poniedziałek, 17 listopada 2014

34. A ty? Gdzie zgubiłeś swoje szczęście?

Harry's P.O.V.
 
Mercedes już dawno powinna być w pracy. Spóźnia się kilka godzin. Zwykle dzwoni, gdy ma się spóźnić lub coś jej wypadło. Biorę swój telefon z biurka, aby spróbować się do niej dodzwonić. W kontaktach szukam jej numeru. Naciskam zieloną słuchawkę i przykładam do ucha. Po kilku bezowocnych próbach postanawiam jechać do jej domu i sprawdzić, czy wszystko w porządku. Zazwyczaj odbiera połączenia w ekspresowym tempie. Telefon chowam do kieszeni, następnie kieruję się do wyjścia. Zamykam gabinet, by nikt do niego nie wszedł. Zanim wchodzę do windy, oznajmiam Tori, że wychodzę i nie wiem, czy jeszcze wrócę do biura.
 
~*~
 
Pod domem Mercedes zauważam, że jej samochód stoi na podjeździe. Pukam do drzwi w nadziei, że jest w domu, jednak nie dostaję odpowiedzi. Po kilku próbach postanawiam zadzwonić do niej jeszcze raz. W pewnej chwili słyszę, że kluczyk w zamku jest przekręcany. Otwiera drzwi. Widzę Mercedes stojącą w progu całą zapłakaną. Ma czerwone, podkrążone oczy. Na twarzy znajdują się jeszcze pojedyncze krople od łez. Ma na sobie takie same ubrania, jak wczoraj, gdy opuszczałem wieczorem jej dom
- Boże, Mercedes, co się stało? - nie odpowiada, tylko wpuszcza mnie do środka. Szczelnie zamyka za sobą drzwi na klucz, jakby boi się, że ktoś może odwiedzić jej dom - Powiesz mi co się stało? - wzdycha głośno. Wyciera łzy z policzków, zanim odpowiada
- Sean tu był. - przez wypowiedzenie tych słów zaczyn płakać, jak dziewczynka, która została skrzywdzona przez swoje koleżanki
- Przecież mówiłem, żeby się do ciebie nie zbliżał. - moje ciało i umysł opanowują nerwy, które z trudem przed nią ukrywam
- Zabierz mnie stąd. - całkowicie zbija mnie tym zdaniem z tropu - W każdej chwili może znowu się tu pojawić. - wyjaśnia. Nie odzywam się. Biorę tylko jej płaszcz z wieszaka, który zakładam na jej ramiona. Zabiorę ją do swojego domu. Nie mogę zabrać jej do biura, to byłoby głupie. Ludzie patrzyliby na nią, jakbym zrobił jej krzywdę. Widzę, że jest strasznie przestraszona. W tej chwili może liczyć tylko na moją pomoc. Nie zostawię jej tak sobie pozostawionej. Muszę zadbać o nią, by wiedziała, że jest bezpieczna.
 
~*~
 
Wpuszczam Mercedes pierwszą do mojego mieszkania. Biorę od niej jej czarny płaszcz, który wieszam na wolnym wieszaku
- Pewnie nie jadłaś śniadania? - kiwa przecząco głową. Zaprowadzam ją do kuchni. Brunetka siada na jednym z wysokich krzeseł, podczas, gdy ja przygotowuję jej czekoladowe płatki. W tym samym czasie, gdy mleko się gotuję, siadam obok niej. Ciałem jestem skierowany ku niej - Jak się czujesz? - w odpowiedzi wzrusza obojętnie ramionami. Nie mogę od niej od razu wszystkiego wyciągnąć. Nie chcę, by przestraszyła się jeszcze bardziej. Z pewnością będzie niepewnie i z bólem wypowiadała każde słowo. Wygląda okropnie. Policzki i oczy zaczerwienione przez łzy. Nie widzę w jej oczach nic, oprócz przerażenia i bólu. Straciły swój naturalny, piękny kolor. Nie ma w nich nic, żadnego szczęścia. Zaczesuje jej pasemko włosów za ucho, które przykleiło się do jej mokrej skóry na policzku. Palcem unoszę jej podbródek, by choć trochę się uśmiechnęła. Unosi delikatnie kąciki ust do góry, jednak to za mało na uśmiech. Wstaję z krzesła, gdy widzę, że mleko kipi. Zalewam płatki, następnie podaję je jej, by zjadła w spokoju - Pójdę się przebrać. Nie jesteś dziś w stanie do pracy, więc nie wrócimy do biura. - kiwa głową w odpowiedzi. Idę się przebrać do garderoby. Zakładam krwisto czerwoną koszulę w czarną kratę oraz ciemne jeansy. Koszulę wkasuję w jeansy. Nie dopinam jej na dwa ostatnie guziki, przez co widać moje tatuaże jaskółki i skrawek motyla. Wracam do kuchni. Gdy tylko widzi mnie na jej twarz wkrada się zdziwienie
- Wiem, że zwykle widzisz mnie w garniturze, ale mała odskocznia od codzienności nigdy nie jest zła. - siadam obok twarzą do niej. Po skończeniu posiłku przyszła pora na małe wyjaśnienia - Zrobił ci krzywdę? - odwraca się przodem do mnie
- Poszłam zamknąć za tobą drzwi na klucz. Zasłonił mi usta dłonią, bym nie mogła krzyczeć. Przywarł do ściany, bym nie uciekła. - samo wyjaśnienie, że dotykał jej podnosi mi ciśnienie - Zagroził, że jeśli nie pomogę mu, stanie mi się coś bardzo złego.
- Pomóc mu w czym? - przerywam jej moim nagłym pytaniem, chociaż pewnie i tak mówiłaby dalej, gdybym jej nie przerwał
- Chce, żebym dostarczyła mu dokumenty, które ukrywasz w swoim gabinecie. Chce, żebyś zapłacił za swoje brudne interesy. - wypowiedziane przez nią słowa jeszcze bardziej mnie wkurwiły. Nerwowo wstaję z krzesła. Staram się nad sobą panować, jednak teraz jest to bardzo trudne - Harry, czy ty masz jakieś brudne interesy? - pyta, jakby zna prawdę, jednak chce się upewnić
- Oczywiście, że nie. Wszystko w moim biurze jest zgodne z prawem. Nie robię nic, co mogłoby zaszkodzić mojej firmie.
- Powiedział, że mam czas, żeby zastanowić się, czy wolę, żeby nic mi się nie stało, czy żeby ktoś, kto mną pomiata zapłacił za swoje brudne interesy. - oddycham z miarę spokojnie, ale zaraz szlak mnie trafi. Uduszę go, gdy tylko zobaczę go na własne oczy
- Zabiję go, po prostu go zabiję. - nerwowo chodzę w kółko po kuchni, by w jakiś sposób się uspokoić i opanować
- Nie doszłoby do tego, gdybym wtedy nic nie usłyszała. - staję w miejscu przodem do niej i z rękoma spoczywającymi na biodrach
- Gdybyś wtedy nic nie usłyszała, to teraz z pewnością firma przestałaby istnieć, jako Styles Corporation. Zrobiłaś to, co do ciebie należało. - nic nie odpowiada. Wciąż jestem bardzo rozdrażniony tym, co się wczoraj stało. Staram się nie wybuchnąć
- Dziękuję, że przyjechałeś do mnie i zabrałeś stamtąd. Bałabym się tam zostać.- mówi cichym, słabym głosem po chwili krótkiej ciszy
- Martwiłem się o ciebie. Zwykle dzwoniłaś, gdy coś się działo. - kolejny raz nie odpowiada od razu po mojej wypowiedzi
- Mogę wziąć prysznic? - kiwam twierdząco głową. Mercedes schodzi z krzesła, jakby jest nieco zawstydzona
- Coś nie tak? - pytam zdziwiony, by upewnić się, czy wszystko w porządku
- Nie mam ubrań na zmianę.
- Zaraz ci coś przyniosę. - kiwa głową, po czym idzie do łazienki. Podczas, gdy Mercedes będzie brała prysznic, pójdę po coś do ubrania do garderoby. Biorę jakiekolwiek ubrania po swojej siostrze, następnie udaję się do łazienki, aby dostarczyć je brunetce. Zanim otwieram drzwi, pukam. Gdy nie słyszę odpowiedzi wchodzę do środka, żeby zostawić jej ubrania. Nie zamierzam patrzeć, jednak jest to silniejsze ode mnie. Próbuję powstrzymywać się od wepchania się jej pod prysznic. Ostatecznie wychodzę zostawiając ubrania na koszu przeznaczonym na brudne ubrania. Idę do salonu i siadam na kanapie. Dosłownie zatłukę Sean'a na miejscu za to, co zrobił Mercedes. Gdybym wczoraj wyszedł wcześniej, albo chociażby pozwolił, aby odprowadziła mnie do drzwi i zamknęła je. Nie widziałem nikogo na podwórku. Żadne z psów sąsiadów nawet nie zaszczekało. Być może wszedł do domu, gdy my rozmawialiśmy? Słyszę dźwięk otwieranych drzwi, dziewczyna skończyła kąpiel. Wchodzi do salonu ubrana w czarne leginsy oraz szary, bawełniany sweter, nieco za duży. Siada obok mnie, przodem do mojego ciała. Jednym łokciem opiera się o oparcie kanapy i podtrzymuje głowę
- Czujesz się lepiej? - kiwa niepewnie, twierdząco głową. W mojej głowie już pojawia się plan zemsty za to, co zrobił
- Nie rób niczego głupiego. - odwracam się twarzą do niej trochę zdziwiony jej wypowiedzią - Wiem, że zastanawiasz się nad zemstą. - nie odpowiadam nic, nawet nie wiem, co mam odpowiedzieć - Powinnam się jakoś odwdzięczyć za to, co dla mnie robisz.
- Każdy zrobiłby na moim miejscu to samo.
- Możesz poprosić mnie o co zechcesz. - nie odpowiadam, zamiast tego przybliżam się do niej. Dłonią łapię za jej policzek. Kiedy jestem już bliski pocałowania jej ust, ona powstrzymuje mnie zdejmując moją dłoń - Wszystko, ale nie to.
- Wszystko. Czyli włącznie z tym. - zaczynam ją namiętnie całować. Nawet nie przemyślałem tego, po prostu działam. Rozchylam jej wargi, aby dostać się językiem do wnętrza jej ust. Całuję zachłannie jej usta, jakby to jest to, co teraz najbardziej potrzebuję. Przez jej dotyk na mojej skórze pojawia się gęsia skórka. Czuję jej oddech na swojej skórze, przez co zdaję sobie sprawę z tego, że nasze twarze nie dzieli nic, nawet kilka centymetrów. Mój oddech przyspiesza, gdy przybliżam się do niej ciałem. Myśl, że to niedobry pomysł zważając na jej aktualny stan powstrzymują mnie, jednak za bardzo pragnę jej ust. Potrzebuję swojej dawki tego narkotyku, jakim są jej wargi. Są miękkie, w dodatku ciepłe. Moje dłonie kierują się na jej uda. Zasysam jej dolną wargę. To wystarcza, by zabrakło mi tchu. Przesuwam ręce na plecy brunetki i przyciągam mnie do siebie, tak, że nasze klatki podnoszą się i opadają szybko przy sobie. Jej ruchy odbierają mi moją siłę. Z każdą chwilą moje podniecenie wzrasta. Pociąga lekko za moje włosy, a w odpowiedzi cicho jęknąłem. Powoli odrywa się ode mnie. Obydwoje ciężko oddychamy. Kąciki jej ust wędrują ku górze tworząc uśmiech. To nie był czuły i niewinny pocałunek. To było coś zupełnie innego. Wypuszczam całe powietrze z płuc powodując ciche jęknięcie. Po pocałunku oddala się ode mnie na kilka centymetrów, jednak zanim całkowicie oddala się ode mnie lekko cmokam ją w usta. Oblizuje wargi, przez co czuję, że podobało się jej. Na twarzy dziewczyny widoczne jest zmęczenie, musiała nie spać całą noc
- Chcesz się przespać? Wyglądasz na zmęczoną. - proponuję jej. Kiwa leniwie głową. Zanoszę ją w ślubny sposób na łóżko do mojej sypialni. Zostawiam ją, ponieważ chcę jeszcze dziś wyrównać rachunku z Sean'em. Zrobię mu małą niespodziankę.
 
~*~
 
Wysiadam z samochodu. Znajduję się pod domem Sean'a. Widzę, że jest w swoim garażu, więc kieruję się tam. Kiedy tylko widzi moją twarz, podchodzi do mnie z wyraźnym rozbawieniem i uśmiechem na twarzy
- Harry, co cię tu sprowadza? - gdy tylko jest dość blisko mnie uderzam go z pięści w policzek w skutek czego upada na ziemię
- Zbliż się jeszcze raz do Mercedes, a oberwiesz jeszcze gorzej. - z jego nosa sączy się krew, dłonią usiłuje zatamować krwawienie
- Zależy ci na niej, prawda? - wyciera krew ze swojej twarzy
- To moja asystentka, dbam o jej bezpieczeństwo. - wstaję z ziemi usiłując się utrzymać na nogach
- Szczególnie o bezpieczeństwo w łóżku? - nie wytrzymuję z nerwów i uderzam go jeszcze raz w twarz
- Zawsze dotrzymuję słowa. - odchodzę w stronę samochodu. Zanim jednak wsiadam do niego Sean jeszcze ma coś do powiedzenia
- Dotrzymywanie słowa, to moje drugie imię, Styles.


