kawę. Całość przykrywa dach, by w czasie deszczu nic nie zostało zalane wodą. Siadamy na miękkich fotelach podziwiając otaczający nas ogród. Większą uwagę skupiają gwiazdy i towarzyszący im półokrągły księżyc. Późna godzina odznacza się ciemnością. Okolicę oświetlają tylko lampy uliczne i sztuczne światło pochodzące z okien domów
- Mogę zadać ci jedno pytanie? - odwracam wzrok w kierunku Harry'ego, który skupiony jest na obrazie przed sobą
- Tak. - odpowiadam krótko. Wyraz jego twarzy momentalnie się zmienia. Staje się bardziej zdenerwowany, groźnym wzrokiem patrzy przed siebie, mocno zaciska wargi. Odkręcam się ciałem w jego stronę, okrywam się kocem leżącym na fotelu, by nie zmarznąć
- Co cię łączyło z Will'em? - tym pytaniem całkowicie wbił mnie w ziemię. Wypuszczam całe powietrze z płuc ze zdenerwowania
- Nic. - odpowiadam, widzi, że kłamię.
- Proszę, nie kłam. - w pewnej chwili zmienia się na osobę, która z niewiadomych przyczyn wpadła we wściekłość
- Dlaczego chcesz to wiedzieć? - mocniej okrywam się kocem przez zimny, wiejący wiatr. Dawne uczucie powraca wraz z wspomnieniami. Czuję w sercu delikatne kłucie spowodowane uczuciami, za którymi zatęskniłam. Zatęskniłam za tym, co kiedyś nas łączyło
- Po prostu chcę. - do oczu napływają łzy, który staram się powstrzymać. Dawne uczucie, który było między nami powraca z podwójną siłą. Serce zaczyna mi mocniej bić. Przez dłuższą chwilę nie odpowiadam, nawet nie chcę odpowiadać. Wstaję z fotela, po czym kieruję się do środka uciekając do sypialni - Mercedes, poczekaj. - słyszę za sobą głos Harry'ego, jednak nie zatrzymuję się. Zatrzaskuję za sobą drzwi i zamykam je na klucz, by nie wszedł do środka. Siadam na podłodze przy łóżku podkulając nogi do klatki piersiowej
- Mercedes, proszę otwórz. Nie chciałem cię urazić. - słyszę jego walenie do drzwi, jednak nie reaguję. Chowam głowę w kolanach, rękoma obejmuję nogi. Zaczynam cicho szlochać, oczy powoli zapełniają się większą ilością łez, które powoli spływają po policzkach
- Mercedes, otwórz. - mówi nieco bardziej zdenerwowanym głosem, powoli zaczyna mu brakować cierpliwości na to, że nie wykonuję jego poleceń - Mercedes, otwórz te pierdolone drzwi! - mocno uderza w drewno, przez co wzdrygam się ze strachu. Nie odpowiadam, mimo, że zaczyna się bardziej złościć - Proszę, Mercedes! - ostatni raz puka w drzwi. Chwilę ciszy przerywa trzask. Szybko unoszę głowę do góry, by sprawdzić, co się stało. Rozwalił zamek, teraz wchodzi do środka - Prosiłem. - usprawiedliwia się
- Nie mam ochoty rozmawiać na ten temat. - ponownie chowam głowę. Mimo, że nie patrzę, słyszę, jak siada obok mnie. Mocno otula mnie swoimi ramionami przyciskając do klatki piersiowej. Chowam się w bezpiecznych ramionach Harry'ego czując się lepiej
- Przepraszam. - cicho szepcze do mojego ucha. Składa delikatny pocałunek na moim czole w geście przeprosin - Nie wiem, dlaczego o to spytałem.
- W porządku. - odpowiadam cichym, zachrypłym szeptem. Będąc w ramionach Harry'ego czuję się lepiej, bezpieczniej. Serce przyspiesza swoje tempo, a temperatura ciała wzrasta. Dawno nie czułam się tak w ramionach innego mężczyzny, dawno nie czułam nic. Dawno moje serce nie zabiło w ten sposób, w jaki teraz bije. Bije pewniej, słyszę je, jak mocno bije. Przyciśnięta do klatki piersiowej Harry'ego wszystko, co nas otacza, znika. Znikają smutki, strach, pojawia się poczucie bezpieczeństwa i dotąd nie spotykane uczucie
- Dziękuję, że jesteś. - odrywam się od niego, by móc spojrzeć w jego oczy. Znika cała złość, która wcześniej w nim wrzała. Znika wszystko, co budziło złe emocje. Powraca piękny, nieskazitelny kolor. Ciało rozluźnia się wraz z widokiem jego oczu, pięknych oczu. Palcami zaczesuje pasemko włosów za ucho, by w całości widzieć moją twarz. Pełnym gracji ruchem zbliża swoje usta do moich łącząc je w pocałunku. Z początku delikatnie muska wargi powodując, że oddech staje się płytki. Wplątuje dłonie w jego włosy siadając na nim okrakiem. Jego dłonie spoczywają na moich biodrach. Dłonie przesuwa powoli na moje plecy mocniej przyciągając mnie do siebie. Nasze usta masują się nawzajem. Pogłębia pocałunek, a ja bez żadnych przeszkód z jego strony zaczęłam się o niego ocierać swoim ciałem. Z pewnością wywołałam u niego przyjemne uczucie, bo zamruczał cicho w moje usta. Z pleców jego dłonie powędrowały na pośladki, by móc mnie unieść. Razem ze mną opadł na miękkie łóżko. Znajduje się pomiędzy moimi nogami coraz bardziej zmniejszając odległość między naszymi ciałami. Zawisł nade mną opierając jeden łokieć po mojej prawej stronie, drugą dłoń umieścił na udzie masując skórę wykonując ruchy w górę i w dół. Nie mogę się powstrzymać od głośniejszego jęknięcia w podziękowaniu za to, co robi. Wyciągam palce z jego włosów, by móc skierować je na dół do jego koszuli. Odpinam kolejne guziki. Harry jest bardziej niecierpliwy. Staje na kolanach, żeby zdjąć szybciej swoją koszulę, którą odrzuca gdzieś na bok. Uśmiecham się pod nosem, gdy szybko wraca do moich ust
- Gdybym mógł spotkać cię jeszcze raz, zrobiłbym to. - szepcze cichym głosem na chwilę odrywając się od moich warg. Czuję się zupełnie inaczej, niż poprzednim razem, gdy dotykał mnie. Swoim dotykiem wywołuje u mnie przyjemne dreszcze. Moje serce niemal wyrywa się z piersi, miażdży żebra. Pragnę go tak bardzo, jak on mnie. Sposób, w jaki bada moje ciało przyprawia mnie o dreszcze. Jego miękkie usta złożyły przyjemny pocałunek na mojej szczęce. Nie mogę powstrzymać uśmiechu, który pojawił się na moich ustach. Moje powieki powoli opadły. Swoje zwinne palce przeniósł na rozporek od moich szortów. Zwinnym ruchem pozbawił mnie ich. Powrócił do moich ust, by mnie czymś zająć, w tym samym czasie ściągnął swoje spodnie. Nie czekając długo zdjął moją bluzkę. Dłonie Harry'ego sięgnęły za moje plecy, a ja wygięłam je w łuk, aby mógł rozpiąć mój stanik. Moje ręce spoczęły na jego ramionach. Motyle obudziły się w moim brzuchu, gdy swoje pocałunki przeniósł na mój obojczyk. Dłońmi sunął do moich majtek, by całkowicie pozbawić mnie ubrań. Zaczepiłam swoje palce na gumce od jego bokserek ciągnąc je w dół. Obserwuję, jak jego ręce sięgają do kieszeni swoich spodni. Nie ukrywam swojego zaskoczenia, gdy wyjmuję z nich prezerwatywę. Rumienię się lekko, gdy z uśmiechem patrzy w moje oczy.  Jego usta złączyły się z moimi, aby odwrócić moją uwagę, podczas gdy zakładał ją na siebie. Nie zwracam zbytniej uwagi na to, co robi, ponieważ jestem zbyt zajęta pocałunkiem. Powolnym, delikatnym ruchem wsunął go we mnie. Przełykam głośno ślinę, gdy wpycha go głębiej. Tak dawno nie czułam z jego strony takiej delikatności. Momentalnie sztywnieję przez uczucie, jakie wywołuje. Wszystko wygląda inaczej, wszystko jest delikatniejsze, przyjemniejsze. Podczas, gdy kontynuował swoje delikatne ruchy uczucie spełnienia wrzało w moim ciele. Nie przestawał mnie całować, jakby to było coś, czego teraz najbardziej potrzebuje. Nic nie mogło mnie powstrzymać od wbicia paznokci w jego plecy. Mimowolnie moje plecy wygięły się w łuk. Nie jestem w stanie myśleć o niczym innym, tylko o nim. Na chwilę przestaje mnie całować, by spojrzeć w moje oczy. Uśmiecha się delikatnie, zanim powraca pocałunkami na szyję. Chichoczę cicho, gdy łaskocze moją skórę swoimi włosami. Nasze ciała zaczyna pokrywać pot. Harry przesuwa swoje dłonie wzdłuż moich rąk, by spleść nasze dłonie razem. Przyjemne uczucie mieć go przy sobie. Przyjemne jest to, w jaki sposób ze mną postępuje. Gdy tylko osiągamy szczyt przyjemności oddala się od mojego ciała kładąc się obok. Nie wytrzymuję długo bez jego obecności, więc przytulam się do jego klatki piersiowej. Obejmuje mnie rękoma przyciskając mnie mocniej do siebie. Składam pojedynczy pocałunek do jego ramieniu
- Chciałbym, żeby ta chwila trwała wiecznie. - unoszę się na łokciach, by móc spojrzeć w jego oczy. Unoszę kąciki ust do góry ciesząc się z tego, co właśnie przed chwilą powiedział. Podciągam się, żeby ostatni raz pocałować jego ciepłe usta, zanim odpływam w krainę snu wtulona w jego ramiona.
 
