środa, 18 lutego 2015

41. S.O.S

Powoli kieruję się do mieszkania Harry'ego z dokumentami, które powinien podpisać. Gdy tylko kilka kroków dzieli mnie od jego mieszkania, tym bardziej zaczyna bić moje serce. Czuję, jakby zaraz miało wyskoczyć mi z piersi. Najpierw grzecznie pukam, jednak gdy nie dostaję odpowiedzi, naciskam klamkę i wchodzę do środka. Będąc w korytarzu słyszę rozmowę Harry'ego z jakąś kobietą
- Mamo, znasz mnie nie od dziś, nie okłamałbym cię. - pozostaję w bezruchu cicho stojąc w korytarzu
- Nie podoba mi się to. Łączy was tylko seks, praca czy może coś jeszcze? - nie ukrywam swojego zażenowania tą sytuacją. Powiedział o tym komuś, a sam chciał uchować to w sekrecie
- Ona nie chciała tego, uważała że powinna nas łączyć tylko praca, ale od kilku tygodni nie zależy mi już tylko na tym. - wzdycha głośno, zanim ponownie otwiera usta - Od dłuższego czasu zaczynam patrzeć na nią w inny sposób, inaczej dotykam jej skóry, gdy proszę o dotyk, inaczej odzywam się do niej. Zaczynam dostrzegać jej piękno wewnętrzne, nie liczy się dla mnie tylko jej wygląd. - w moim brzuchu budzą się zaspane motyle chcące wydostać się na zewnątrz - Pragnę spędzać z nią jak najwięcej czasu, jak najdłużej patrzeć w jej oczy, dłużej całować jej miękkie usta. To wszystko stało się w pewnym sensie narkotykiem. Gdy oddala się ode mnie, czuję pustkę. Gdy dłużej nie ma jej przy mnie, staję się nerwowy. Denerwuje mnie wszystko dookoła, dopóki ona się nie pojawi. Gdy patrzę w jej oczy, wszystko znika. Nie liczy się dla mnie moja praca, pieniądze, ludzie, którym pomagam. Ważna jest tylko ona. Kocham ją. - serce miażdży mi klatkę piersiową przez szybkie bicie. Ciało sztywnieje, kiedy do uszu dociera to, co przed chwilą powiedział. Zszokowana zasłaniam dłonią usta. Mózg zatrzymuje prace myślenia. Nogi robią się jak z waty, powoli uginają się pod ciężarem ciała, jakbym zaraz miała zemdleć. Nie wiedząc, co mam w tej chwili zrobić, odwracam się i wychodzę. Tak cicho, jak otworzyłam drzwi, tak cicho je zamykam. Wracam z powrotem do biura.
 