____________________________

Rozdział wyszedł troszkę krótki :/

Uszanuj moją pracę i skomentuj :)

poniedziałek, 10 listopada 2014

33. Kłopoty zawsze wracają.

Mimo, że powinniśmy oddalić się od siebie, nadal leżymy w olbrzymim stosie liści. Emily nakryła nas właśnie na pocałunku. Harry patrzy na nią, podczas, gdy ja próbuję patrzeć wszędzie, byleby nie na nią. Mogę sobie już wyobrazić to, co zrobi Emily w biurze
- Myślałam, że stać się na coś lepszego, niż jakaś przypadkowa kobieta z biura, Harry. - mówi swoim bezczelnym głosem. Nie rozpoznała mnie. Muszę skorzystać z okazji, by nie doszło do żadnych plotek w biurze, które wyszłyby z ust blondynki
 - Nie rozpoznała mnie. - szepczę cicho do Harry'ego. On kiwa głową na znak, że zrozumiał to, co mam na myśli. Wstaję i otrzepuję się z paprochów i resztek liści ze swoich ubrań. Szybkim krokiem kieruję się w stronę domu. Słyszę skrawki ich rozmowy, jednak teraz bardziej obchodzi mnie to, bym jak najszybciej dotarła do domu.
 
 ~*~
 
 Zamykam za sobą drzwi na klucz. Zdejmuje swoje buty, następnie chowam je do szafki, płaszcz zdejmuję ze swoich ramion, który wieszam na wieszaku nad szafką do butów. Kieruję się prosto do sypialni. Zmieniam gustowne ubrania na czarne szorty oraz białą bokserkę. Szybko chowam się pod białą, ciepłą kołdrą. Mam w zamiarze zasnąć, jednak przez moją głowę zaczynają przelatywać kolejne myśli na temat tego, co dzieje się wokół mnie. Jeśli nie chcemy, żeby krążyły jakieś plotki w biurze, to lepiej trzymajmy się od siebie z daleka. Między nami doszło już do kilku zbliżeń mimo wyznawanych przeze mnie zasad. Plotę cały czas o tym, że łączy nas tylko praca i nie powinniśmy się do siebie zbliżać. Tymczasem robię wszystko na odwrót. Pozwalam mu się całować, dotykać, spędzam z nim mnóstwo czasu. Zachowuję się jak idiotka, oszukuję samą siebie i wszystkich dookoła. To nie w porządku. Chociaż łączy nas tylko praca zaczynam odczuwać, że bardzo lubię spędzać czas z Harry'm. Słuchać o nim, jego przeszłości. Mogłabym spędzić cały dzień na słuchaniu o nim przez jego samego. Może to dziwnie zabrzmi, ale chciałabym pomóc mu odzyskać jego szczęście. Nie mogę patrzeć na niego w stanie, gdy nie jest szczęśliwy. Wtedy wydaje się być samotny, bez jakiegokolwiek powodu do uśmiechu. W pewnej chwili słyszę pukanie do drzwi. Zdejmuję z siebie kołdrę, po czym idę otworzyć. Zanim wychodzę z sypialni biorę ze sobą szary sweterek na guziki, który zakładam na swoje ramiona. Przekręcam kluczyk, by otworzyć drewnianą powłokę
 - Mogę wejść? - kiwam głową, następnie wpuszczam go do środka. Harry staje w korytarzu, podczas, gdy ja zamykam drzwi. Ruchem dłoni wskazuję, żeby skierował się do salonu. Obydwoje siadamy na kanapie. Podkulam nogi do piersi, by było mi cieplej. Przez chwilę nie odzywamy się do siebie, milczymy. Brunet przełyka ślinę, zanim otwiera usta - Emily nie rozpoznała cię. Jest pewna, że to z jakąś kobietą z biura się całowałem, a nie z tobą. - kiwam głową w zrozumieniu jego słów przekazanych mi
 - Dlaczego ona kręci się wokół ciebie? - przechylam głowę w jego stronę, by słyszeć go wyraźniej. Wydaje się zastanawiać nad doborem swoich słów, które za chwilę opuszczą jego usta. Wzdycha głośno, jakby nie jest zbyt zadowolony, że musi to powiedzieć
 - Raz czy dwa razy przespaliśmy się. Myślała, że połączy nas coś, jednak nie dawałem jej nadziei. Ciągle powtarzałem, że to nic nie znaczyło. Ona zbytnio tego nie rozumie. Ma nadzieję, że zmienię zdanie. Z chęcią zwolniłbym ją, ale znam jej sytuację majątkową. Nie rozumie, że między nami nigdy nic nie było, ani nic nie będzie. - wzdycha głośno pod koniec swojego krótkiego monologu
- Trzeba było pomyśleć o tym wcześniej. Musisz zacząć myśleć z kim sypiasz. - w krótkiej odpowiedzi uśmiecha się z charakterystycznym westchnieniem. Harry powoli zaczyna przybliżać się do mnie. Patrzę na niego i jego poczynania. Próbuję się oddalić poprzez oddalenie się o kilka centymetrów na kanapie. Odsuwam się, jednak brunet kontynuuje swoją czynność - Musisz myśleć jaką kobietę wybierasz, bo może powtórzyć się sytuacja z Emily. - pouczam go. Harry w odpowiedzi mruczy cicho i kiwa głową. Kiedy jest już zbyt blisko wstaję z kanapy. Wydaje się być niezadowolony z tego, że oddaliłam się od niego
- Przespaliśmy się, a ty uciekasz ode mnie, zamiast chcieć więcej? - wydaje się być nieco oburzony tym faktem
- Ponieważ jestem twoją asystentką, a nie kobietą, która na ciebie leci. - mówiąc te słowa cicho chichoczę pod nosem. Harry kiwa głową uśmiechając się przy tym bezczelnie - Nie śmiej się, bo to prawda. - rzucam w niego niewielką poduszką. Brunet wstaje ze swojego miejsca i staje kilka centymetrów ode mnie. Splatam ze sobą ręce na piersi, by nie dopuścić, by zbliżył się jeszcze bardziej
- Jeszcze zobaczysz, że między nami zaiskrzy. - szepcze do mojego ucha. Patrzę na niego z poważną miną
- Nigdy. - szepczę tak samo, jak on. Zamiast odpowiedzieć śmieje się z mojej odpowiedzi
- Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, Mercedes. - przewracam oczami - Muszę iść. Do zobaczenia jutro w pracy. - żegna się, następnie wychodzi z mojego domu. Słyszę trzask drzwi, co oznacza, że wyszedł. Powinnam zamknąć drzwi, żeby żaden nieproszony gość nie wszedł do środka. Kieruję się do korytarza w zamiarze zamknięcia drzwi. Ku mojemu zaskoczeniu nie są zamknięte, tylko otwarte na oścież. Dziwne. W pewnej chwili czuję na swoich ustach cudzą dłoń, która odcina mi zaczerpnięcie oddechu. Nie mogę krzyczeć, jestem w zbyt dużym szoku. Tajemnicza osoba mocno ściska moją talię, bym w żaden sposób nie uciekła
- Zamknij się, albo stanie ci się krzywda.
 
Harry's P.O.V.
 
Wchodzę do swojego mieszkania uprzednio zamykając za sobą drzwi na klucz. Zdejmuję buty oraz płaszcz i odstawiam w odpowiednie miejsce. Klucze od samochodu zostawiam w korytarzu na półce. Kieruję się do kuchni, by zaparzyć wodę na herbatę, której teraz potrzebuję. Czekając, aż woda się zagotuje, wychodzę na taras. Podchodzę do krawędzi i opieram się o barierkę. Noc opanowała już całe miasto. Widoczne są tylko sztuczne światła lamp oraz z budynków. Przez zimno nocy wszyscy udali się do swoich domów. Miasto z tej wysokości wygląda wspaniale. Cieszę się, że mieszkam na samej górze tego wieżowca. Mam jakieś dziwne przeczucie, że właśnie dzieje się coś złego. Być może tylko mi się wydaje, albo już zwariowałem do reszty. Jak zwykle od kilku nocy mój umysł zaczynają odwiedzać myśli na temat Mercedes. Odczuwam, że przestała nas łączyć tylko praca, którą wykonujemy każdego dnia. To już nie jest zwykła znajomość. Zbliżamy się do siebie coraz bardziej. Przestajemy zwracać uwagę na to, że ktoś może nas przyłapać. Za każdym razem, gdy ją całuję lub dotykam, przestaję myśleć o tym, co ktoś może sobie przez to pomyśleć, gdyby nas zobaczył. Spędzamy ze sobą coraz więcej czasu, przez co zbliżamy się do siebie. Nie wyobrażam sobie teraz pracy bez Mercedes. Zdążyłem się do niej przyzwyczaić. Do jej uśmiechu, ciętego języka i sposobu w jaki ze mną postępuje. Nie wymieniłbym ją na żadną inną asystentkę. W takich chwilach, gdy jestem sam, przypomina mi się propozycja mojego układu. Od pewnego czasu zastanawiam się nad odpowiednią chwilą, by przedstawić jej swoją propozycję. Strasznie mnie pociąga, przez co nie mogę się przy niej opanować. Zaczyna w całości opanowywać moje myśli, mój umysł. W mojej głowie jest ciągłym gościem. Nie mogę przestać o niej myśleć. Chcę być blisko niej. Jeśli ten chory układ jest jedynym wyjściem, by być blisko niej, to jestem na to gotowy. Przypominają mi się te czasy, gdy każda asystentka była u moich stóp. Były posłuszne. Mercedes jest ich przeciwieństwem. Korzystały z każdej możliwej sytuacji, by pocałować mnie lub zaciągnąć do swojego łóżka. Liczyło się dla nich tylko to, żebym należał do nich. Układ był na ich rękę. Do żadnej nie czułem nic. Były mi obojętne. W pewnej chwili wiatr mocniej zawiewa. Robi mi się zimno, więc wracam do środka. Woda zdążyła się już zaparzyć, więc nalewam nią do pełna kubek z herbatą. Spróbuję wszystkich kroków, byleby Mercedes należała do mnie. Zrobię wszystko. Chcę ją mieć za wszelką cenę.
 
~*~
 
Zostaję mocno przyciśnięta do ściany przez osobę, która włamała się do mojego domu. Mężczyzna dłonią zakrył mi usta, bym nie krzyczała i nie wzbudziła ciekawości sąsiadów, że dzieje się coś złego. Nie rozpoznaję napastnika, ponieważ ma na twarzy czarną kominiarkę. Kiedy widzi, że nieco uspokajam się, zdejmuje ją. Niemal serce mi staje, gdy widzę przed sobą Sean'a
- Nie spodziewałaś się mnie, prawda? - jestem tak przerażona, że ze strachu trzęsę się, jak osoba, która dostała ataku. Zaczynam płakać ze strachu, jaki we mnie wzbudził - Posłuchaj. Nie jestem tu na próżno. Co prawda zostałem wywalony z biura przez Styles'a, ale to nie zmienia faktu, że mogę się zemścić. Doskonale wiem, że byłby zły, gdyby stracił swoją ulubioną asystentkę, ale mniejsza o to. - próbuję jakoś z nim walczyć, jednak jestem zbyt słaba. Próbuję się wydostać, ale na próżno, jest silniejszy ode mnie
- Czego ode mnie chcesz? - próbuję mówić wyraźnie, jednak przez łzy i jego dłoń jest mi trudno wymówić jakiekolwiek słowo
- Czego? - pyta, jakby sam siebie - Chcę, żebyś mi coś dostarczyła. Mianowicie chodzi mi o dokumenty, które Styles ukrywa w swoim gabinecie. Dostarczysz mi je, a nic ci się złego nie stanie. - zbyt duża ilość adrenaliny powoduje, że z trudem oddycham
- Nie pomogę ci zniszczyć pana Styles'a. - niemal łkam przez łzy, które wypływają z moich oczu
- Masz czas na zastanowienie się, czy wolisz, żeby nic ci się nie stało, albo czy wolisz, żeby ktoś, kto tobą pomiata poniósł konsekwencje za swoje brudne interesy. - puszcza mnie, po czym bez słowa wychodzi z mojego domu. Bezsilnie opadam na podłogę. Drżącą ręką zamykam drewnianą powłokę na klucz, żeby nikt już nie wszedł do środka. Zaczynam płakać jeszcze bardziej, niż przed chwilą. Szlocham na tyle głośno, że pewnie ktoś mógłby mnie usłyszeć. Wstaję z podłogi i biegnę do sypialni, żeby schronić się pod bezpieczną kołdrą.