 
_____________________________
 
Akcja zaczyna się zagęszczać, mogę to obiecać :)
Czasami kopiuję sceny pocałunków z innych rozdziałów ( sceny przyjemności także ) ponieważ raz wyjdzie mi dobrze, a za drugim razem nawet nie chcę tego sprawdzać. Muszę nad tym popracować, bo przyznaję, że to nie jest zbyt w porządku. Kopiuję parę zdań, dodaję trochę. Mam nadzieję, że to nie jest jakaś wielka sprawa :( 

Zauważyłam, że wiele osób nie komentuje. Było by miło, jeżeli piszecie z anonima, a wiecie o blogu z Twittera, to podpisujcie się. Chciałabym zobaczyć, czy jest sens informowania na Twitterze :)

poniedziałek, 26 stycznia 2015

39. Proszę, nie odchodź.

Wchodzimy do restauracji. Kelner od razu rozpoznaje Harry'ego, więc odprowadza nas do zamówionego wcześniej przez bruneta stolika. Odsuwa mi krzesło, bym mogła usiąść, następnie sam zajmuje miejsce naprzeciwko mnie. Zamówił stolik w oddalonej części restauracji, z dala od innych gości, zapewne, by utrzymać prywatność podczas naszej rozmowy
- Mam liczyć na jakieś atrakcje po kolacji? - pytam. Harry nic nie odpowiada, zamiast tego uśmiecha się podejrzanie.
 