___________________________________

Rozdział dodaje z telefonu, ponieważ komputer jest zajęty raczej do późnej godziny, a nie chciałam znowu dodawać po terminie :)

30 komentarzy = Nowy rozdział

wtorek, 4 listopada 2014

32. Nakryci.

Powolnym krokiem wychodzę z windy. Ku mojemu zaskoczeniu w korytarzu niedaleko gabinetu nikogo nie ma. Zwykle Tori powinna być już wcześniej, niż ja. Dawno jej nie widziałam. Być może wzięła urlop. Podchodzę do drzwi gabinetu. Kolejnym zaskoczeniem jest to, że drzwi są lekko uchylone. Zamierzam nacisnąć na klamkę, ale słyszę kobiecy głos. Przez niewielką szparę zaglądam do środka
- Widziałam, że wczoraj całowałeś się z jakąś kobietą. Nie wydaje mi się, żeby to był zwykły, nic nie znaczący pocałunek. - w środku za swoim biurkiem siedzi Harry, przed nim kręci się Emily. Opieram się o ścianę, aby nie zostać zauważoną na podsłuchiwaniu ich rozmowy - Nawet nie próbuj mnie okłamywać, bo widziałam to na własne oczy. Pewnie to była twoja asystentka, prawda?
 - Przestań w końcu mnie nachodzić. To, co było między nami to tylko jednorazowa przygoda. - najwyraźniej nie jest zadowolony z obecności Emily w swoim gabinecie - Nie pamiętam także, by ktokolwiek dawał ci zaproszenie, więc przyszłaś tam sama sobie. - Emily prycha głośno w geście swojej irytacji. Znając Harry'ego z pewnością niedługo nie wytrzyma ze złości i zacznie na nią krzyczeć
 - Chciałam z tobą po prostu porozmawiać. Wydawało mi się, że będziesz szczęśliwy, kiedy pojawię się tam.
 - Wcale nie byłem zadowolony, ani szczęśliwy z tego powodu. Najlepiej będzie, jeśli stąd wyjdziesz i dasz mi pracować. - głos Harry'ego pokazuje, że z chęcią pozbyłby się jej z biura
 - Nie wyjdę, dopóki nie wyjaśnisz mi, co jest między tobą, a twoją asystentką. Nie wydaje mi się, żeby łączyła was tylko praca.
 - To nie powinno cię interesować! - irytacja Harry'ego spowodowana jej osobą osiągnęła szczyt. Zapewne nakrzyczy na nią, jednak ona i tak sobie z tego nic nie zrobi - Między mną, a Mercedes jest tylko praca! Nie potrafisz tego zrozumieć?!
 - Jestem o wiele lepsza, niż wszystkie kobiety tutaj pracujące. Nie rozumiem, czemu wybrałeś akurat ją na swoją asystentkę.
 - Nie mam ochoty na żadne zaczepki z twojej strony. Wyjdź, inaczej będę zmuszony wezwać ochronę, albo sam cię stąd wyrzucę.
 - Dobrze, ale pamiętaj, że nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. - słyszę kroki zbliżające się do drzwi. Szybko chowam się za ścianą, by nie doszło do żadnej konfrontacji między mną, a Emily. Blondynka wychodzi z gabinetu mocno trzaskając za sobą drzwiami. Po odczekaniu kilku minut postanawiam wejść do środka, by nie natknąć się na wytrąconego z równowagi Harry'ego. Naciskam na klamkę, a drzwi ustępują. Powoli wchodzę do środka. Harry siedzi zdenerwowany za swoim biurkiem, opiera się o fotel, łokcie spoczywają na podłokietnikach, palcami skubie swoją dolną wargę. Gdy słyszy, że weszłam, unosi swój wzrok na mnie. Oczy zdradzają jego złość i gniew tym, co stało się przed chwilą. Zapewne nie jest zadowolony z tego, że codziennie musi znosić Emily. Z tego, co usłyszałam przed chwilą ona nachodzi go. Odkładam swoją torebkę na kanapę, płaszcz wieszam na wieszaku w kącie pokoju
 - Harry, wszystko w porządku? - pytam powoli podchodząc do jego biurka. Staję w lekkim rozkroku ze splecionymi rękoma z tyłu
 - Nic nie jest w porządku. - śmieje się wypowiadając te słowa. Zakrywa dłońmi twarz i zaczyna ją lekko pocierać. Niespodziewanie wstaje z fotela, następnie podchodzi do okna. Splata ręce z tyłu za plecami, patrzy przed siebie na miasto - Czy kiedykolwiek przyjdzie taki dzień, kiedy nie będę musiał się denerwować i będę szczęśliwy? - podchodzę do niego. Staję za nim blisko przy jego boku
- Kiedyś na pewno. - nastaje cisza. Jest mi przykro, kiedy widzę Harry'ego w tym stanie. Wydaje się być nieszczęśliwy. Jego życie musi być trudne z powodu pracy, nieustająco kręcących się wokół niego kobiet, ciągłego braku czasu. Nie może ani na chwilę spokojnie zamknąć oczu, ponieważ ciągle ma coś na głowie. W każdej minucie jego życia coś się dzieje. Wydaje się monotonne. Dom, praca, nocne wyjścia do klubów, kobiety, alkohol. Pewnie przydałaby mu się jakaś odskocznia od jego rzeczywistego świata. Wyjechanie gdzieś stąd na kilka dni, albo powrót do rodzinnych stron. Chciałabym mu jakoś pomóc. Pomóc na chwilę zapomnieć o świecie, w którym żyje. Nie przepadam za nim tak bardzo, jednak skrawek mojego umysłu lubi go. Czasami wydaje mi się, że z chęcią zostawiłby to wszystko, ale nie może. Chciałby cofnąć czas, być może nie podjąć się takiego ryzyka, jakim jest jego praca. W pewnej chwili Harry siada na podłodze opierając się plecami o okno. Poklepuje miejsce obok siebie dając mi znak, bym usiadła obok. Niepewnie siadam, jednak zachowuję między nami odległość
- Muszę przyznać, że zmieniłaś moje życie, gdy pojawiłaś się w tym biurze. Stałem się inny. Inaczej postrzegam otaczający mnie świat. Nie jestem już tym samym dupkiem, jakim byłem, zanim cię poznałem. Zmieniam się z każdą chwilą, jaką spędzam z tobą. Może wyda ci się to dziwne, ale jeszcze żadnej swojej asystentki nie polubiłem tak bardzo, jak ciebie. - odkręca swój wzrok na mnie. Patrzy na mnie w inny sposób, niż dotychczas. Zawsze patrzył na mnie z wyższością, jakby był pewien, że może ze mną zrobić, co tylko będzie chciał. Był pewien, że może nade mną panować, jak nad wszystkimi swoimi pracownikami. To spojrzenie, którym teraz mnie obdarza jest łagodniejsze, bardziej przyjacielskie. Być może między nami jest przyjaźń, której sama nie zauważyłam?
- Kiedy cię poznałam nawet nie przyszło mi na myśl, że możemy się ze sobą dogadywać. - uśmiecha się z charakterystycznym westchnieniem - Naprawdę. Wydawałeś mi się oziębły i arogancki. Starałam się cię polubić, jednak nie potrafiłam.
- Chyba nie jestem takim złym szefem, jak ci się wydawało? - pyta unosząc jedną brew i uśmiechając się delikatnie. Kiwam twierdząco głową, jednak po wyrazie mojej miny można stwierdzić, że droczę się z nim
- Podobno początki zawsze są trudne. - kiwa głową w krótkiej odpowiedzi - Pamiętasz, gdy wylałam na ciebie kawę? - zaczyna się głośno śmiać na przypomnienie tej sytuacji - Byłam wtedy tak przerażona. Myślałam, że będziesz chciał mnie zwolnić.
- A pamiętasz, kiedy niemal usypiałaś, gdy przyszłaś do biura? Jeszcze żadna moja asystentka nie spała w moim gabinecie. - chichoczę cicho pod nosem, gdy przypomina mi się to zdarzenie - Albo jak byliśmy na kolacji, a ty uciekłaś, kiedy zrobiło się zamieszanie? - zakrywam twarz dłońmi zawstydzona tą sytuacją - Przez ciebie kelnerka przewróciła się i upadła pociągając przy okazji za obrus od stolika obok. W tym całym zamieszaniu nawet nie zauważyłem, kiedy uciekłaś i wyszłaś z lokalu.
- Większe zamieszanie było wtedy, gdy w całym biurze zgasło światło, a my musieliśmy iść, żeby sprawdzić korki.
- Bałaś się ciemności, czy bardziej chciałaś złapać mnie za rękę? - uderzam go żartobliwie w ramię uśmiechając się przy tym - Kiedy pierwszy raz zobaczyłem cię w moim biurze nie miałem pojęcia, że kiedykolwiek będziemy wspominać to, co się stało. Muszę przyznać, że nie wiedziałem, że kiedykolwiek uda nam się zaprzyjaźnić. Zawsze skakaliśmy sobie do gardeł, a teraz zachowujemy się inaczej.
- Spędzamy ze sobą mnóstwo czasu zważając na naszą pracę. Nie dziwię się, że zmieniliśmy swoje zastawienie do siebie.
 
~*~
 
Koniec pracy. Obydwoje wychodzimy z biura wychodząc na zimne, wieczorne powietrze. Słońce już dawno schowało się za horyzontem. Całe miasto ogarnął mrok. Na niebie pojawiły się miliardy gwiazd w towarzystwie półokrągłego księżyca. Chłodne powietrze nieprzyjemnie atakuje moją twarz, w skutek czego moje policzki i nos różowieją. Otulam się płaszczem, by nie zmarznąć
- Wracasz sama pieszo, czy jesteś samochodem? - stajemy niedaleko wyjścia na chodniku, przodem do swoich ciał
- Znasz mnie tak długo, że nadal nie zdążyłeś zapamiętać, że zawsze wracam pieszo? - uśmiecha się z westchnieniem
- A ty z pewnością znasz mnie tak długo, że domyślasz się, że zaproponuję ci spacer? - przechyla głowę lekko w prawą stronę delikatnie przymrużając oczy. Uśmiecham się, gdy widzę jego zabawny wyraz twarzy - Mam to przyjąć jako tak, czy raczej nie?
- Tak, zdecydowanie tak. - uśmiecha się szeroko ukazując rząd białych zębów
- W takim razie panie przodem. - ruchem ręki wskazuje, bym ruszyła pierwsza. Ruszam kierując się przez park. Harry dotrzymuje mi kroku idąc obok mnie. Znajduje się tu wiele lamp, które oświetlają drogi prowadzące przez park. Pojedyncze ławki stoją przy dróżkach, by zmęczeni ludzie mogli na nich odpocząć lub poczekać na osobę, z którą mają się spotkać. W samym centrum parku stoi duża fontanna, która aktualnie jest wyłączona. Kolorowe liście leżą ułożone w zgrabnych stosach, albo są porozrzucane przez wiatr
- Wiem, że jesteśmy już dorośli, ale może masz ochotę usiąść? - swój wzrok unoszę na Harry'ego, który dłonią pokazuje mi kierunek, w który mam się patrzeć. Jego dłoń prowadzi mnie ku placu zabaw, dokładniej dwóch huśtawek
- Pewnie. - mimo, że jestem już dorosła nadal pamiętam, gdy zawsze przychodziłam tu z tatą. Podchodzimy do dwóch huśtawek. Na jednej siadam ja, po drugiej stronie Harry. Odpycham się nogami od podłoża, by powoli rozhuśtać się
- Pamiętam, że zawsze, gdy mój tata miał czas przyprowadzał mnie tutaj. Nie uczestniczył zbytnio w moim dzieciństwie, więc każda spędzona chwila była na wagę złota. Ciągle był zapracowany, jednak nie miałem mu tego za złe. Dzięki niemu miałem dach nad głową, jednakże brakowało mi ojca. Teraz, gdy jesteśmy tymi samymi ludźmi możemy spotykać się częściej.
- Mój tata też przyprowadzał mnie tutaj. Przyprowadzał mnie tutaj zawsze, gdy pokłócił się z mamą. Nie chciał, bym zamartwiała się tym, co działo się w naszej rodzinie. Starał się, bym nie myślała. Mimo to, byłam dość mądrym dzieckiem, które rozumiało powagę sytuacji. Gdy tylko słyszałam ich kłótnię biegłam do nich, by przestali. Wiedziałam, że mama nie kocha mojego taty.
- Całe moje dzieciństwo spędziłem z matką, która teraz nie często jest przy mnie. Gdy dorosłem przestawałem się nią interesować. Chciałem być taki, jak mój ojciec. Silny, odważny, pewny siebie czy niezależny. Chciałem być człowiekiem, który coś znaczy na świecie.
- Moja mama ciągle pracuje. Pozostał mi tylko mój tata. - wzdycham głośno - Chociaż ty masz pełną rodzinę, ja mam rozbitą.
- Pełną? - prycha cicho pod nosem - Mój ojciec interesuje się tylko mną i swoim biznesem. Z moją matką tak jakby nie utrzymuje kontaktów. To znaczy utrzymuje, jednak mam wrażenie, że ona służy mu tylko jako żona do wizerunku.
- Nadal chciałbyś być taki, jak twój ojciec? - patrzy na mnie pytającą miną i marszczy brwi, jakby nie wie, o czym mówię - Dbać tylko o swój biznes, mieć żonę do wizerunku, która w zasadzie nie jest ci potrzebna? - zastanawia się chwilę, zanim otwiera usta
- Chciałbym mieć żonę, którą będę kochał bezwarunkowo. Aby nie służyła mi tylko do mojego biznesu, która będzie ze mną zawsze i wszędzie. Chciałbym, żeby była obok mnie, na zawsze. - mówiąc te słowa patrzy mi głęboko w oczy. Przez chwilę patrzymy na siebie, jednak spuszczam swój wzrok na ziemię
- Mówiłeś, że nie jesteś zdolny do miłości. - ponownie kieruję swój wzrok na jego osobę
- Kiedyś powiedziałaś mi, że jeśli nie odważę się zrobić jakiegokolwiek kroku, nigdy nie odzyskam swojego szczęścia, które zostało mi odebrane. Że zawsze znajdzie się jakiś sposób, by znaleźć swoje szczęście. Chciałbym to szczęście odzyskać, bardzo.
- Czasami nie potrafię cię rozgryźć. Zmieniasz swoje nastroje i zdanie szybciej, niż jakakolwiek kobieta.
- Sama mówiłaś mi, że zawsze znajdzie się sposób, by odzyskać swoje szczęście. Chcę to szczęście odzyskać, nawet bardzo. Wiem, że jeszcze niedawno mówiłem, że nie jestem zdolny do miłości, ale to właśnie miłość jest szczęściem, które zostało mi odebrane. Mogę zrobić wszystko, byleby to szczęście odzyskać. - unosi delikatnie kącik ust do góry, jednak po jego oczach widzę, że tym malutkim gestem próbuje ukryć to, co naprawdę leży mu na sercu. W pewnej chwili wiatr mocniej zawiewa, przez ci rozwiewa moje włosy - Powinniśmy już wracać. Robi się jeszcze ciemniej i zimniej. - Harry wstaje ze swojej huśtawki, robię to samo. Wracamy kierując się do mojego domu. Idąc nie mówimy nic, dopóki Harry na chwilę nie zatrzymuje się. Zdziwiona odwracam się do niego przodem ze zdezorientowanym wyrazem twarzy
- Dlaczego się zatrzymałeś? - na jego usta wskakuje zadziorny, łobuzerski uśmieszek. Przekręca głowę w prawą stronę patrząc na jakiś obiekt. Za jego przykładem wędruję wzrokiem tak, gdzie on. Zauważam olbrzymią górę z usypanych liści - Chyba nie zamierzasz... - zanim dokańczam zdanie Harry przerywa mi kiwnięciem głowy. Odwracam się chcąc uciec, jednak Harry w szybkim tempie łapie mnie w ślubny sposób i zaczyna kierować do góry z liści - Puść mnie! Proszę! - zaczynam się wyrywać, jednak brunet wydaje się niewzruszony. Jego siła przewyższa moją, dlatego moje próby wyszarpnięcia się z jego uścisku byłyby bezowocne. Bez żadnego zawahania skacze razem ze mną do liści - Oszalałeś?! - krzyczę na niego, jednak w zamian dostaję zadziorny uśmieszek. Chcę wyjść, jednak zostaję mocno przyciągnięta za biodra w skutek czego przewracam się na Harry'ego. Obydwoje leżymy na olbrzymim stosie liści nie zwracając uwagi na to, czy ktoś właśnie może przechodzić przez park. Patrzymy w swoje oczy zatracając się we własnych spojrzeniach. W pewnej chwili Harry unosi głowę, przez co łączy nasze usta razem. Niespodziewany pocałunek sprawia, że jestem zbyt zaskoczona, by przerwać go. Delikatnie muska moje wargi, które są zmarznięte od zimna
- Harry, myślałam, że stać cię na więcej.
 