~*~
 
Harry zatrzymuje się samochodem kilka kilometrów od miasta. Ciemność już dawno ogarnęła okolicę, jedynym plusem jest temperatura, która dziś wyjątkowo sięgnęła cieplejszych stopni. Na niebie pojawiły się miliardy gwiazd. Nieco zdenerwowana rozglądam się po miejscu, w którym się znajdujemy. Niedaleko miejsca zaparkowania samochodu jest las. Patrząc prosto przed siebie widzę ogromne jezioro, które na pierwszy rzut oka wygląda straszne. Nerwowo patrzę na bruneta siedzącego obok mnie na miejscu kierowcy
- Wysiadamy, księżniczko. - zdenerwowanie zastępuje zdziwienie. Nigdy nie nazywał mnie w ten sposób. Harry wysiada z samochodu zostawiając mnie samą. W samochodzie jest na pewno cieplej, niż na zewnątrz. Bojąc się zostać sama wysiadam i kieruję się za nim
- Gdzie jesteśmy? - pytam pocierając dłońmi przedramiona. Temperatura jest dodatnia, co nie oznacza, że jest gorąco
- Nad jeziorem. - uśmiecha się głupkowato. Brunet podchodzi do brzegu jeziora. Nie trzeba czekać długo, aż zacznie się rozbierać - Na pewno możemy tu być? - rozglądam się po okolicy, by sprawdzić, czy nie jesteśmy tu sami
- Oczywiście, że nie. - odpowiada zdejmując koszulę, którą odrzuca gdzieś na ziemię. Próbuję patrzeć gdziekolwiek, byleby nie na jego nagie ciało. Szczęście znajduje się po mojej stronie. Nie zdjął bokserek, które zostawił na swoim ciele
- Zamierzasz się w tym kąpać? - wskazuje na lustro wody - Nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł.
- Zamierzamy. - akcentuje mocno ostatnią sylabę - Rozbierzesz się sama, czy mam ci pomóc? - moje oczy powiększają swoje rozmiary
- Nie będę się w tym kąpać. - zaprzeczam. W odpowiedzi Harry głośno się śmieje. Nie chcąc zostać jego ofiarą kieruję się do auta. Zatrzymuję się, kiedy słyszę głośne chlupnięcie wody. Odwracam się w poszukiwaniu bruneta. Po chwili wynurza się na powierzchnie
- Wejdziesz sama, czy pomóc ci? - pyta puszczając mi oczko i uśmiechając się bezczelnie. Kiwam przecząco głową, jednak od razu tego żałuję. Harry wychodzi z wody, po czym kieruje się w moją stronę. Zdejmuję ze stóp szpilki, następnie jak najszybciej potrafię uciekam. Próba ucieczki okazuje się złym pomysłem. W mgnieniu oka zostaję złapana przez silne męskie ręce
- Nie! Proszę nie! - krzyczę, aby zostawił mnie w spokoju. Mocno zatrzaskuje mnie w swoim uścisku
- Po dobroci się nie dało, pozostała mi siła. - przerzuca mnie przez ramię, następnie kieruje się do wody. Krzyczę, by puścił mnie, jednak na marne. Powoli wchodzi do wody zanurzając nogi. Kiedy woda sięga mu do kolan, upuszcza mnie, bym znajdowała się na wysokości jego pasa. Mocno oplatam swoje nogi wokół jego bioder, by jak najdłużej pozostać na powierzchni. Rękoma oplatam jego szyję nie chcąc, aby wrzucił mnie do wody razem z ubraniami. Od razu robi mi się zimno, gdy patrzę na wodę
- Jesteś mokry i zimny. - zaczynam się trząść na myśl, że zaraz wpadniemy do zimnej wody
- Zaraz ty też będziesz. - uśmiecha się. Powoli kieruje się dalej. Czuję, jak moje stopy dotykają wody. Zaciskam mocno oczy, gdy przechyla się i razem ze mną wpada do wody. Momentalnie zamieniam się w bryłkę lodu. Woda jest lodowata. Wypływam na powierzchnię, by zaczerpnąć powietrza, które zostało mi odebrane. Wycieram dłońmi oczy, aby wyostrzyć sobie obraz. Harry pływa niedaleko mnie z zadziornym uśmieszkiem na twarzy. Moje ubrania zostały przemoczone. Nie mam nic na zmianę
- Oszalałeś do reszty?! - krzyczę na niego, jednak nic sobie z tego nie robi. Zamiast tego podpływa bardzo blisko mnie
- W mokrych ubraniach wyglądasz dużo lepiej. - nasze klatki piersiowe stykają się ze sobą. Nie chcąc pozostać w lodowatej wodzie zaczynam płynąć do brzegu, jednak chęć wykonania czynności zostaje odrzucona przez Harry'ego - Nie uciekaj. - łapie mnie w pasie i przyciąga do z powrotem siebie. Przyciągnął mnie na tyle, by nasze klatki piersiowe przylegały do siebie. Pozostaję w bezruchu czekając, aż powie lub zrobi coś. Nie odzywa się, dłonie przenosi na moje biodra. Unosi mnie, abym oplotła nogi wokół jego pasa. Aby nie opaść na dno, kładę dłonie na jego ramionach - Pocałuj mnie.
- Co?
- Pocałuj mnie. - nim zdążam zareagować przyciska swoje wargi do moich. Ciepłe wargi bruneta są ukojeniem dla moich zmarzniętych. Przez jego dotyk na mojej skórze pojawia się gęsia skórka, niespowodowana tylko zimnem. Pogłębia pocałunek, przez co tracę dech w piersiach. Pocałunek iskrzy namiętnością. Przyciągam go mocniej do siebie, opieramy się o swoje czoła. Zasysa moją dolną wargę. To wystarcza, by zabrakło mi tchu. Wślizgnął się językiem do moich ust. Ten pocałunek jest milion razy lepszy, wszystkich od poprzednich. Palcami przesuwa się po skórze na udach, robi małe kółka. Z każdą chwilą moje podniecenie wzrasta. Pociągnęłam lekko za jego włosy, a on w odpowiedzi cicho jęknął. Powoli odrywam się od niego. Obydwoje ciężko oddychamy. Kąciki jego ust wędrują ku górze tworząc uśmiech. To nie był czuły i niewinny pocałunek. To było coś zupełnie innego. Wypuściłam całe powietrze z płuc powodując ciche jęknięcie. Czuję wybrzuszenie pojawiające się w jego spodniach. Nie mija chwila, zanim ponownie łączy nasze usta w dzikim, namiętnym pocałunku. Wystarcza chwila, by zawładnął moimi ustami, niemal gryzie je w dobrze wyczuwalnym pożądaniu i namiętności. Obydwoje zaczynamy mocno i głośno oddychać. Dłonie mocniej wplatam w jego brązowe, kręcone włosy. Jęknęłam cicho, gdy swoje ręce przeniósł na moje pośladki mocno ściskając je
- Co państwo tu robi?! - odrywamy się od siebie, gdy słyszymy czyjś męski, zachrypnięty głos. Odwracamy się w poszukiwaniu osoby, która wypowiedziała te słowa. Na brzegu z latarką stoi starszy pan, wygląda na około 50. lat - Proszę stąd wyjść! Natychmiast! - Harry upuszcza mnie, bym stanęła o własnych nogach. Zbliżamy się do brzegu widząc, jak starszy pan zaczyna się bardziej denerwować - Coś podobnego! - nie chcąc wpadać w jakąkolwiek kłótnię, oddala się. Brunet zaczyna się ubierać, a ja bardziej trząść z zimna
- Mówiłam, że to zły pomysł. - szepczę cicho do niego, by starszy pan nie usłyszał nas. Ściskam mocno ubrania, by pozbyć się wody
- Nie wiedziałem, że o tej porze będzie tu chodził taki kutas. - kiedy tylko uzupełnia swoją część garderoby, wsiadamy do samochodu - Poczekaj chwilę. - mówi, gdy widzi jak bardzo się trzęsę. Wysiada z auta kierując się do bagażnika. Otwiera drzwi po mojej stronie, następnie przykrywa mnie kocem. Otulam się nim, żeby szybciej zrobiło mi się ciepło. Dodatkowo włącza ogrzewanie.
 
~*~
 
Kierujemy się do mieszkania Harry'ego. Nadal jestem mocno otulona kocem, który otrzymałam od niego. Mimo to, wciąż jest mi strasznie zimno. W pewnej chwili Harry szybkim ruchem łapie mnie w ślubny sposób i ze mną na rękach kieruje się do mieszkania
- Zwariowałeś? Ktoś może tędy iść. - jestem zdziwiona i jednocześnie mile zaskoczona tym, co przed chwilą zrobił
- Nie, jeszcze nie zwariowałem. - uśmiecha się nie patrząc na mnie, tylko przed siebie. Jedną ręką łapię za jego ramię, by nie wypaść mu z rąk. Powoli dochodzimy do mieszkania. Harry zatrzymuje się przed drzwiami - W tylnej kieszeni spodni mam klucze. - ręką sięgam do tylnej kieszeni jego spodni. Wyjmuję z niej klucze, by otworzyć drzwi. Brunet nogą otwiera je i razem ze mną wchodzi do środka
- Powinnam się przebrać, a nie mam nic na zmianę. - odstawia mnie powoli na podłogę
- Poczekaj, zaraz ci coś przyniosę. - kiwam głową, następnie przechodzę do salonu. Koc, który przed chwilą miałam na sobie odkładam na kanapę. Zdejmuję z siebie spódniczkę, którą odrzucam na podłogę. Odpinam guziki od koszuli, ona także ląduje na podłodze. Biorę koc do rąk, by okryć się nim. Odwracam się i widzę Harry'ego opartego o ścianę. Momentalnie zaczynam się rumienić
- Masz zgrabny tyłek. - mówi podchodząc do mnie i podając mi ubrania. Odchodzi do kuchni szeroko uśmiechając się. Zakładam na siebie szary, za duży na mnie sweter, który zapewne należy do niego. Sweter pachnie jego perfumami, nim. Przyniósł mi także krótkie, czarne szorty. Mokre ubrania składam i zanoszę do łazienki, z której później je wezmę. Kieruję się do kuchni, do Harry'ego
- Masz ochotę na kakao? - pyta odwracając się w moją stronę. Kiwam głową przysiadając na wysokim stołku przy wysepce kuchennej. Po krótkiej chwili stawia przede mną biały kubek z kakaem. Zmarzniętymi palcami chwytam za kubek, aby ogrzać dłonie. Zapada cisza, nie niezręczna, miła. Widzę, jak Harry ukradkiem na mnie spogląda. W pewnej chwili wstaje i zaczyna kierować się na taras
- Chodź, pokażę ci coś. - uśmiecha się, by przekonać mnie. Zsuwam się ze stołka, po czym idę w kierunku bruneta. Otwiera mi drzwi, bym jako pierwsza wyszła na zewnątrz. Od razu czuję nieprzyjemny podmuch wiatru na swojej skórze. Harry prowadzi mnie do krawędzi. Podbródkiem wskazuje, bym patrzyła w dół. Opuszczam wzrok, w skutek czego zapiera mi dech w piersiach. Widzę miasto z góry, z tak dużej wysokości. Wygląda niesamowicie. Oświetlenie powoduje, że miasto zyskuje większego uroku. Ludzie z tej wysokości są niemal niewidoczni. Czuję za sobą ciało Harry'ego, który przyciska swoją klatkę piersiową do moich pleców. Obejmuje mnie rękoma, by było mi cieplej. Przekręcam głowę w jego stronę, w zamian dostaję całusa w policzek. Uśmiecham się, po czym przekręcam wzrok
- Wszystko wygląda tak pięknie. Zazdroszczę ci tak pięknego widoku.
- Mieszkanie tutaj samemu jest przygnębiające. Każdego wieczora wszystko robię sam. Śpię sam, oglądam telewizję sam, jem sam, nawet patrzę na niebo sam. To przytłaczające. - wzdycha na samą myśl o tym, co czuje każdego dnia
- Dlaczego nie sprowadzasz już żadnych kobiet? - odwracam wzrok w jego stronę oczekując odpowiedzi. Chwilę namyśla się nad swoją wypowiedzią, zanim otwiera usta
- Przestały mnie interesować ciągłe imprezy, co wieczór inna kobieta. - wzrusza ramionami - Nie chcę być postrzegany jako mężczyzna, któremu zależy tylko na swoim biznesie i nie ma wcale ludzkich uczuć. Chcę być postrzegany jako biznesmen, któremu zależy na innych ludziach, a nie tylko na swoich pieniądzach. - kiedy nasze spojrzenia spotykają się, odwracam głowę
- Jeszcze nigdy nie spotkałam takiego człowieka, jak ty. Zmieniłeś się od dnia, w którym pierwszy raz przekroczyłam próg twojego gabinetu. Wcześniej wydawałeś mi się zakochanym w swoich pieniądzach, bezczelnym mężczyzną, który nie dba o innych, tylko o siebie. Teraz zmieniłam zdanie.
- Zmieniłaś? Na jakie? - odwracam się ciałem przodem do niego. Zamiast odpowiadać staję na palcach, by zbliżyć do siebie nasze twarze. Łączę nasze usta w delikatnym, pełnym czułości pocałunku. Delikatne cmokanie zmienia się w pieszczotliwy pocałunek. Z ogromną czułością przesuwa swoje wargi po moich. Czegoś takiego się nie spodziewałam. Czuję motyle w swoim brzuchu. Pierwszy raz używam tego określenia, które teraz naprawdę czuję i wiem, jak je określić. Nic nie poradzę na to, że zaczynam się w nim zakochiwać.
 
Harry's P.O.V.
 
Wracamy z tarasu do środka. Moje ciało wciąż w środku wrze po ostatnim pocałunku. Czuję się niesamowicie dobrze i szczęśliwie. Razem siadamy na kanapie. Kładę się wzdłuż kanapy przyciskając plecy do oparcia. Mercedes kładzie się obok mnie, przodem do mojego ciała. Przytula się do mnie chowając głowę w zagłębieniu mojej szyi. Obejmuję ją swoimi ramionami, by była mnie jak najbliżej. Nic nie poradzę na to, że potrzebuję jej przy sobie. Potrzebuję jej dotyku, jej miękkich, słodkich ust. Nic nie poradzę na to, że powoli zakochuję się w niej.
 
___________________________
 
Skomentuj, uszanuj moją pracę.