 
_______________________
 
Przepraszam za małe opóźnienie, ale wczoraj nie miałam czasu, żeby wstawić.

25 komentarzy = Nowy rozdział.

poniedziałek, 27 października 2014

31. Dlaczego szczęście znika, zanim się pojawi?

Wczoraj, gdy rozmawialiśmy z Harry'm, zostałam zaproszona na jego urodziny. Postanowiłam, że ubiorę obcisłą, czarną sukienkę na ramiączka sięgającą mi do połowy ud z białym kołnierzykiem. Do tego czarne botki na obcasie. Włosy rozpuściłam, by opadały bezwładnie na moje ramiona. Makijaż pozostawiłam delikatny, by nie odstraszać od siebie innych gości zbyt wyzywającym makijażem. Powolnym krokiem zbliżam się do willi, w której ma odbyć się przyjęcie. Słychać bardzo dobrze dudniącą muzykę. Gości jest tak dużo, że połowa bawi się na zewnątrz. Zapewne część jest już zbyt pijana, by myśleć racjonalnie i zachowywać się w marę przyzwoicie. Wszyscy trzymają w dłoniach czerwone kubki z alkoholem lub jakimś innym napojem. Każdy jest zadowolony, widać to po szczęśliwych minach. Wchodzę po niewielkich schodkach i podchodzę do drzwi. Głupio byłoby pukać, bo i tak nikt mnie nie usłyszy przez głośną muzykę, żeby mi otworzyć. Naciskam na klamkę, by otworzyć drewnianą powłokę. Wchodzę do pomieszczenia, w którym jest jeszcze więcej osób, niż na zewnątrz. Rozglądam się za Harry'm, bo tylko jego znam ze wszystkich jego gości. Wchodzę w głąb tłumu ludzi w poszukiwaniu bruneta. Jest dosyć ciemno, pomieszczenie oświetlają tylko kolorowe światła. Wszyscy tańczą lub rozmawiają z innymi. Czuć mocną woń papierosów i alkoholu. Nagle ktoś łapie mnie w pasie i mocno przekręca w swoją stronę. Aby nie przewrócić się dłońmi łapię za ramiona osoby, która niespodziewanie pojawiła się przy mnie
- Jednak przyszłaś. - tą osobą okazuje się brunet, którego szukałam. Oddala mnie trochę od siebie trzymając za przedramiona, aby zobaczyć mnie w całej okazałości - Muszę przyznać, że wyglądasz wspaniale. - mówi głośniej, bym usłyszała jego głos
- Dziękuję. - odpowiadam lekko rumieniąc się. Czemu się rumienię? Przecież to tylko komplement, który słyszałam już od niego kilka razy - Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Harry! - krzyknęłam entuzjastycznie na tyle, żeby usłyszał przez dudniącą muzykę
- Dziękuję bardzo. - uśmiechnął się - Masz ochotę się czegoś napić? - kiwam głową w krótkiej odpowiedzi. Chwyta mnie za nadgarstek, bym nie zgubiła się mu w tłumie gości, i ciągnie w kierunku baru z napojami. Nie mam dzisiaj zbytniej ochoty na alkohol, więc wypiję tylko kieliszek. Nie chcę być dzisiaj ani trochę pijana w ważnym dla niego dniu. Ważne, by wypić za jego zdrowie, a nie napić się do nieprzytomności. Obydwoje siadamy na wysokich krzesłach przy barze - Na co masz ochotę?
- Brandy z lodem. - odpowiadam. Do Harry'ego podchodzi kelner, który przyjmuje zamówienie. Chwilę później kładzie przede mną szklankę z napojem, który zamówił dla mnie brunet, po czym idzie obsługiwać kolejnych gości - Twoje zdrowie. - proponuję toast. Harry uśmiecha się delikatnie, następnie przechyla swoją szklankę, by opróżnić ją z alkoholu, robię to samo ze swoją, jednak powoli
- Pozwolisz, że zostawię cię na chwilę? - bez zastanowienia kiwam głową. Ma wielu innych gości oprócz mnie. Schodzi z wysokiego krzesła i kieruję się w stronę tłumu. Postanawiam cały czas nie siedzieć tylko przy barze, zatem schodzę z krzesła, po czym idę na świeże powietrze. Zanim całkowicie opuszczam bar, biorę ze sobą kubek z sokiem jabłkowym. Pijąc kieruję się na duży taras. Świeże powietrze lepiej mi zrobi, niż woń papierosów i alkoholu. Podchodzę do samej krawędzi i opieram się o barierkę. Na niebie pojawiły się miliony migoczących gwiazd w towarzystwie półokrągłego księżyca. Miasto nocą wygląda wspaniale z tej wysokości. Tysiące kolorowych świateł, ludzie spacerujący w parkach i po ulicach. Spieszący się do domu lub na spotkanie. Wszystko jest inne, niż za dnia. Wszystko jakby ładniejsze. Patrzę w dół. Widzę całującą się parę, w dłoniach trzymają prawie puste kubki z alkoholem. Niedaleko nich rozmawia grupka osób. Niektórzy tańczą, albo tylko spokojnie stoją rozmawiając i pijąc. Każdy wydaje się śmielszy po spożyciu tego napoju. Dodaje im odwagi, poczucia większej pewności siebie. Są w innym świecie. W swoim własnym, niepowtarzalnym świecie. Po kilku chwilach obserwowania otaczającego mnie obrazu przy moim boku pojawia się nieznajomy brunet
- Dobrze się bawisz? - zaczyna rozmowę. Uśmiecha się do mnie delikatnie, jednak na tyle, że można zakochać się w jego uśmiechu
- Tak, podoba mi się. Atmosfera wydaje się być w porządku. - biorę kolejny łyk soku jabłkowego z kubka. On tak samo, jak ja, opiera się obydwoma rękoma o barierkę. W porównaniu do mnie, ma ze sobą kubek jakiegoś niebieskiego napoju
- Nazywam się Matt. - w końcu decyduje się przedstawić swoje imię
- Mercedes.
- Nie masz zbytniej ochoty na alkohol? - mówi pochylając się nieco w moją stronę i patrząc w mój kubek z sokiem
- Przyszłam tu, żeby się dobrze bawić na urodzinach, a nie upić do nieprzytomności. - przyznaję bez żadnego zawahania
- Ktoś przecież musi zaprowadzić kogoś do pokoju. - patrzę na niego ze zdziwieniem - Żartuję. - śmieje się z własnego żartu
- Bardzo śmieszne. - szturcham go lekko w ramię. Odkręcam wzrok na obraz przed nami. Wszystko wygląda wspanialej, gdy nie jesteś sam. Nie jesteś całkowicie samotny. Masz kogoś, kto z tobą będzie. Samotność czasem potrafi zdołować niejedną osobę. Matt odkręca się na chwilę w stronę tłumu tańczących gości. Zaciska mocno usta, zanim przekręca się z powrotem do mnie
- Posłuchaj, muszę cię na chwilę zostawić. Pozwolisz? - kiwam głową. Odpycha się od barierki i szybko idzie do środka. Zobaczył coś, że tak szybko odszedł? Wyglądał, jakby zobaczył ducha, wydawał się przerażony. Wzruszam ramionami sama do siebie nie wiedząc, jak to sobie wytłumaczyć. Dopijam resztę soku ze swojego kubka. Po opróżnieniu całej zawartości decyduję się na pójście do łazienki. Odpycham się od barierki chcąc kierować się w poszukiwaniu jej, jednak zostaję zatrzymana przez ciało Harry'ego
- Kto to był? - pyta patrząc na znikającego Matt'a w tłumie gości. Gdy znika z jego pola widzenia odwraca się z powrotem do mnie
 - Matt, podszedł do mnie, ale szybko odszedł. - wzruszam ramionami - Miałam zamiar iść do łazienki, jednak zatrzymałeś mnie.
- Um, jasne. - schodzi mi z drogi. Wyrzucam kubek z wypitym przeze mnie sokiem do kosza, by nie przeszkadzał mi. Idąc co chwilę napotykam na swojej drodze ledwo trzeźwe osoby. Całujące się pary lub spokojnie rozmawiających ludzi. Nie mam pojęcia, gdzie może być łazienka, więc po prostu idę przed siebie z nadzieją, że wkrótce ją znajdę. Wszyscy wydają się tu świetnie bawić. Nie znam tutaj ani jednej osoby, oprócz niedawno poznanego Matt'a i Harry'ego. Dom jest dość duży, więc znalezienie łazienki pewnie zajmie mi trochę czasu. Przechodząc niedaleko baru zauważam kolejną znajomą mi osobę. O ile pamiętam, nazywa się Emily. Ignoruje jej osobę, ponieważ nigdy nie zamieniłam z nią żadnego słowa, nawet nie mam zamiaru. Nie wydaje mi się, by zbytnio przepadała za mną
- Mercedes! - słyszę wołanie mojego imienia, mimo dudniącej muzyki, więc odkręcam się w stronę osoby, które je krzyknęła - Przepraszam, że tak szybko odszedłem. - tą osobą okazuje się Matt
- W porządku. - kiwam głową w zrozumieniu jego słów. Uśmiecha się, więc odwzajemniam miły gest przekazany mi
- Może masz ochotę zatańczyć? - kiwam twierdząco głową zgadzając się na propozycję. Czemu nie? Zapominam o poprzednim celu, do którego się udawałam i zamiast tego idę z Matt'em na parkiet. Zakręcił mnie parę razy wokół własnej osi, przez co cicho zachichotałam. Poruszam biodrami w rytm muzyki delikatnie kołysząc się. Matt chwyta moją dłoń i zaczyna poruszać się razem ze mną. Podczas, gdy z Matt'em trzymamy się za ręce, zaważam, że ktoś obserwuje nas. Osoba, która patrzy na nas stoi pod ścianą. Cień przykrywa tylko twarz, ale po sylwetce orientuję się, że to mężczyzna. Stoi oparty o ścianę, w ręku trzyma kubek z alkoholem. Staram się ignorować jego namolne spojrzenie i odwracam w stronę tańczącego ze mną bruneta. Matt chwyta mnie za biodra powodując, że nieco zbliżam się do niego. Śmieję się cicho, gdy łapie mnie jedną ręką za plecy, a drugą wciąż trzyma moją rękę i przechyla mnie tak, bym upadła, jednak przez jego silne ręce utrzymuję się ledwo na nogach. Podnosi mnie i okręca wokół własnej osi
- Może napijemy się czegoś? - szepcze do mojego ucha. Kiwam głową, by nie krzyczeć w odpowiedzi. Przepychając się przez tłum ludzi kierujemy się do baru. Opieramy się o ladę, bo wszystkie inne krzesła są zajęte - Na co masz ochotę?
- Brandy z lodem. - podchodzi do nas kelner, który przyjmuje zamówienie. Wkrótce pojawiają się przed nami szklanki z alkoholem
- Muszę przyznać, że świetnie tańczysz. - w tym samym czasie, gdy zaczynamy rozmowę ktoś wpada na Matt'a, przez co wylewa na moją sukienkę zawartość swojej szklanki - Cholera, przepraszam. - unoszę wzrok na osobę, która wpadła na bruneta
- Wylałeś na jej sukienkę swój pieprzony drink. - moje oczy spotykają się z zielonymi tęczówkami
- Masz amnezję?! To ty popchnąłeś mnie! - stoją bardzo blisko siebie gotowi do konfrontacji o prawdzie swoich zdań. Niemal stykają się ze sobą twarzami. Dzięki głośnej muzyce nikt nie zwraca uwagi na naszą trójkę. Wiem, że zaraz dojdzie do jakiejś awantury
- To tylko drink. Mogę iść to zmyć. - próbuję ich jakoś rozdzielić, by nie doszło do niepotrzebnej bójki
- To nie zmienia faktu, że on popchnął mnie i na dodatek specjalnie!
- Specjalnie, to ja mogę ci zaraz przyłożyć! - Harry odpycha od siebie Matt'a, jednak dzięki mojej reakcji nie dochodzi do rękoczynów
- Przestańcie, zaraz pójdę to zmyć i po sprawie. - nie chcę, by uwaga wszystkich gości została zwrócona na nas
- Niezły pokaz, Styles. - Matt odchodzi od nas mocno uderzając Harry'ego w ramię. Przewracam oczami, po czym kieruję się w poszukiwaniu toalety, by zmyć z sukienki drink. Szybko udaje mi się ją znaleźć. Pcham mocne drzwi, aby dostać się do środka. Podchodzę do jednej z umywalek. Wyciągam kawałek papieru, który moczę wodą i zaczynam nim pocierać o plamę na sukience
- On nigdy nie będzie mój! - słyszę, że jakieś dwie dziewczyny wchodzą do środka. Po głosie mogę poznać, że to najprawdopodobniej Emily. Zakrywam włosami twarz, by nie zostać rozpoznana
- Spaliście ze sobą tylko raz czy dwa, a ty liczysz na coś więcej? Wątpię, by zwrócił na ciebie jeszcze swoją uwagę.
- Pieprzony Styles. Jestem pewna, że między nim, a jego asystentką coś jest na rzeczy. Ostatnim razem, gdy był u mnie wydawał się jakiś zamyślony, jakby myślał o kimś. Kiedy spytałam, czy chodzi o jego asystentkę, to zrobił się nerwowy i szybko zaprzeczył. - po całkowitym wyczyszczeniu plamy, wyrzucam mokry papier do kosza, następnie wychodzę z toalety. Niezbyt obchodzi mnie to, o czym konkretnie rozmawiały. Chcę pokierować się w stronę głównej sali, jednak zostaję zatrzymana przez męskie ciało
- Co za spotkanie. - unoszę wzrok ku górze, by zobaczyć osobę, na którą wpadłam
- Wiesz, że to było dosyć chamskie? - prycha cicho pod nosem dając mi znak, że zbytnio go to nie obchodzi
- To było niechcący. - wzrusza ramionami, jakby to, co się stało nie zrobiło na nim wrażenia - Poza tym pewnie już wyszedł.
- To nie zmienia faktu, że zrobiłeś to na pewno specjalnie! - krzyknęłam głośniej, niż miałam w zamiarze - Wbij to sobie w końcu do głowy, że nikt wiecznie nie będzie ci schodził z drogi. Nie wszyscy z pewnością boją się ciebie, jak twoi pracownicy.
- Zdziwiłabyś się. - teraz to ja prycham cicho pod nosem w geście irytacji - Matt na pewno chciał zrobić na tobie wrażenie.
- I to ci przeszkadzało? Jesteś beznadziejny! - wyrzucam ręce w górę, następnie chcę odejść od niego, jednak mocno przyciąga mnie do siebie. Aby nie znaleźć się zbyt blisko niego kładę swoje dłonie na jego klatce piersiowej
- Beznadziejny? - wydaje się być oburzony tym, co przed chwilą powiedziałam - Raczej beznadziejny jest ten, który nie potrafi niczego dokonać sam. Na przykład mogę powiedzieć, że Matt jest beznadziejny. Zostawił cię, gdy ty poszłaś wyczyścić sukienkę, nawet nie zareagował w męski sposób. Chciał ci pokazać, że jest ... - nie dokańcza, bo sama mu przerywam siarczystym policzkiem - Nie powinnaś była tego robić.
- Jeśli ktoś tu jest beznadziejny, to ty! - wyrywam się z jego uścisku i szybkim krokiem kieruję do wyjścia. Nie zdążam zrobić zaledwie kilku kroków, ponieważ zostaję brutalnie przyciągnięta z powrotem do Harry'ego
- Zaraz ci pokażę, kto jest beznadziejny. - syczy przez zaciśnięte zęby. Brutalnym ruchem przyciąga moje wargi do swoich. Żadne próby wydostania się skończyłyby się porażką, bo zostaję szczelnie opleciona jego ramionami. Jego silne wargi całkowicie zawładnęły moimi, w skutek czego oddaję namiętny pocałunek. Niemal gryzie moje usta w wyczuwalnej złości. Język Harry'ego w szybkim tempie dostaje się do moich ust - Teraz mi powiesz, że jestem beznadziejny? - mówi odrywając się na chwilę od moich warg. Mój oddech przyspiesza, gdy tylko łapie mnie za biodra, by przysunąć jeszcze bliżej siebie. Niekontrolowanie przenoszę swoje ręce na jego szyję, następnie wplatam w jego włosy. Wystarczył tylko moment, bym zapragnęła więcej. Nasze klatki piersiowe unoszą się i opadają w równym tempie. Taki pocałunek na pewno nie powstrzymałby żadnej dziewczyny, przed zakochaniem się w nim
- Przestań. - odrywam się od niego, by zaczerpnąć więcej powietrza, które zostało mi odebrane przez pocałunek
- Beznadziejny, czy nie, i tak na mnie polecisz. - uśmiecha się zwycięsko dumny z tego, co przed chwilą między nami zaszło. Oddala się ode mnie, jednak zanim całkowicie znika mi z oczu przysuwa się do mojego ucha - Do zobaczenia w biurze. - szepcze cichym, jednak namiętnym głosem. Specjalnie ociera się ustami o moją szyję, by sprawić, bym zapragnęła więcej jego dotyku.


________________________________

Niespodzianka! Mam dla was drugi zwiastun! :)

Znajdziecie go pod tym linkiem:
 
Rozdział podoba się? Komentujcie i wyrażajcie swoje opinie. Chętnie poczytam :)

poniedziałek, 20 października 2014

30. Wszystko poplątane.

Harry's P.O.V.
 
Gdy zobaczyłem, że dziewczyna pode mną osiągnęła szczyt przyjemności, której teraz nie odczuwam, odsuwam się od niej. Położyłem się obok nagiej, ciężko oddychającej dziewczyny na łóżku. Kiedy tylko zobaczyłem, że uformowała swój oddech, wstałem do pozycji siedzącej i założyłem bokserki, po czym wyszedłem z sypialni kierując się do salonu. Usiadłem na kanapie, wziąłem swój kubek z kawą, który leży na stoliku przede mną i upiłem z niego kilka łyków. Wkrótce pojawia się dziewczyna ubrana tylko w bieliznę
- Wreszcie się u mnie pojawiłeś. - powiedziała namiętnym, seksownym głosem. Próbuje uwieść mnie swoim dotykiem, jednak nie zwracam na nią szczególnej uwagi. Jestem kompletnie zajęty swoimi myślami. Myślami na temat Mercedes. Nie mam pojęcia, dlaczego w ogóle się nią przejmuję? Powinna być mi obojętna. Dzieje się ze mną coś dziwnego. Powinna być dla mnie obojętna, nic nie znaczyć. Powinienem iść do najbliższego klubu i zapomnieć o tym wszystkim. Zaczynam mówić od rzeczy
 
Oszalałeś na jej punkcie.
 
Głupia podświadomość. Merc jest niesamowicie seksowna, bezczelna i pewna siebie przez co pociąga mnie jeszcze bardziej, niż inne kobiety. Ma wszystkie cechy, które pociągają mnie w kobietach. Niezależna, pewna siebie, bezczelna, urocza. Doprowadza mnie do szaleństwa, ale i rozpala uczucie namiętności i pożądania. Codziennie chciałbym spędzać z nią coraz więcej czasu, jednak już nie po to, by tylko ją wykorzystać. Powinienem myśleć inaczej. Myślę o niej w bardziej pozytywny sposób. Myślę, że momentami jest delikatniejsza, niż skrzydła motyla, które w każdej chwili można połamać. Jej ciekawość powoduje, że jest jeszcze bardziej urocza. Jej ciekawość przekracza wszelkie granice. Chciałaby wszystko wiedzieć i czasem to pakuje ją w kłopoty. Urok Mercedes polega na tym, że czasami jest słodsza, niż najsłodszy cukierek na świecie, albo najlepsze ciasto zjedzone w Paryżu z ukochaną osobą. Wydaje się być twardą kobietą, jednak w rzeczywistości jest uroczą i delikatną osobą. Mimo, że jestem dla niej momentami bezczelny i nie pokazuję swojej sympatii do niej w bardziej miły sposób, chciałbym ją poznać jeszcze bardziej. Wiedzieć, co robi w wolnym czasie, co pije najczęściej, gdy zostaje wieczorami sama w domu lub co robi, gdy jest smutna. Dlaczego myślę o niej tak często?
- Do jasnej cholery! Czy ty mnie słuchasz? - do moich uszu dociera krzyk wściekłej Emily - O kim ty tak zawzięcie myślisz? Jestem o niebo lepsza od innych kobiet w całym biurze, a ty myślisz o jakiejś innej?! - wzdycham głośno w geście irytacji
- Przestań, zamyśliłem się po prostu. - usprawiedliwiam swoje zachowanie, mimo, że niezbyt obchodzi mnie to, co ona myśli
- A może coś łączy cię ze swoją asystentką? Gdy ostatnio cię z nią widziałam trochę za bardzo okazywałeś jej swoją obojętność.
- O czym ty mówisz? - szybko zaprzeczam, by rozwiać jej domysły na ten temat, o którym nie chcę dyskutować - Przestań wymyślać jakieś bzdury i lepiej zajmij się bardziej pożytecznymi rzeczami, niż wymyślanie czegoś, co nie istnieje i nigdy nie istniało.
 
Mercedes P.O.V.
 
Późny wieczór. Wychodzę właśnie ze sklepu z ubraniami, w którym kupiłam parę rzeczy. Kieruję się do swojego samochodu, który stoi na parkingu. Wkładam zakupy do bagażnika, następnie dobrze zamykam go. Odwracam się i momentalnie dostaję zawału serca
- Witaj, Mercedes. - za mną stoi Taylor. Nie mam zbyt miłych wspomnień związanych z nim. Poprzednim razem niemal rozbierał mnie wzrokiem, jakby chciał mi coś zrobić. Teraz patrzy na mnie podobnym spojrzeniem. Nie obdarzam go zbytnią sympatią. Jest dla mnie obiektem, którego najchętniej bym unikała jak ognia. Chciałabym uciec do samochodu i jak najszybciej odjechać stąd - Co robisz tutaj o tak późnej porze? Sama? - pyta zbliżając się bliżej mnie. Moje serce wali jak oszalałe, oddech jest nierówny, denerwuję się
- Byłam na zakupach. - odpowiadam drżącym i niepewnym głosem. Taylor wydaje się zadowolony z tego, jak reaguję na jego osobę
- Chciałbym zaprosić cię na kawę i nie oczekuję odmowy. - mówi pewnym siebie głosem, jednak zaprzeczam kilkoma kiwnięciami głowy
- Nie wiem, czy to dobry pomysł. - próbuję się opanować, jednak to trudne, gdy stoi przede mną osoba, która w każdej chwili może zrobić mi coś złego. Na twarzy Taylor'a pojawia się dobrze widoczne zdenerwowanie i rozdrażnienie moim zaprzeczeniem
- Powiedziałem, że nie oczekuję odmowy. - moje słowa na nic się nie zdadzą. I tak zrobi, co będzie chciał. Nie mam wyboru - Zapraszam. - ruchem ręki pokazuje, bym ruszyła w stronę kawiarni, która znajduje się niedaleko stąd. Niechętnie ruszam naprzód. Najchętniej uciekłabym stąd. Kiedy w końcu nauczę się, żeby wracać wcześniej do domu? Nigdy o tej porze nie dzieje się nic dobrego. Niepewnie stawiam kolejne kroki, jakby chcę odwrócić się i uciec, jednak nie jestem tego pewna. Jesteśmy sami, nikogo nie ma w okolicy. Gdyby coś mi się stało, nikt by nie usłyszał mojego wołania o pomoc. Taylor otwiera przede mną drzwi i wpuszcza mnie pierwszą do środka. Siadamy przy stoliku niedaleko dużego okna, w samym rogu lokalu. Poza nami jest tutaj jeszcze jedna para siedząca naprzeciwko drzwi wyjściowych. Nie czuję się zbyt dobrze będąc tutaj z nim sam na sam
- Jak układa się współpraca ze Styles'em? - pyta zbijając mnie z tropu. Nie myślałam, że będzie chciał rozmawiać o naszej współpracy. Myślałam, że raczej będzie chciał przekonać mnie, jakim człowiekiem jest Harry lub będzie chciał mnie przejąć na swoją stronę
- Bardzo dobrze. - odpowiadam pewnym siebie głosem. Nie chcę, by pomyślał, że Harry traktuje mnie w zły sposób
- Jesteś chyba pierwszą asystentką, która tak uważa, Mercedes. Harry zwykle pomiata ludźmi ze swojego otoczenia.
- Pan Styles z pewnością nie pomiata wszystkimi. Dba o dyscyplinę w swoim biurze. Nie sądzę, by twoje słowa były prawdziwe.
- Muszę przyznać, że potrafisz obronić kogoś, na kim ci zależy. - odpowiadam na jego słowa cichym prychnięciem
- Pan Styles jest moim szefem. Oczywiste jest to, że będę go broniła. Zwykle on robi to samo ze swoimi pracownikami.
- Oh, tak. Najbardziej dba o swoje asystentki. Pewnie zdążył cię już omamić, prawda?
- Nie wiem o czym mówisz. - marszczę czoło udając, że nie wiem chce mi przez to powiedzieć
- Styles to podstępny facet. Nie potrafi się oprzeć żadnej kobiecie. Zazwyczaj kończą razem w jednym łóżku. Można by nawet stwierdzić, że uwielbia kobiety. Szczególnie swoje asystentki, z którymi ma dość bliskie relacje, mam rację czy się mylę?
- Pan Styles utrzymuje ze mną kontakty, które obowiązują szefa i pracownicę. Nie jesteśmy w żaden sposób ze sobą powiązani.
- Posłuchaj, Mercedes. - opiera się obydwoma łokciami o blat stolika i przybliża się do mnie twarzą - Styles prędzej czy później dobierze się do twoich majtek. Zrobi to tak szybko, że nawet nie zauważysz, kiedy się w nim zakochasz. Rozkocha cię w sobie na tyle, że nie będziesz w stanie o niczym innym myśleć, tylko o twojej miłości do niego. Kiedy już osiągnie swój cel, nie pozostanie mu nic innego, niż tylko zwolnić cię i poszukać sobie innej asystentki, która zadowoli go tak samo, jak ty i nie zakocha się w nim.
- Kłamiesz. - zaprzeczam jego słowom kilkoma niepewnymi, przeczącymi kiwnięciami głowy
- Mogę z czystym sumieniem potwierdzić, że nie kłamię. Znam Styles'a bardzo dobrze. Nie chciałbym, żeby skrzywdził cię w żaden sposób, jak inne. Nie zasługujesz na to. Polubiłem cię w krótkim czasie i wiem, że nie zasługujesz na zło, które otacza Styles'a. Jeśli chciałabyś się dowiedzieć nieco więcej o swoim szefie, masz tu numer telefonu pewnej kobiety. - wyjmuje z kieszeni marynarki jakąś niewielką kartkę i podaje mi - Zadzwoń, póki nie będzie za późno. Pamiętaj, nie daj się omamić tym oczom biznesmena.
 