czwartek, 15 stycznia 2015

38. Daj mi miłość.

Wszystko okazało się nieprawdą. Wszystko było kłamstwem. Każde słowo, każdy dotyk. Zostałam oszukana. Chciał mnie tylko wykorzystać. Dotykał mnie tylko po to, by wzbudzić moje zaufanie. Każde słowo miało działać na mnie jak narkotyk. Miałam się uzależnić od jego dotyku. Miałam chcieć jego, jego pocałunków, jego dotyku, jego bliskości. Miałam pragnąć codziennie słyszeć jego głos, widzieć go, dotykać. Wszystko, co robił miało doprowadzić go do jego celu, do otrzymania mnie jako swojej własności. Ze wszystkich rzeczy żałuję tego, że zaufałam mu i dałam się omotać. Żałuję, że była na tyle głupia, by nie zauważyć tego, co ze mną robił. Ostrzegali mnie, a ja nie słuchałam. Nie przyszło mi do głowy, aby uważać na to, co robię. Dlaczego wszystko dociera do mnie dopiero teraz? Będąc z nim czułam się, jakbym była w transie. Nie zauważałam, że jeden człowiek potrafi ze mną coś takiego zrobić. Nie zauważyłam, jak zatracam się coraz bardziej w tym, co robił. Nie widziałam nic, poza nim. Wszystko znikało, gdy pojawiał się on. Byłam skupiona wyłącznie na nim. Nie myślałam o niczym. Nie reagowałam, gdy całował mnie, dotykał. Wszystko działo się według jego planu. Za każdym razem zatracałam się w jego oczach. Coś, jakby przyciągało mnie do niego. Może to właśnie na tym polegało?
Zniechęcona dzisiejszym dniem w pracy naciskam na klamkę, by otworzyć drzwi od gabinetu. Ku mojemu zdziwieniu widzę Harry'ego całkowicie wyczerpanego, ledwo przytomnego. Niemal zasypia na siedząco. Siedzi oparty całym ciałem o biurko, kurczowo podpiera głowę ręką. Oczy odmawiają mu posłuszeństwa, prawie same się zamykają. Widząc go w tym stanie, nie wiem dlaczego, mięknie mi serce. Całe obrzydzenie do jego osoby znika, gdy widzę go tak bezbronnego, jak w tej chwili. Zdejmuję swój płaszcz, który odkładam na wolny wieszak w kącie pomieszczenia. Harry jest tak zmęczony, że nie zauważył kiedy weszłam. Musiał w nocy nawet nie zmrużyć oka. Powoli podchodzę do niego i pomagam wstać z fotela. Delikatnie asekuruję go, by położył się na kanapie
- Mercedes? - pociera dłonią jedno oko, żeby wyostrzyć sobie obraz. Biorę jego marynarkę z fotela i przykrywam go ją
- Dlaczego nie spałeś w nocy? - pytam przykucając obok niego na podłodze. Łokciem opieram się o kanapę, podtrzymuję głowę
- Segregowałem do późna papiery i myślałem o tym, co wczoraj między nami zaszło. - mówi zaspanym głosem. Mimowolnie uśmiecham się. Zaczynamy patrzeć na siebie w inny sposób, z innym uczuciem, niż dotychczas. Dotychczas było to pełne pożądania spojrzenie. Tymczasem widzę uczucie, którym nigdy mnie nie obdarzył. Całą swoją uwagę skupia na moich oczach. Te spojrzenie powoduje u mnie jakieś uczucie w brzuchu, jakby coś tam latało i próbowało się wydostać na zewnątrz. Zatracam się w głębi jego pięknych oczu. Delikatne spojrzenie powoduje, że powstrzymuję się od pocałowania go. Dwoma palcami zakłada niewielkie pasemko włosów za moje ucho. Delikatnie pociera za mój policzek, zanim całkowicie nie zabiera dłoni. Wbrew mojej woli powoli przybliżam się do niego i złączam nasze usta w krótkim, jednak czułym cmoknięciu. Odsuwam się na kilka milimetrów, by móc otworzyć oczy i spojrzeć w jego. Choć nie widzę jego ust jestem pewna, że uśmiecha się lekko. Kciukiem pociera mój policzek. Unosi głowę, by cmoknąć mnie jeszcze raz. Mozolnie oddalam się od niego, jednak on łapie mnie za rękę
- Proszę, zostań. - podtrzymuje moją dłoń pocierając ją kciukiem, by przekonać mnie. Gdzie podziała się moja silna wola? Zniknęła tak nagle. Wstaję z podłogi, następnie kładę się obok niego. Głowę kładę na jego klatce piersiowej. Słyszę jego szybko bijące serce. Ku mojemu zdziwieniu zasypia szybciej, niż najbardziej zmęczone dziecko po całym dniu zabawy na świeżym powietrzu. Unoszę głowę do góry. Wygląda tak bezbronnie, gdy śpi. Uśmiecham się na sam jego widok. Nie powinniśmy tak leżeć, w każdej chwili ktoś może wejść do środka. Powoli podnoszę się, następnie cicho wychodzę z gabinetu. Najciszej jak potrafię zamykam drzwi, by nie obudzić go. Kieruję się do Tori, tak dawno z nią nie rozmawiałam
- Witaj, Tori. - podchodzę do lady opierając się o nią. Brunetka unosi wzrok do góry natychmiastowo się uśmiechając
- Witaj Mercedes. - mówi wciąż nie przestając się uśmiechać - Niedługo będę miała przerwę, może masz ochotę wyskoczyć na kawę? - na mojej twarzy pojawia się grymas - Coś się stało?
- Pan Styles zasnął w gabinecie. Nie chcę za bardzo, żeby ktoś tam wchodził i obudził go. - dziewczyna kiwa w geście zrozumienia głową - Dawno ze sobą nie rozmawiałyśmy. Co u ciebie słychać? - siadam niedaleko niej na krześle pod ścianą obok lady
- Po staremu. Ciągle mam jakieś sprawy do załatwienia. - wstaje ze swojego fotela i siada obok mnie na krześle obok - Mercedes, posłuchaj. - jest trochę speszona, więc przeczuwam, że chodzi o jakąś poważniejszą sprawę - Ostatnio zauważyłam, że ty i pan Styles spędzacie ze sobą dużo czasu, oczywiście nie mówię tutaj tylko o pracy. Jakiś czas temu widziałam, jak wychodziliście z pokazu mody, na który byliście zaproszeni. Nie pomyśl sobie, że was śledziłam. Mieszkam niedaleko tego budynku i jak wracałam do domu to was zauważyłam. - zapewnia mnie - Czy dobrze widziałam, że pan Styles cię obejmował? - od razu po usłyszeniu jej słów robi mi się gorąco, czuję, jak na moje policzki mnie pieką. Nikt nie może się dowiedzieć o tym, co między nami zaszło
- Było strasznie zimno. - odpowiadam jąkając się - Nie wzięłam ze sobą żadnego płaszcza, a pan Styles nie chciał, bym zmarzła.
- Rozumiem. - kiwa delikatnie głową - Jest jeszcze jedna sprawa, którą chciałabym, żebyś mi wyjaśniła. - zaczyna niepewnie. Mogę być pełna obaw, że Tori coś o nas wie - Widziałam was, jak się całowaliście. - moje serce natychmiastowo przyspiesza, nikt nie powinien widzieć nas razem. To, co między nami się wydarzyło nie powinno ujrzeć światła dziennego
- Gdzie? Kiedy? - pytam nerwowo, moje dłonie zaczynają się pocić, powoli trzęsę się z przerażenia tym, co zaraz mi powie
- To było już dawno, nie pamiętam. Gdy chciałam wejść do gabinetu zobaczyłam, jak pan Styles trzyma ciebie bardzo blisko. Doskonale widziałam, jak całowaliście się. Wiem, że to mogło się przytrafić przez przypadek, ale kiedy zobaczyłam, jak obejmuje cię postanowiłam cię o to zapytać. - robi mi się jeszcze goręcej, niż przed chwilą. Nerwowo przełykam ślinę, dłonie są bardzo zimne, jednak pocą się i trzęsą - Chciałam ci to powiedzieć, byś nie miała przez nikogo kłopotów, jeśli ktoś by to zobaczył.
- To był przypadek, prawie przewróciłam się potykając o własne nogi, a pan Styles po prostu mnie złapał. To był czysty przypadek.
- Rozumiem, po prostu nie chciałam byś miała kłopoty. - uśmiecha się przyjaźnie, przez co rozluźniam się - Mercedes, czy coś się między wami dzieje? Pytam tylko z ciekawości, bo znam pana Styles'a dość dobrze i wiem do czego jest zdolny wobec kobiet.
- Absolutnie nie. - zaprzeczam kilkoma kiwnięciami głowy - Muszę wracać. Powinnam porządkować papiery. - żegnam się z brunetką i tym samym przerywam rozmowę, by przypadkiem do moich uszu nie doszły inne informacje, które mogłyby nam zaszkodzić. Po cichu wchodzę do gabinetu zamykając za sobą drzwi. Gdy tylko znikam w gabinecie mój organizm wraca do zdrowia. Przestaję się trząść i być nerwowa. Harry nadal śpi, więc zajmę się pracą, by odprężyć się. Podchodzę do jego biurka i siadam na wygodnym fotelu. Z szuflady wyjmuję jego notes, by sprawdzić, czy nie mamy jakiś spotkań na najbliższe dni.
 