~*~
 
 Mogłabym powiedzieć, że dowiedziałam się nieco więcej o Harry'm, niż myślałam. Jednak czy to wszystko, co przekazał mi Taylor, to prawda? Czy prawdą jest to, że Harry'ego otacza zło? Czy prawdą jest to, że wykorzystuje każdą kobietę, którą napotka na swojej drodze? Czy prawdą jest to, że gdy asystentka zakocha się w nim, on natychmiastowo pozbywa się jej? Wszystko wydaje się zbyt poplątane. Wychodząc z kawiarni natrafiamy na Harry'ego, który akurat zamierza wsiąść do swojego samochodu
- Witaj, Harry. - brunet od razu zaczepia go. Harry odwraca swój wzrok w naszą stronę. Na jego twarz od razu wkrada się złość, gdy widzi nas razem. Być może się mylę co do tej myśli na temat jego nastoju. Obydwoje patrzą na siebie z nienawiścią i wyższością
- Co ty tu robisz? - podchodzimy bliżej niego, chociaż wolałabym znaleźć się jak najdalej od tej dwójki
- Byłem właśnie wypić kawę z Mercedes. - Harry wydaje się być zły, gdy dowiaduje się o naszym spotkaniu - Twoja asystentka wydaje się być bardzo sympatyczna. W porównaniu do ciebie nie mogę powiedzieć tego samego. - wydaje się być zirytowany nim
- Skoro Mercedes jest bardzo sympatyczna, to dlaczego spotyka się z taką osobą, jak ty? Myślałem, że raczej będzie sama wybierała sobie towarzystwo lepsze od ciebie. - splata ręce na piersi dając znak, że jest gotowy do jakiejkolwiek konfrontacji
- Wiesz, wydaje mi się, że Mercedes potrzebuje jakiejś odskoczni od pracy w twoim biurze. Wydaje mi się też, że powinna być lepiej szanowana, niż twoje poprzednie asystentki, które były wyrzucane na 'zbity pysk'. - wyraźnie zaakcentował ostatnie dwa słowa
- Nie powinno interesować cię to, w jaki sposób traktuje Mercedes. Zapewniam cię, że pracuje w najlepszych warunkach.
- Wiesz, nie wydaje mi się, żeby wykorzystywanie jej były najlepszymi warunkami. - wydaje się, że skończyli między sobą wymianę niepotrzebnych zdań, ponieważ Harry wydaje się nie zamierzać odpowiadać na jego słowa  - Mam nadzieję, że niedługo znów się spotkamy, Mercedes. - unoszę swój wzrok na niego. Bez żadnego pożegnania z Harry'm, odchodzi. Odwracam się z powrotem do Harry'ego. Gdy widzę, że jest zajęty swoim telefonem, cicho próbuję uciec. Na palcach kieruję się do swojego samochodu
- Nie myśl, że tak łatwo mi uciekniesz. - zaciskam mocno oczy i usta, zanim odwracam się - Dlaczego się z nim spotykasz?
- Nie spotykam. Byłam na zakupach. Akurat wkładałam je do bagażnika, a jak się odwróciłam, to on był za mną. Zaprosił mnie na kawę i tyle. Poza tym nie powinno cię to interesować z kim się spotykam. - marszczy czoło i zaczyna się nad czymś zastanawiać. Wydaje się być nieco poddenerwowany i rozzłoszczony przez rozmowę z Taylor'em kilka minut temu
- Um, powinienem już iść. - odzywa się po chwili ciszy. Szybko chowa się do samochodu, jednak podchodzę do niego i powstrzymuję przed zamknięciem drzwi - Dlaczego uciekasz? - nie odpowiada od razu. Zaciska mocno wargi, zanim otwiera usta, by odpowiedzieć
- Wsiadaj. - jestem zdziwiona, jednakże wsiadam. Sama nie wiem, dlaczego. Być może jakiś impuls. Harry przekręca kluczyk w stacyjce, następnie rusza samochodem w niewiadomym mi kierunku. Nie wygląda na to, by przez całą drogę odezwał się ani słowem. Nie mam pojęcia, gdzie mnie zabiera. Teraz właśnie zaczynam się zastanawiać, dlaczego w ogóle wsiadłam do tego samochodu? Kolejnym pytaniem, które mi się nasuwa się to, dlaczego Taylor jest tak mną zainteresowany? Dlaczego jest tak zainteresowany tym, jak Harry mnie traktuje? Dlaczego powiedział mi o tych wszystkich rzeczach związanych z Harry'm? Każda myśl związana z Harry'm jest dla mnie zbyt poplątana. Wszystko, co go otacza, każda jego tajemnica jest poplątana.
Harry zabrał mnie do swojego domu. Otwiera drzwi kluczem i wpuszcza mnie pierwszą do środka. Wchodząc w głąb pomieszczenia, w którym się znajdujemy, widzę na stoliku list, który znalazłam w szafce w jego biurku
- Miała na imię Bonnie. - przy moim boku pojawia się Harry, staje dość blisko mnie - Kochałem ją do szaleństwa. Nie widziałem świata poza nią. - wydaje się trochę uspokajać po rozmowie z Taylor'em, jednak gdy zaczyna opowiadać o liście staje się jeszcze bardziej zły - Gdy mieliśmy po 12. lat, pierwszy raz pocałowała mnie. Wtedy jeszcze przyjaźniliśmy się, jednak wiedziałem, że czuję do niej coś więcej, niż tylko przyjaźń. Po tym zniknęła. Pojawiła się jakieś 7. lat później. Rozkochała mnie w sobie na nowo. Była dla mnie wszystkim, jednak wszystko skończyło się, gdy zdradziła mnie. Nigdy mnie nie kochała. Byłem dla niej nikim. - zaciska mocno wargi, jednak nie zamierza kończyć - To list, który znalazłaś w moim biurku jest od niej, od tej suki. - bierze list do rąk i zaczyna go drzeć. Nie mówię nic, nawet nie wiem, co mam powiedzieć - Wiem, do czego potrafi doprowadzić ta popieprzona miłość.
- Miłość nieodwzajemniona jest najgorszą rzeczą, jaką można doświadczyć. - wzdycham głośno - Dlaczego mnie tu zabrałeś?
- Sam nie wiem. - wyrzuca kawałki listu w powietrze, które spadają bezwładnie na podłogę - Ostatnimi czasu moje zachowanie dziwi mnie, jakbym nie był sobą. - zaciska mocno wargi i usta, zanim kolejny raz otwiera usta - Masz ochotę na coś do picia? - kiwam twierdząco głową. Musiał strasznie przeżyć, to, że jego największa miłość zrobiła coś takiego. W tym czasie, gdy Harry poszedł do kuchni, zdejmuję swój płaszcz, który wieszam w korytarzu na wolnym wieszaku. Kieruję się do kuchni. Znajduję tam Harry'ego, nalewającego wina do dwóch lampek
- Proszę. - odbieram od niego nalane dla mnie wino - Wiesz, kiedyś ktoś powiedział mi, że nigdy nie można przewidzieć tego, jak potoczy się nasze życie. Jeśli masz szansę zaznać szczęścia, to łap je i na nic się nie oglądaj. Ja spieprzyłem swoją szansę. - jednym łykiem wypija całą zawartość swojego kieliszka. Wydaje się być jeszcze bardziej rozzłoszczony Bonnie, niż Taylor'em
- Zawsze jest też szansa, by wszystko naprawić. - odstawiam kieliszek na wysepkę kuchenną - Posłuchaj, jeśli nie odważysz się zrobić jakiegokolwiek kroku, nigdy nie odzyskasz swojego szczęścia, które zostało ci odebrane. Zawsze znajdzie się jakiś sposób, by znaleźć swoje szczęście.
 
 
_______________________________
  
Trochę się poplątało, ale niedługo wszystko zostanie wyjaśnione :)

Mogę liczyć na 30 komentarzy? :)
Do następnego :)

poniedziałek, 13 października 2014

29. Pomyłka.

Harry's P.O.V.
 