~*~
 
Do moich uszu dociera dźwięk ziewania i powolnego podnoszenia. Unoszę wzrok zza notesu na źródło dźwięku. Harry właśnie się obudził. Mozolnym ruchem wstaje do pozycji siedzącej. Przeciera dłońmi oczy, by nabrały ostrości. Kiedy tylko odkręca się w moją stronę spuszczam wzrok na kartki notesu. Złość spowodowana wczorajszym zajściem powróciła do mnie. Z wyraźnym gniewem przekręcam kolejne kartki. Adrenalina w moich żyłach powoduje, że jestem gotowa do jakiejkolwiek konfrontacji. Nerwowo stukam paznokciami o biurko. Nie mam ochoty z nim rozmawiać, dla mnie wszystko jest jasne i nie trzeba tego tłumaczyć. Przestał cały dzień, więc niedługo będę mogła wyjść z biura do domu. Na zewnątrz zrobiło się już ciemno i zimno, więc moja zmiana dobiega końca
- Dobry wieczór. - unoszę swój wzrok do góry, jednakże natychmiastowo go spuszczam, gdy spotykam się z jego spojrzeniem
- Dobry wieczór. - odpowiadam gburowato. Zerkam na zegarek w telefonie, by sprawdzić godzinę. Właśnie skończyłam pracę. Wstaję z fotela zabierając telefon, który wkładam do torebki. Zakładam na siebie płaszcz i szybko zapinam wszystkie guziki
- Możemy porozmawiać?
- Nie. - odpowiadam bez ogródek. Z torebką zawieszoną na rękach wychodzę pośpiesznie z gabinetu kierując się do samochodu.
 
~*~
 
Zbliżając się do domu zauważam obcy samochód stojący niedaleko mojej bramy. Parkuję samochód na chodniku, następnie wychodzę z pojazdu. Ciemność ogarniająca okolicę powoduje, że nie widzę osoby, która kręci się przy drzwiach. Wchodzę przez furtkę. Po kształcie ciała widzę, że to mężczyzna. Powoli i niepewnie zbliżam się do osoby znajdującej się na podwórku
- Czy mogę w czymś pomóc? - pytam, wciąż nie widzę osoby, która wtargnęła tu
- Chciałem porozmawiać i nic mnie do tego nie powstrzyma. - znajomy głos, Harry. Podchodzę bliżej orientując się, że miałam rację
- Co ty tu robisz o tej porze? Nie mogłeś poczekać do jutra? Poza tym nie mam ochoty na rozmowę z tobą.
- Ale ja mam ochotę, by z tobą porozmawiać i wyjaśnić parę spraw. - kompletnie ignoruję go kierując się do drzwi. Czując na sobie jego wzrok wyjmuję kluczyki, którymi otwieram drewnianą powłokę. Próbuję zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, jednak jest szybszy
- To niegrzeczne zamykać komuś drzwi przed nosem, gdy ta osoba chce wejść. - jest zirytowany moim zachowaniem
- To niegrzeczne, gdy osoba próbuje się wprosić do domu osoby, która nie chce rozmawiać z tą osobą. - gniew, który pojawił się w oczach zaczyna budzić we mnie strach. Silnymi dłońmi mocno ściska drzwi. Nie chcąc czekać wchodzi do środka. Rozbieram się ignorując go. Złość w jego oczach wypala we mnie dziurę, gdy kieruję się do sypialni - Zatrzymaj się do jasnej cholery. Chcę tylko porozmawiać. - mówi przez zaciśnięte zęby. Jest na tyle wściekły, że trzaska mocno za sobą drzwiami, przez co wzdrygam się ze strachu - Daj mi to wszystko do kurwy nędzy wyjaśnić. - mocno zaciska szczękę, przez co wyraźnie zarysowuje się na jego twarzy
- Wyjdź z mojego domu, ale już. - mówię denerwując się, a zarazem bojąc jego reakcji na moje słowa
- Wydaje mi się, że czegoś nie dokończyliśmy, ale zaraz nadrobimy zaległości. - mówi zdejmując z siebie marynarkę i rzucając ją gdzieś obok siebie. Cofam się, gdy tylko z impetem wbija się w moje wargi. Jego siła napierająca na mnie powoduje, że opadam na łóżko równocześnie nie chcąc tego. Rozsuwa moje nogi, by znaleźć się pomiędzy nimi. Łapie za moje nadgarstki i mocno przyciska je do materaca. Siłą zabiera pocałunek. Cicho jęczę, by wypuścił moje usta. Swoimi wargami kieruje się na szyję, przez co odzywam się
- Proszę, przestań. - moje słowa niczym nie skutkują, schodzi coraz niżej - Dobrze, porozmawiajmy!
- Będziesz współpracować? - unosi głowę na wysokość mojego wzroku, kiwam głową - Grzeczna dziewczynka. - odsuwa się ode mnie, przez co przestrzeń między nami jest większa. Nie trwa to jednak długo, gdy tylko odsuwam się od niego, łapie mnie w talii i stawia na swoich kolanach - Gramy na moich zasadach. Masz mi patrzeć w oczy. - nie odzywam się, więc kontynuuje - To, co powiedziałem zeszłego wieczora było nieprawdą. Zayn ciągle wciska mi różne bzdury, więc musiałem tak powiedzieć, by dał spokój.
- I ja mam w to wszystko uwierzyć? Zabawiłeś się moim kosztem.
- Nie prawda. - mówi mocno zaciskając szczękę, zaczyna się denerwować - Mówię prawdę. Chciałem, by dał mi spokój.
- Tak? Więc dlaczego ciągle próbujesz mnie całować, dotykać? Chodzi ci tylko wyłącznie o seks.
- Do jasnej cholery zacznij mnie słuchać! - powoli brakuje mu cierpliwości na to, co mówię - Nie okłamałbym cię przecież. Mogę ci to udowodnić kiedy tylko chcesz.
- Dobrze, udowodnij.
- Z przyjemnością. Zapraszam cię jutro na kolację. Udowodnię ci, że nie chodzi mi tylko o seks. Jeszcze zmienisz zdanie.
 
_______________________________
 
Od piątku zaczynają mi się ferie, więc mam nadzieję, że będę miała czas na pisanie rozdziałów :)
Przepraszam, że rozdział tak późno, ale sami wiecie jak to jest pod koniec semestru.
 
Komentujcie! :)

piątek, 2 stycznia 2015

37. Poprowadź nas.

Zostaliśmy zaproszeni na pokaz mody. Harry musi na nim być, jako ważny biznesmen. Ja, jako jego asystentka powinnam mu towarzyszyć. Nie mam żadnej ochoty, by tam iść, jednak Harry nalegał. Mimo, że jestem kobietą nie lubię tego typu imprez. Wolałabym spędzić ten wieczór z kocem, kakaem i jakimś dobrym filmem, chociażby sama. Stosownie do okazji ubrałam czarną sukienkę sięgającą mi do połowy ud z białym kołnierzykiem, bez rękawów, Harry postawił na czarny garnitur. Jest późny wieczór. Wszystko dookoła ogarnęła ciemność. Temperatura znacznie spadła, niedługo zmarznę, jeśli nie założę czegoś na siebie. Miejsce pokazu znajduje się niedaleko mieszkania Harry'ego, zatem byłoby głupio jechać samochodem tylko na kilka metrów. Wiedząc, że to niedaleko nie wzięłam żadnego nakrycia, by czymś się okryć. Brunet ułożył rękę na brzuchu w taki sposób, bym mogła za nią złapać. Wchodzimy po schodkach do wejścia, aby znaleźć się w zatłoczonym pomieszczeniu. Z pewnością znajdują się tutaj wysokiej klasy biznesmeni, ludzie ważni w świecie biznesu. Czuję się nieco przytłoczona będąc tutaj. Wszyscy witają Harry'ego z otwartymi rękoma. Trzymam się z tyłu, żeby zbytnio się nie wychylać. Nie jestem zbyt szczęśliwa z mojej obecności tutaj. Patrząc na kobiety tu obecne mogę stwierdzić, że strasznie ślinią się do Harry'ego. Czuję lekkie ukłucie, jednak ignoruję to, gdy podchodzi do nas jakiś mężczyzna
- Witam pana, panie Styles. Dobrze, że dotarliście. - mężczyzna jest w wieku Harry'ego, być może odrobinę starszy. Ubrany w biały, gustowny garnitur, na jego twarzy widać kilkudniowy zarost, brunet z zielonymi oczami - A pani jest zapewne asystentką?
- Mercedes Williams. - przedstawiam się, gdy przenosi swoją uwagę na mnie. Z uśmiechem podaje mi dłoń, bym uścisnęła ją
- Miło mi, Devon Evans. - uśmiecha się przyjaźnie ukazując zęby - Zapraszam na salę główną. Mam nadzieję, że pokaz się spodoba. - żegna się z nami krótkim skinieniem głowy. Harry ciągnie za moją dłoń, aby ruszyła za nim. Wchodzimy do ogromnej sali, w której znajduje się już sporo gości. Nie mam pojęcia, gdzie są nasze miejsca, więc potulnie podążam za nim. Na środku sali znajduje się długa scena przeznaczona dla modelek. Przez ciemność panującą w pomieszczeniu nie widzę zbyt dużo. Tylko główna część jest doskonale oświetlona. Razem siadamy w pierwszym rzędzie, zapewne Harry chciał, byśmy tutaj siedzieli. Cała uwaga bruneta jest całkowicie skupiona na mnie. Nie interesuje się zbytnio innymi gośćmi. Powoli przybliża się do mojego ucha, by powiedzieć mi coś
- Podoba ci się? - nie wiedząc co odpowiedzieć wzruszam obojętnie ramionami. Niezbyt mi się to podoba, jednak nie chcę psuć mu nastroju. W pewnej chwili wszystkie boczne światła oświetlające wnętrze gasną zwiastując rozpoczęcie pokazu.
 