Mercedes wyszła, żeby od kserować dla mnie dokumenty. Zostałem w gabinecie sam. Opieram się obydwoma łokciami o biurko, jedną dłonią podtrzymuję głowę, drugą dłonią stukam w blat biurka. Nie mam pojęcia, dlaczego kilka minut temu pocałowałem ją. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Dlaczego tak zareagowałem? Może to jakiegoś rodzaju impuls? Byłem zdenerwowany po rozmowie z Zayn'em. Na siłę próbuje odnaleźć we mnie jakiekolwiek ludzkie uczucia, albo chociażby miłość. Próbuje dowieść, że jestem jeszcze człowiekiem z uczuciami, jakimi kiedyś darzyłem ludzi dookoła mnie. Chce, bym ponownie stał się tym chłopakiem, którym byłem kilka lat temu. Z ludzkimi uczuciami, sercem, które nie boi się obdarzyć kogoś uczuciami. Na to jest już za późno, nie zmienię się, nie potrafię. Mercedes nic dla mnie nie znaczy. Jest tylko kolejną asystentką, którą zamierzam tak samo wykorzystać, jak każdą poprzednią. Nie jestem zdolny do miłości, by obdarzyć kogokolwiek tym wstrętnym uczuciem. Nienawidzę tego uczucia. Nie chcę, by znowu pojawiło się w moim życiu, w moim sercu. Miłość potrafi zabić każdego człowieka od środka. Moje serce jest zbyt skamieniałe, żeby kolejny raz przyjąć to uczucie. Nie mam w sobie nic z ludzkich uczuć. Traktuję wszystkich z wyższością, bezczelnie zwracam się do nich. Nie liczą się dla mnie inni ludzie. Martwię się tylko o siebie. Brzmię egoistycznie, ale właśnie takie jest życie. Życie nauczyło mnie tego, by nie ufać ludziom. Potrafią zniszczyć wszystko, każdego z osobna. Moje rozmyślania przerywa czyjeś natrętne pukanie do drzwi
- Proszę! - krzyczę dość głośno, by osoba za drzwiami usłyszała i mogła wejść. Ktoś naciska na klamkę, a drzwi ustępują
- Dzień dobry, Harry. - do gabinetu wchodzi Emily. Zamyka za sobą drzwi i podchodzi bliżej mojego biurka
- Czego chcesz tym razem? - pytam obojętnie nie poświęcając jej ani jednego przelotnego spojrzenia - Nie mam ochoty na kolejne podchody z twojej strony, Emily. - śmieje się w dość seksowny sposób, by złamać mnie. Odkręca fotel, bym siedział przodem do niej
- Dlaczego reagujesz w taki sposób? - mówi pewnym siebie głosem - Jesteś jakiś spięty. - próbuje usiąść na mnie okrakiem, jednak szybko wstaję, by uniemożliwić jej wykonanie tego ruchu - Co ci się dzisiaj stało, Harry? Wcześniej nie odtrącałeś mnie.
- Nie mam ochoty na kolejne podchody z twojej strony, Emily. - powtarzam, aby zrozumiała. Opieram się o biurko, ręce splatam na piersi - Powinnaś iść wykonywać swoją pracę, a nie przesiadywać tutaj. - podchodzi bliżej mnie - Nie podchodź. - ostrzegam
- Mam przerwę. - odpowiada ignorując moje ostrzeżenie. Zaczyna działać mi na nerwy. Nie rozumie tego, co się do niej mówi - Może tobie też potrzebna jest przerwa? - pyta przekręcając głowę lekko w prawą stronę. Nie mam ochoty na jej towarzystwo
- Lepiej będzie, jak spędzisz swoją przerwę gdzie indziej. - wciąż ignoruje moje słowa. Dłońmi błądzi po mojej klatce piersiowej - Przestań. - na moje słowa oblizuje tylko wargi. Ta dziewczyna zaczyna mnie denerwować. Dłońmi zjeżdża niżej, w kierunku mojego krocza - Powiedziałem przestań. - odsuwam się od niej - Lepiej idź, bo zaraz wróci Mercedes z moimi dokumentami.
- Mercedes, ciągle ta Mercedes. - przewraca oczami - Odpuść ją sobie. - podchodzi w nadziei, że nie odtrącę jej
- Idź już. - powtarzam, ale nadal nie dociera to do niej. Podchodzi do mnie na tyle, że nasze klatki piersiowe niemal się stykają
- Daj spokój. Rozluźnij się. - łapie za mój kark i mocno przyciąga do siebie powodując, że nasze usta łączą się ze sobą. Szybko jednak odtrącam jej pieszczotę. Dłońmi chwytam za jej przedramiona, by odsunąć od siebie na większą odległość
- Emily, powtarzam ostatni raz. Jestem zajęty, idź już. - kolejny raz przewraca oczami w geście absolutnej irytacji
- Dobrze, jak sobie chcesz. - wzdycha głośno, jednak po krótkiej chwili opuszcza mój gabinet, zostawiając mnie w końcu w spokoju. Gdybym mógł cofnąć czas, to na pewno nie przespałbym się z nią. Dałem jej fałszywą nadzieję na to, że kiedyś będę z nią. Muszę zacząć myśleć, zanim pójdę z jakąś do łóżka. Brzmię, jak dupek, ale nie zmienię się. Nie zasługuję na żadną kobietę, nawet na Mercedes. Ona jest zupełnie inna. Dba o to, by nic, co nas łączy nie ujrzało światła dziennego. Chociaż i tak nic nas nie łączy, oprócz pracy i nigdy nic nas nie połączy. Za kilka miesięcy zmieni pracę, tak, jak powiedziała to jakiś czas temu. Drzwi otwierają się i do środka wchodzi osoba, o której przed chwilą myślałem. Uśmiecha się pokazując dokumenty, które kazałem jej od kserować
- Dziękuję. - mówię, gdy kładzie kartki na biurku
- Jest już późno. Powinnam wracać już do domu. - kiwam głową w zrozumieniu. Podchodzi do wieszaka, na którym powieszony jest jej czarny płaszcz. Zakłada na siebie materiał, następnie podchodzi do kanapy i bierze z niej swoją torebkę - Do widzenia.
- Do widzenia. - żegna się ze mną, po czym wychodzi z gabinetu. Wypuszczam całe powietrze z płuc. Wstaję z fotela i podchodzę do olbrzymiego okna, które zajmuje całą ścianę za moim biurkiem. Czuję się jakoś dziwnie. Nie wiem, jak opisać to uczucie. Czuję coś w rodzaju wyrzutów sumienia. Powinienem się napić. Zaczynam mówić od rzeczy. Po pracy pójdę do swojego mieszkania i wypiję coś, co pomoże mi odciąć się od rzeczywistości. W zasadzie, to mogę już wrócić do domu. Podchodzę do wieszaka i zakładam swój płaszcz. Zamykam za sobą drzwi na klucz i kieruję się do windy. Wciskam odpowiedni guzik, a drzwi zamykają się. Po zjechaniu na najniższe piętro, wychodzę z windy. Kieruję się do wyjścia. Mechaniczne drzwi rozsuwają się, wychodzę z budynku. Ku mojemu zaskoczeniu widzę Mercedes stojącą niedaleko wyjścia. W dłoni trzyma telefon. Patrzy na jakiś punkt daleko przed nią
- Mercedes. - podchodzę do niej i łapię ją za przedramię. Zaczyna piszczeć, jednak, gdy widzi moją twarz zamyka się
- Boże, Harry. Przestraszyłeś mnie. - oddycha, jakby zobaczyła ducha. Ogólnie jest jakaś niespokojna i dziwnie zdenerwowana
- Stało się coś? - pytam - Jest już ciemno, a ty powinnaś być w domu. - przygryza wargę w geście zawstydzenia
- Chciałam zamówić taksówkę. Dzisiaj przyszłam do pracy pieszo, a nie chcę sama wracać po ciemku do domu. - tłumaczy powoli w dość śmieszny dla mnie sposób. Wygląda, jak nastolatka, która przed chwilą została przyłapana przez swoją mamę na całowaniu się
- Podwieźć cię? - odkręca się na chwilę za siebie, jednak po krótkiej chwili namysłu kiwa twierdząco głową. Wskazuję jej kierunek, gdzie zaparkowałem swój samochód. Ruszam w jego stronę, a za mną podążą Mercedes. Odkręcam się jeszcze do niej, by sprawdzić, czy wszystko w porządku. Otwieram jej drzwi od pasażera, aby mogła wsiąść do samochodu. Po chwili miejsce kierowcy zostaje zajęte przeze mnie. Przekręcam kluczyk w stacyjce i ruszam z chodnika w stronę domu Mercedes
- Dlaczego stałaś tak pod biurem? Nie wyglądałaś, jakbyś chciała zamówić taksówkę. - odkręcam wzrok na nią
- Zapatrzyłam się. - odpowiada krótko. Czy tylko mi się wydaje to podejrzane? Mniejsza o to. Skupiam swój wzrok na drodze, żeby nie spowodować jakiegoś wypadku - Dziękuję. - mówi niespodziewanie odrywając moją uwagę od drogi przed nami
- Co? Dlaczego? - pytam patrząc na drogę, czasem ukrytkiem spoglądając na jej osobę
- Po prostu. Za wszystko, co dla mnie robisz. - wzrusza delikatnie, niemal niezauważalnie ramieniem.
 
~*~
 
Parkuję samochód niedaleko bramy. Przekręcam kluczyk w stacyjce, by zgasić samochód, następnie przekręcam głowę w jej stronę
- Jesteśmy na miejscu. - oznajmiam, gdy nie ma zamiaru wyjść z samochodu. Odwraca się do mnie, nieśmiało patrzy mi w oczy
- Dziękuję. Jeszcze raz. - mówi, jednak jeszcze nie wychodzi z samochodu - Może wejdziesz do środka? - pyta nieśmiało, lekko rumieniąc się. Zapewne nigdy nie zapraszała w taki sposób mężczyzn do swojego domu. Kiwam głową w twierdzącej odpowiedzi. Obydwoje wychodzimy z samochodu kierując się do jej domu. Otwiera drzwi kluczem i wchodzi pierwsza do środka. Zapala światło w korytarzu, jednocześnie zamykając za mną drewnianą powłokę. Odkłada torebkę i kluczyki na niewielką szafkę do butów
- Napijesz się może czegoś? - pyta zdejmując swój czarny płaszcz, który wiesza na wieszaku, który znajduje się nad szafką
- Kawy. 
- Nie za późno na kawę? - pyta zdziwiona moją odpowiedzią na jej pytanie na temat tego, czego mam ochotę się napić
- Nie przeszkadza mi to. - kiwa głową, po czym znika mi z oczu kierując się do kuchni. Zdejmuję swój płaszcz, który wieszam obok jej. Wchodzę w głąb domu w poszukiwaniu Mercedes. Znajduję ją w kuchni sypiącą do kubków kawę oraz cukier
- Powiesz mi prawdę? - podchodzę do niej i opieram się tyłem do wysepki kuchennej z rękoma splecionymi na piersi
- Jaką prawdę? - patrzy na mnie, jednak szybko urywa kontakt wzrokowy powracając do poprzednio wykonywanej czynności
- Dlaczego stałaś pod biurem? Wyglądałaś, jakbyś patrzyła na kogoś, kogo się bałaś. - odwraca się ode mnie próbując odwrócić moją uwagę od zadanego jej pytania. Bierze do rąk czajnik, z którego nalewa wodę do kubków - Wiesz, że i tak dowiem się prawdy? - straszę ją. Wzdycha głośno zastanawiając się, czy powiedzieć mi prawdę. Po chwili namysłu w końcu otwiera usta
- Rano, gdy szłam do pracy wydawało mi się, że ktoś mnie śledzi. Jakiś czarny samochód, jakby jechał za mną. Kiedy stałam pod biurem chciałam zamówić taksówkę, ale zobaczyłam ten sam czarny samochód. Osoba, która była w tym samochodzie wyszła i zaczęła kierować się w moją stronę. Bałam się, że może to być Sean. - wypuszcza powietrze z płuc - Bałam się, że to on.
- Sean nic ci nie zrobi. - od razu zaprzeczam jej domysłom na temat osoby, która mogłaby ją śledzić
- Skąd wiesz?
- Po prostu wiem. Nie musisz się o to martwić. - załatwiłbym go, gdyby zbliżył się do niej. Ma na ten temat moje słowo
- Wiesz, nie ważne. Może tylko mi się wydawało. - wzrusza ramionami chcąc o tym zapomnieć. Bierze swój kubek z herbatą do rąk i upija kilka niewielkich łyków, by nie poparzyć języka gorącą wodą. Podsuwa mi kubek z kawą, który od razu biorę do rąk - Masz ochotę coś obejrzeć? - proponuje. Zgadzam się lekkim skinieniem głowy. Przechodzimy do salonu. Siadamy niedaleko siebie na białej kanapie. Stykamy się ze sobą ranieniami, jednak wydaje się, że Mercedes wcale to nie przeszkadza. Pilotem włącza telewizor oraz DVD - Może być 3 metry nad niebem? Ostatnio oglądałam. - nie wiem, co to jest, ale niech będzie. Kiwam głową w odpowiedzi. Odstawiam swój kubek na niewielki stolik przed kanapą. Czuję się nieco nieswojo będąc u kobiety w domu. Zawsze to one przychodziły do mnie. Może to dziwnie zabrzmi, ale czuję się lepiej, gdy to ktoś jest moim gościem. Nawyk.
 
~*~
 
Robi się późno. Przez okna nie dostaje się żadne światło. Nawet światło latarni, które zostały już pogaszone. Jedynym światłem, które oświetla salon jest sztuczne światło z telewizora. Film dobiega końca. Czuję na swoim ramieniu głowę Mercedes. Zasnęła. Musiała być zmęczona. Powoli wstaję, by nie obudzić jej. Biorę ją na ręce w ślubny sposób i zanoszę do sypialni. Na szczęście drzwi są lekko uchylone, więc otwiera je nogą. Delikatnie kładę Mercedes na łóżku, następnie przykrywam ją miękką kołdrą
- Dobranoc. - mówię szeptem. Klękam przy niej, by złożyć delikatny pocałunek na jej ustach. Palcami odgarniam kosmyki włosów, które opadły na jej twarz, by nie obudziły ją łaskotaniem w nocy. Wstaję, po czym cicho wychodzę z sypialni kierując się do drzwi. W salonie znajduję zeszyt i długopis. Wyrywam jedną kartkę, na której piszę, że klucz zostawię w doniczce przy drzwiach. Nie chcę, by przypadkiem ktoś włamał się do jej domu, podczas, gdy ona będzie spała. Zostawiam kartkę z wiadomością na stoliku w salonie, następnie wychodzę z jej domu zamykając drzwi na klucz.
 
 
______________________
 
Piszcie swoje opinie na temat rozdziału. Chętnie poczytam :)
 
Dziękuję tym osobom, które wypełniły ankietę :)
Do następnego :)

poniedziałek, 6 października 2014

28. Tajemnicza nieznajoma.

Zamykam za sobą drzwi na klucz, po czym spokojnie schodzę ze schodków. Niepotrzebne mi kluczyki chowam do torebki. Wychodzę przez furtkę, kierując się do pracy. Świeże powietrze przyjemnie dostaje się do moich nozdrzy. Chłodny podmuch wiatru otula moje ciało i rozwiewa delikatnie włosy. Szare chmury powoli odsłaniają niebo. W nocy musiało padać, ponieważ gdzieniegdzie stoją kałuże z niewielką ilością wody. Liście na drzewach zmieniają kolor na żółty zwiastując nadejście jesieni. Są odrywane od gałęzi drzew przez poranny wiatr. Spadają powoli na ziemię tworząc kolorowy, naturalny dywan. Uwielbiam taką pogodę. Nie jest za zimno, ani za ciepło. W pewnej chwili zaczynam odczuwać jakieś dziwne uczucie, jakby ktoś mnie obserwuje. Oglądam się za siebie i widzę czarny samochód niedaleko mnie. Zanim wyszłam z domu nie widziałam żadnego samochodu w okolicy. Przez przyciemniane szyby nie widać osoby, która się w nim znajduje, być może po prostu nikogo tam nie ma. Ignoruję to, ponieważ zwyczajnie w świecie mogłam go nie zauważyć. Odwracam się i kieruję dalej w stronę pracy. Moje zdziwienie rośnie, gdy słyszę dźwięk włączanego silnika. Najwyraźniej dramatyzuję, bo pewnie ktoś jedzie do pracy. Z każdym moim krokiem słyszę, jakby samochód zbliża się do mnie. Nie jedzie normalnie, tylko dotrzymuje mi kroku. Odwracam się na chwilę, by ocenić sytuację. Samochód stał wcześniej dalej o kilka metrów. Marszczę czoło nie wiedząc, jak to sobie wytłumaczyć. Czuję dziwne uczucie, jakby ta osoba w tym samochodzie mnie śledzi. Na moje szczęście do pracy pozostało mi tylko kilka metrów. Skręcam w prawo i za rogiem widzę już wejście do biura. Przyspieszam, by jak najszybciej znaleźć się tam. Pocieram buty o metalową wycieraczkę, aby zbytnio nie nabrudzić. Zanim wchodzę do środka odkręcam się, żeby zorientować się, czy dramatyzowałam, czy po prostu miałam rację. Samochód szybko odjeżdża, gdy tylko chowam się w budynku. Zastanawiając się kto to mógł być wchodzę do windy. Nie znam osoby, której mogłoby zależeć na mnie tak bardzo, by mnie śledzić, podczas drogi do pracy. Drzwi windy rozsuwają się, tym samym wypuszczając mnie z niej. Podchodzę do drzwi od gabinetu. Nikogo tu nie ma, nawet Tori siedzącej na swoim miejscu. Korytarz jest opustoszały, ani żywej duszy. Ku mojemu zdziwieniu drzwi są zamknięte. Harry o tej porze powinien być w swoim gabinecie. Zawsze jest wcześniej. Nieco zdenerwowana wyjmuję telefon, by zadzwonić do swojego pracodawcy, żeby dowiedzieć się, gdzie się podziewa
- Halo? - odbiera po pierwszym sygnale, musiał mieć telefon przy sobie, skoro tak szybko odebrał moje połączenie
- Harry, jestem pod gabinetem, a drzwi są zamknięte. Gdzie jesteś? - przestępuję z nogi na nogę, rękę chowam do kieszeni płaszcza
- Za chwilę przyjdę. - mówi krótko, po czym rozłącza połączenie. Opieram się o ścianę czekając na niego. Nudząc się zaczynam grać w jakąś grę na telefonie, jednak moja gra dobiega końca, gdy dostaję SMS-a. Wyłączam grę, by sprawdzić, kto napisał do mnie wiadomość. Naciskam na niewielką kopertę u dołu ekranu z niewielką liczbą jeden, aby otworzyć i przeczytać
 
Przyzwyczaj się, bo od dziś będę ci towarzyszył codziennie.
 