~*~
 
Pokaz dobiegł końca. Nie jestem w stanie określić, czy podobało mi się, czy nie. Przez większą część pokazu siedziałam na swoim miejscu patrząc na chodzące po wybiegu modelki nie zastanawiając się nad tym, co mają na sobie. Nie mogąc usiedzieć w miejscu udałam się do łazienki, by chociaż na chwilę odetchnąć od hałasu i świateł. Byłabym zadowolona, gdyby nie to, że zostaliśmy zaproszeni na bankiet. Czuję się osaczona przy tych wszystkich ludziach. Dookoła otaczają nas reporterzy robiący milion zdjęć na minutę. Światła wszystkich fleszy drażnią moje oczy. Staram trzymać się blisko Harry'ego, aby przypadkiem go nie zgubić. Nie chcę zostać sama wśród tylu nieznanych mi osób. Nie czuję się tu zbyt komfortowo. Tak, jak wspominałam, wolałabym spędzić ten wieczór robiąc co innego. Mój wyraz twarzy mówi sam za siebie, nie jestem zadowolona. Kieruję wzrok na stojącego obok mnie bruneta. Widzi, że coś jest nie tak. Uśmiecha się unosząc wysoko kąciki ust do góry, po czym chwyta za moją dłoń i ciągnie w kierunku tłumu. Nie mam pojęcia, gdzie mnie prowadzi. Postanawiam, że zaufam mu i dam pociągnąć się za jego śladem. Większa część gości nie zwraca na nas uwagi, gdy przepychamy się między tłumem. Staram się za nim nadążać, jednak jest to trudne, gdy mam na swoich nogach wysokie szpilki. Nie jestem pewna, co kombinuje. Po krótkiej chwili dochodzimy do dużych drzwi z napisem 'Wyjście'. Harry naciska na klamkę, by otworzyć je. Wychodzimy na zewnątrz. Moje ciało automatycznie zaczyna się trząść z zimna
 - Gdzie idziemy? - pytam pocierając swoje przedramiona, żeby jakoś ogrzać dygoczące z zimna ciało
- Wracamy do domu. - mówi uśmiechając się pod nosem - Zauważyłem, że nie czułaś się tam zbyt komfortowo, więc wracamy. - nadal nie przestaje się uśmiechać. Widząc, że trzęsę się z zimna zdejmuje swoją marynarkę, którą zakłada na moje ramiona
 - Nie, zmarzniesz. - chcę zdjąć z siebie jego marynarkę, jednak od razu zaprzestaje moim ruchom
 - Nie, tobie bardziej się przyda. Nie jest aż tak zimno. - przewracam oczami nie zgadzając się z nim. Zapomniałam, że to on zawsze ma racje i nie można się z nim sprzeczać. Nawet wtedy, gdy nie ma racji. Spokojnym krokiem kierujemy się do jego domu. Nadal dygoczę z zimna, jednakże powoli ogrzewam się jego marynarką. Do moich nozdrzy dociera zapach jego męskich perfum. Niemal zatracam się w tym pięknym zapachu. Ze wszystkich stron otacza nas ciemność. Jedynym źródłem oświetlenia są uliczne lampy. Niska temperatura sprawiła, że większość ludzi schowała się przed zimnem w swoich domach. Słychać stukot moich obcasów o chodnik. Czuję na swojej talii rękę Harry'ego, który przybliżył się do mnie. Zdziwiony wzrok kieruję na wyraźnie spokojną twarz bruneta
 - Będzie cieplej. - nieco zakłopotana jego spojrzeniem odkręcam wzrok. Nastaje cisza. Obydwoje cieszymy się ze spokoju panującego w okolicy. Uwielbiam wieczory, jednakże wolę je spędzać w ciepłym, przyjemnym domu. Ciągle mam wrażenie, jakby ktoś podąża za nami. Powoli zbliżamy się do wieżowca, w którym mieszka Harry. Otwiera mi drzwi, bym jako pierwsza weszła do środka. Wchodzimy do windy. Wyprzedzam bruneta i z zwycięską miną naciskam na guzik z ostatnim piętrem. Mężczyzna tylko przewraca oczami i uśmiecha się pod nosem nie chcąc mi pokazać swojego uśmiechu. Drzwi windy otwierają się przed nami. Kierujemy się do mieszkania Harry'ego. Brunet wyjmuje kluczyki ze swojej kieszeni, którymi otwiera drzwi. Jak zwykle wpuszcza mnie pierwszą do środka. Zdejmuję buty, po czym odstawiam je w miejsce, aby zbytnio nie przeszkadzały. Gestem ręki pokazuje, bym weszła do salonu. Wchodzę w głąb mieszkania do pomieszczenia, które wskazał mi, by usiąść na wygodnej kanapie
 - Pewnie nie cieszysz się z tego, że tak szybko wyszliśmy? - zdejmuję marynarkę, którą odkładam na bok. Nie słyszę odpowiedzi, zamiast tego cichą, romantyczną muzykę. Zaskoczona wstaję z kanapy. Widzę Harry'ego zbliżającego się w moim kierunku
- Żałuję tylko jednego. - podchodzi bliżej mnie zmniejszając całkowicie dystans między nami. Łapie za moją dłoń, następnie wyciąga na środek pomieszczenia. Nasze klatki piersiowe stykają się ze sobą, oddychamy w równym tempie. Zaczynamy wolno poruszać się w rytm spokojnej i cichej muzyki. Nieco zakłopotana uciekam od niego wzrokiem - Podoba mi się to że cała twoja pewność siebie znika, kiedy jesteś przy mnie. To strasznie denerwujące, a zarazem pociągające, wiesz? - nic nie odpowiadam. Harry opuszcza mnie jedną ręką, a drugą zakręca moim ciałem, abym obróciła się wokół własnej osi. Odwraca mnie do siebie plecami, bym opierała się o jego tors. Obejmuje moje ciało trzymając dłonie na biodrach - Podoba ci się? - szepcze cicho do mojego ucha
- Jest w porządku. - odpowiadam. Odgarnia moje włosy, by mieć dostęp do szyi. Składa na niej pojedyncze, mokre pocałunki. Na ciele pojawia się gęsia skórka związana z dotykiem jego warg. Wzdycham cicho, co skutkuje z uśmiechem Harry'ego. Odwracam się w jego stronę. Brunet powoli przybliża się do mnie wargami, jakby prosi o pozwolenie. Gdy nie widzi żadnego znaku zaprzeczenia złącza nasze usta razem. Tym razem nie jest to zwykły całus, tym razem zatrzymuje się na dłużej. Rozchyla moje wargi, by włożyć do mojego wnętrza swój język. Nie mam pojęcia dlaczego, ale w żadnym wypadku nie mam zamiaru przerwać tego pocałunku. Unosi mnie, bym oplotła swoje nogi wokół jego pasa. Rękoma oplatam jego szyję, bym nie wyślizgnęła mu się z rąk kontynuując pocałunek. Zaczyna kierować się powoli do jednego z pokoi. Otwiera drzwi jedną nogą. Temperatura jest nieco niższa, niż w całym mieszkaniu, więc automatycznie na całym moim ciele pojawia się gęsia skórka spowodowana zimnem. Nie przerywając pocałunku siada na miękkim materiale. Nie otwierając oczu zgaduję, że jesteśmy w jego sypialni. Miękkie usta Harry'ego zmieniają swój kierunek na moją szyję. Moje dłonie kierują się na jego tors w poszukiwaniu guzików od koszuli. Bez problemu zaczynam odpinać kolejno każdy guzik. Gdy wszystkie zostają odpięte zdejmuję koszulę z jego ramion. W pewnej chwili do pokoju dochodzi dźwięk dzwonka do drzwi
- Cholera. - przeklina cicho na chwilę odrywając swoje usta od mojej szyi - Nikogo nie ma w domu. - uśmiecham się pod nosem z charakterystycznym westchnieniem. Natarczywa osoba nie daje za wygraną. Ponawia naciskanie na dzwonek. Harry opada na łóżko, ani myśli, żeby iść otworzyć drzwi. Osoba, która nam przerwała odpuściła, jednak kolejną rzeczą, która nam przeszkadza jest dzwoniący telefon Harry'ego. Zrezygnowana oddalam się od niego i siadam na brzegu łóżka
- Odbierz ten telefon. - zgodnie z moim poleceniem idzie po swój telefon do salonu. Opadam bezwładnie plecami na miękką pościel. Po krótkiej chwili do sypialni wraca wyraźnie zdenerwowany Harry - Kto dzwonił?
- Zayn, muszę mu otworzyć. Nie wie, że tu jesteś. Musisz się schować, nie może wiedzieć, że tu jesteś. Najlepiej nie wychodź stąd. - bierze koszulę z podłogi, którą zakłada, następnie wychodzi z pokoju zamykając za sobą drzwi. Siadam spokojnie na podłodze na wypadek, gdyby Zayn wszedł do pokoju i nie zauważył mnie
- A jak układają się wasze sprawy z Mercedes? - słysząc swoje imię od razu prostuję się. Zaciekawiona tematem ich rozmowy na mój temat podchodzę do drzwi i cicho otwieram je, by słyszeć - Nadal to ma być tylko układ, czy coś więcej?
- Nic z tego nie będzie, Zayn. Nadal próbujesz złapać mnie na kłamstwie? - mówi szeptem, zapewne, bym nic przypadkiem nie usłyszała
- Przyznaj się, że zaczynasz coś czuć do niej. - robi mi się cieplej, jednak za chwilę robię się zdenerwowana i zmieszana
- To tylko seks, mówiłem ci już. Nic dla mnie nie znaczy, ani nic nie będzie znaczyć. Jest na tyle głupia, że zaufała mi. - czuję ukłucie w sercu, jednak to nie koniec - Zależy mi tylko na seksie, zrozum mnie i przestań się wtrącać w moje życie.
- Jasne, widać co innego. Przyszedłem ci przekazać, że twój ojciec prosił mnie, bym przekazał ci, żebyś się z nim skontaktował. Ostatnio nie można się do ciebie dodzwonić. - po tych słowach słyszę trzask drzwi. Zaczyna we mnie wrzeć od wściekłości, jednocześnie do moich oczu cisną łzy. Chciał mnie tylko wykorzystać dla swoich celów. Chciał tylko seksu, a ja byłam idiotką ufając mu
- Mercedes? - drzwi otwierają się, a do pokoju wchodzi Harry. Wydaje się, jakby próbuje ukryć to, co przed chwilą się stało
- Tylko seks, tak?! - wstaję ze swojego miejsca od razu wszczynając awanturę - Chciałeś mnie tylko wykorzystać!
- Nie, Mercedes to nie tak. - próbuje się bronić unosząc ręce ku górze w geście obronnym
- Wszystko słyszałam! Jesteś największym dupkiem, jakiego znam! Nienawidzę cię! - odpycham go, by móc wyjść z pokoju. Szybkim krokiem kieruję się do wyjścia, jednak zostaję zatrzymana niedaleko drzwi przez bruneta
- Mercedes, poczekaj. Wyjaśnię ci to.
- Nie ma tu czego wyjaśniać. - z moich oczu płyną łzy, głupie łzy - Chciałeś mnie tylko wykorzystać. Na to nie ma wytłumaczenia.
- Nic nie rozumiesz, daj mi wyjaśnić.
- Nie, daj mi spokój. - ubieram buty, po czym szybko wybiegam z mieszkania.
 
_______________________________
 
Rozdziały są strasznie krótkie, ponieważ są jeszcze sprzed mojej przerwy. Staram się pisać dłuższe. Zostało mi malutko rozdziałów w zapasie, jednak nie oznacza to zakończenia tego fanfiction. 
Rozdziały będą się pojawiały w dłuższych odstępach czasu, ale na pewno nie jeden rozdział na kilka tygodni :) Wracam do pisania! Obawiam się, że straciłam czytelników, wcześniej było ich znacznie więcej :( Mogę za to winić siebie i moje lenistwo.

Trzymajcie się, do następnego :)