Nie mam pojęcia, od kogo może być ta wiadomość. Zaczynam obawiać się, że może to być Sean w zemście za wyjawienie jego tajemnicy. Zaczynam mocniej oddychać w obawie, że może mi się coś stać. Serce przyspiesza tempo na myśl, że wkrótce mogę się przekonać o niesłuszności swojej decyzji. Ale niby co miałam w tamtej sytuacji zrobić? Pozwolić, by zniszczył firmę? Nie mogłam do tego dopuścić. Harry zbyt długo na to pracował, aby teraz to wszystko stracić. Musiałam mu o tym powiedzieć, nie miałam wyjścia
 - Mercedes. - z moich myśli wyrywa mnie Harry, który zdążył już przyjść - Stało się coś? Jesteś jakaś rozkojarzona.
 - Nie, w porządku. - odpowiadam mało przekonująco. Nie mam zbytniego talentu aktorskiego, żeby ukrywać swoje emocje. Harry wyjmuje klucze od gabinetu z kieszeni spodni, następnie otwiera drzwi i wpuszcza mnie pierwszą do środka. Zdejmuję swój płaszcz, który wieszam na wieszaku w rogu pomieszczenia. Brunet podchodzi do biurka, z którego wyjmuje jakieś dokumenty
 - Muszę jeszcze na chwilę gdzieś iść. Poczekaj tutaj. - wychodzi zostawiając mnie samą. Wzdycham głośno w geście irytacji. Mógł przynajmniej dać mi jakieś zadanie do wykonania. Korzystając z jego nieobecności siadam za jego biurkiem. Z nudów zaczynam przeglądać jego szufladę w poszukiwaniu sama nie wiem czego. Na początku znajduję tylko jakieś dokumenty, które na pewno nie dotyczą mnie i wykonywanej przeze mnie pracy. Na samym dole znajduję jakiś list zaadresowany do niego. Zaciekawiona biorę go do rąk, chociaż wiem, że nie powinnam tego robić. Czuję kobiece perfumy. Cały list jest nimi przesiąknięty. Koperta jest otwarta, musiał już czytać jej zawartość. Powinnam odłożyć to na miejsce, ponieważ nie dotyczy to z pewnością mnie, jednak moja głupia ciekawość sprowadza mnie na skraj przepaści. Wyjmuję z koperty jasno-różową kartkę papieru i zaczynam czytać jej zawartość
 
 Wiem, że nigdy nie odwzajemnisz mojego uczucia, ale chcę się z Tobą spotkać.
To, co było między nami na zawsze pozostanie w moim sercu.
Każdego dnia przypominam sobie, co razem przeżyliśmy. Wzloty, upadki, ale zawsze sobie radziliśmy.
Nadal jesteś w moim sercu i chcę, byś tam pozostał. Proszę, wybacz mi, że ...
 
 - Tori, przygotuj dokumenty, o które się prosiłem. - chcę czytać dalej, jednak słyszę, że do gabinetu zbliża się Harry. Szybko chowam list do koperty. Wszystkie dokumenty odstawiam na miejsce i w ekspresowym tempie siadam na kanapie. Kto mógł do niego to napisać? Nie słyszałam nigdy, żeby Harry miał na boku jakąś znajomą, albo, że kiedykolwiek miał kogoś. Ta dziewczyna musi być bardzo zdesperowana, skoro napisała do niego ten list. Zapewne nic mi o tym nie mówił, bo to nie dotyczy mnie. Czyżby ukrywał coś przede mną? Głupia myśl. Nie jesteśmy przyjaciółmi, żeby się sobie ze wszystkiego zwierzać. Drzwi od gabinetu otwierają się, a do środka wchodzi Harry.
 
Harry's P.O.V.
 
Siadam za swoim biurkiem. Dokumenty, które przed chwilą trzymałem w dłoniach chowam do szuflady w biurku. Zauważam coś dziwnego. Wszystkie papiery są porozrzucane w szufladzie, zanim wyszedłem były idealnie ułożone. List. List, który był w rogu teraz jest na środku. Ktoś musiał tu grzebać, kiedy mnie nie było. Unoszę swój wzrok na Mercedes, która nerwowo i niepewnie patrzy na sufit. Ma ręce mocno splecione na piersi, oddycha tak mocno, jakby przed chwilą brała udział w jakimś maratonie, albo coś ukrywa
- Mercedes. - unosi swój zdenerwowany wzrok na mnie - Szukałaś czegoś w mojej szufladzie? - splatam ręce na piersi
- Nie. - odpowiada drżącym głosem, ukrywa coś przede mną i zaraz dowiem się co
- Bo mi się wydaję, że tak. - przechylam lekko głowę w prawą stronę i mrużę lekko oczy próbując złapać ją na kłamstwie. Ponownie kiwa przecząco głową - Podejdź. - rozkazuję. Niepewnie wstaje z kanapy i podchodzi do mnie - Czy aby na pewno? - dopytuję
- Nie, niczego nie szukałam.
- Kłamiesz. - stwierdzam. Mercedes nie potrafi kłamać, jej zachowanie to wszystko zdradza - Mercedes, dlaczego mnie okłamujesz?
- Nie dałeś mi żadnego zadania do wykonania. Nudziło mi się i nie miałam nic do pracy. - usprawiedliwia swój czyn
- Czytałaś ten list? - unoszę różową kopertę do góry, by pokazać jej ją. Posłusznie kiwa przecząco głową - I co ja mam z tobą zrobić? Powiedz. - chowam kopertę do szuflady, następnie zamykam ją. Uśmiecha się uroczo i wzrusza ramionami. Naszą rozmowę przerywa czyjeś pukanie do drzwi gabinetu - Proszę! - krzyczę głośno, by osoba za drzwiami usłyszała i weszła do środka
- Nie przeszkadzam? - do środka wchodzi Zayn, jak zwykle potrafi wyczuć odpowiedni moment, żeby nam przeszkodzić
- Nie, nie przeszkadzasz. - odzywam się po chwili - Mercedes, zanieś te papiery do Tori. Nie ma jej u siebie, więc musisz jej poszukać. - podaję jej dokumenty. Bierze je ode mnie i kieruje się do wyjścia. Wychodzi zamykając za sobą drzwi - Co cię tu sprowadza?
- Tak w zasadzie, to jestem tu po to, by zaprosić cię na swoje urodziny. Oczywiście z osobą towarzyszącą. - uśmiecha się
- Uważasz, że przyjdę z jakąkolwiek kobietą? Nie mam zamiaru później męczyć się z jakąś, bo spodobałem się jej.
- Możesz pójść z Mercedes. - siadam na fotelu za biurkiem - Podobno jesteście tacy sami, jeśli chodzi o uczucia.
- Nie wydaję mi się, żeby to był dobry pomysł. - od razu zaprzeczam - Nawet nie wiem, czy się zgodzi. - mówię obojętnie
- Nadal będziesz ukrywał to obojętnością, że podoba ci się? - wzdycham głośno w geście irytacji - Znam cię za dobrze i wiem, kiedy kłamiesz, Harry. Wiem także, kiedy kobieta podoba ci się, żeby ją wykorzystać, a kiedy podoba ci się, bo czujesz coś do niej.
- Tym razem mylisz się. Mercedes wcale mnie nie interesuje. Jest tylko zwykłą asystentką. - odpowiadam obojętnie
- Dlaczego mam przeczucie, że kłamiesz? Dlaczego nie chcesz otworzyć swojego serca? Twoje serce, które jest z kamienia ożywa przy niej. Widzę, że Mercedes znaczy dla ciebie coś więcej, niż tylko zwykła asystentka, którą chcesz wykorzystać. Zrób coś, bo w każdej chwili możesz stracić ją, szczególnie przez swoje zachcianki wobec seksu i zaciągnięcia jej do swojego łóżka.
- Dlaczego tak bardzo zależy ci na tym, bym był z Mercedes? - opieram się o biurko obydwoma łokciami
- Bo widzę, że jesteś przy niej szczęśliwszy, niż zwykle. Uśmiechasz się, jak przy żadnej innej kobiecie, Harry. Twój uśmiech przy niej jest naprawdę szczery i prawdziwy. Zapomnij o tym, co było kiedyś. Żyj tym, co będzie. Daj szansę miłości.
- Nie mogę, a nawet nie chcę. Nie mogę być z Mercedes! - krzyczę głośno, by dotarło to do niego
- Niby dlaczego nie? - splata ręce na piersi i podchodzi bliżej mojego biurka
- Bo nie chcę jej skrzywdzić! Nie mogę patrzeć, jak cierpi, rozumiesz?! Serce mi pęka, gdy widzę ją płaczącą. Nie mogę dopuścić do tego, by się we mnie zakochała. Nie odwzajemniłbym jej uczuć! Nie jestem już zdolny do tego uczucia, Zayn. Nie jestem zdolny do miłości, którą kiedyś obdarzyłem Bonnie. Nawet nie wiem, czy potrafiłaby mnie pokochać. - wzdycha głośno, zanim otwiera usta
- Zastanów się, zanim podejmiesz jakieś kroki w stosunku do Mercedes. Nie zasługuje na to, byś ją skrzywdził. - odwraca się do mnie tyłem i kieruje w stronę drzwi, jednak zanim naciska na klamkę odwraca się jeszcze w moją stronę - Nie skrzywdź jej, proszę.
 
~*~
 
Po zaniesieniu dokumentów dla Tori, o które prosił mnie Harry, wracam z powrotem do gabinetu. Naciskam na klamkę, a drzwi ustępują. Wchodzę do środka. Widzę Harry'ego krążącego po gabinecie, dłonie ma splecione z tyłu za plecami
- Wróciłam. - oznajmiam swoje przybycie. Zatrzymuje się i zaczyna patrzeć na mnie. Ku mojemu zaskoczeniu nie ma już z nim Zayn'a. Mój oddech przyspiesza, gdy przybliża się do mnie. Podchodzi do mnie i z całej siły, jaką ma, wpija się w moje wargi. Myśl, że to niedobry pomysł powstrzymują mnie, zaraz może ktoś wejść do środka, jednak samo dotknięcie wystarczyło, bym zapragnęła więcej. Potrzebuję swojej dawki tego narkotyku, jakim są jego usta. Są miękkie, w dodatku ciepłe. Moje dłonie kierują się do jego szyi. Przyciągam do siebie. Harry zasysa moją wargę. To wystarcza, by zabrakło mi tchu w piersiach. Przesuwa ręce na moje plecy i przyciąga mnie do siebie jeszcze bliżej. Wślizgnął się językiem do moich ust. Nogi robią się, jak z waty. Jego ruchy odbierają mi moją siłę. Ten pocałunek jest milion razy lepszy, wszystkich od poprzednich, które kiedykolwiek doświadczyłam. Palcami przesuwa się po skórze na udach. Z każdą chwilą moje podniecenie wzrasta. Pociągnęłam lekko za jego włosy, a on w odpowiedzi cicho jęknął. Powoli odrywam się od niego. Obydwoje ciężko oddychamy. Kąciki jego ust wędrują ku górze tworząc uśmiech. To nie był czuły i niewinny pocałunek. To było coś zupełnie innego. Wypuściłam całe powietrze z płuc powodując ciche jęknięcie - Um, Harry...
- Zamknij się. - ponownie łączy nasze usta razem. Pocałunek okazuje się tak silny, że przywiera mnie swoim ciałem do ściany. Wystarcza chwila, by zawładnął moimi ustami, niemal gryzie je w dobrze wyczuwalnym pożądaniu i namiętności. Obydwoje zaczynamy jeszcze mocniej i głośniej oddychać. Dłonie wplatam w jego brązowe, kręcone włosy. Jęknęłam cicho, gdy swoje ręce przeniósł na moje pośladki mocno ściskając je, by unieść moje ciało do góry. Oplatam nogi wokół jego pasa, aby pomóc mu w utrzymaniu mnie
- Zaraz ktoś wejdzie do środka. - ostrzegam go cicho sapiąc. Opamiętuje się, po czym odstawia mnie na podłogę.
 
 
______________________________________
 
Małe wytłumaczenie - Pisząc, że zostało mi mało rozdziałów  nie miałam na myśli tego, że do końca. Chodziło mi o to, że zostało mi mało rozdziałów napisanych. Do końca jeszcze dłuuuga droga, więc nie martwcie się. Dokończę tego bloga tak, jak sobie to zaplanowałam :)
Ostatnio liczba komentarzy nieco zmalała :( + Po lewej stronie znajduje się ankieta, wypełnij ją, proszę :)

Do następnego :)