~*~
 
Wróciłam do biura. Kluczem otwieram sobie drzwi, by móc wejść do gabinetu. Niepotrzebne klucze chowam z powrotem do torebki. Przechodząc obok biurka delikatnie przejeżdżam po nim palcami prawej dłoni. Słychać dźwięk nieprzyjemnego szurania paznokci. Siadam na fotelu za jego biurkiem. Opieram się łokciami o drewnianą rzecz podtrzymując głowę na dłoni. Zdenerwowana patrzę na środek podłogi. Moje ręce są mokre, jednak strasznie zimne. Serce bije niespokojnie. Ciało trzęsie się, mimo dodatniej temperatury panującej w pomieszczeniu. Czuję pustkę, chociaż nie jestem pewna dlaczego. Czuję się dziwnie. Nie jestem w stanie o niczym innym myśleć, tylko o nim. Czy to możliwe? Harry kocha mnie? Ostatnio nie zachowywał się w stosunku do mnie jak szef do pracownicy. Przecież sam wspominał, że miłość jest dla niego odrażającym uczuciem, którego nienawidzi. Harry jest dla mnie największą zagadką, której nie potrafię rozgryźć. Kiedy tylko chociaż w połowie rozgryzę go, on zmienia swoje zachowanie. Myli mnie za każdym razem. Przez swoje nerwy nie potrafię skleić dokładnego zdania. Nie potrafię dobrać myśli. Drżącymi palcami odgarniam pasmo włosów, które opadło mi na twarz. Czy żałuję tego, że połączyło nas coś, że zakochał się we mnie? Okłamałabym samą siebie, gdybym powiedziała, że żałuję. Sama przyczyniłam się do powstania tego uczucia. Zatracałam się w każdym pocałunku, dotyku. Uzależniłam się od niego sama zatracając się w tym wszystkim. Darzę go tym samym uczuciem, przynajmniej tak czuję. Najbardziej żałuję tego, że dowiedziałam się o tym jako ostatnia, nie wprost. Słyszę dźwięk przekręcanej klamki w drzwiach. Drzwi otwierają się, a w progu staje Harry
- Witaj, Merci. - nie odpowiadam, zdziwiona unoszę głowę do góry. Napotykam na swojej drodze jego uśmiech, który wywołuje dołeczki w policzkach. Nigdy dotąd nie zdrabniał w żaden sposób mojego imienia. Szybko uciekam od niego wzrokiem. Zamyka za sobą drzwi wchodząc do środka. Zmykam z fotela, który należy do niego i kieruję się do szafki z dokumentami. Staję do niego tyłem zaczynając szperać w szafce. Ku mojemu zaskoczeniu łapie mnie w talii, przekręca w swoją stronę i mocno przyciąga do siebie. Nasze klatki piersiowe stykają się ze sobą zamykając przestrzeń między nami. Czuję, jak serce z zakłopotania zaczyna bić szybciej. Spuszczam wzrok na papiery trzymane w dłoniach. Staram się na niego nie patrzeć, jednakże jest to trudne, gdy zaczyna składać pojedyncze pocałunki na mojej nagiej szyi
- Przeskrobałaś coś, że boisz się spojrzeć w moje oczy. - kieruje swoje usta w kierunku szczęki próbując dostać się do ust
- Nie, wszystko w porządku. - mimo woli odchylam głowę do tyłu dając mu lepszy dostęp do mojej skóry. Czuję, jak uśmiecha się, kiedy ciche westchnienie wydostaje się z mojego gardła. Tak bardzo uwielbiam czuć jego dotyk, że nie zwracam uwagi na to, że ktoś za drzwiami będzie chciał wejść do środka, by spotkać się ze swoim szefem - Powinniśmy wrócić do pracy. - odpycham go od siebie sama nie rozumiejąc swojego zachowania. Przed chwilą pragnęłam jego dotyku, teraz chcę, aby zostawił mnie w spokoju. Unoszę niepewnie wzrok na zdezorientowanego Harry'ego. Zielone oczy doskonale opisują jego uczucia. Nie spodziewał się tego, że odrzucę jego pieszczotę. Chce otworzyć usta, jednak w tej samej chwili po gabinecie rozlega się pukanie do drzwi
- Dzień dobry, panie Styles ktoś przyszedł do biura i prosi o spotkanie. - do gabinetu wchodzi nieco wystraszona Tori, jakby to był pierwszy dzień w jej pracy i jak początkująca pracownica boi się swojego szefa
- Kim jest ta osoba? - zadaje pytanie, groźnym, poirytowanym głosem w skutek czego brunetka wzdryga się ze strachu
- Nie wiem. Kobieta. - odpowiada drżącym głosem - Mówi, że to pilne. - groźna aura Harry'ego sprawia, że podobnie, jak Tori, zaczynam odczuwać strach. Powietrze staje się ciężkie, czuję, jakbym zaraz miała zemdleć
- Dobrze wyjdź, zaraz przyjdę. - spławia ją machnięciem dłoni. Jak goniona psami szybko wychodzi z gabinetu. Próbuję się jakoś uchronić od mężczyzny, jednak swoje groźne spojrzenie przenosi na mnie. Niemal wbija mnie nim w podłogę. Uciekam wzrokiem, by nie zostać jego ofiarą. Podchodzi do mnie prawie zabijając spojrzeniem. Zniża się na wysokość mojego ucha, żeby przekazać mi coś - Zaraz wrócę. Porozmawiamy sobie, dobrze wiesz, że nie lubię jak mi się odmawia. - lodowaty głos mrozi mi krew w żyłach, jednocześnie gorący oddech rozgrzewa skórę. Wychodzi nie poświęcając mi nawet przelotnego spojrzenia. Trzaska drzwiami na tyle mocno, że futryna niemal łamie się. Jestem pewna, że pracownicy słyszeli ten trzask co najmniej kilka pięter od gabinetu. Nie chciałam go zdenerwować. Nawet nic takiego nie zrobiłam. W krótkim czasie zmienił swoje zachowanie. Zanim Tori weszła do gabinetu... Szkoda jest mi patrzeć, jak szybko zmienia swoje zachowanie. Wiele razy doświadczyłam jego zmian nastroju. Wiem, że jest cenionym i szanowanym biznesmenem, ale nie oznacza to, że może wszystkich traktować jak chce i rozstawiać wszystkich po kontach. Czasami z chęcią uderzyłabym go w twarz, jednak strach hamuje moje czyny w obawie przed tym, co może zrobić. Boję się go jako biznesmena, drżę, kiedy słyszę jego lodowaty głos i widzę mordercze spojrzenie. Myślałam, że zmienił swoje nastawienie do mnie... najwyraźniej się pomyliłam. Niepotrzebnie zrobiłam sobie nadzieję, z pewnością powiedział swojej mamie, że mnie kocha, by tak samo jak Zayn, odczepiła się. Powinnam się wstydzić, że pomyślałam, że taki biznesmen, jak on, może czuć coś do mnie. Do oczu napływają mi łzy, jednak powstrzymuje je przed wypłynięciem. Nie chcę, żeby widział mnie, że płakałam, kiedy wróci. Byłam taka głupia ufając mu. Bezsilnie siadam na kanapie. Co ja sobie myślałam? Biznesmen, który może mieć każdą kobietę, z którą spędzi jedną noc, zakocha się we mnie? Jest mi strasznie wstyd. Cichy szloch wydostaje się z mojego gardła. Nie powinnam w ogóle była myśleć, żeby obdarzyć go jakimś uczuciem. Wstaję z kanapy, zaczynam powoli chodzić po gabinecie kręcąc się w kółko. Dłońmi oplatam szyję, mocno zaciskam oczy, by nie wypłynęły z nich łzy. Spoglądam na zegarek, który mam na nadgarstku. Przerwa właśnie się zaczęła. Podchodzę do wieszaka, na którym wisi mój płaszcz w celu założenia go. Pójdę do kawiarni niedaleko biura po kawę, która rozgrzeje mnie i doda sił. Nim zdążam chwycić dłońmi płaszcz do gabinetu wpada rozwścieczony Harry. Wydaje się mnie nie zauważyć. Podchodzi do biurka, opiera się o nie rękoma. Chcę się odezwać, jednak w geście wściekłości zrzuca wszystko z biurka na podłogę. Zszokowana zakrywam dłonią usta. Wszystko, co leżało na biurku z głośnym trzaskiem zostaje zrzucone. Nie odzywam się, pozostaję w bezruchu, by nie oberwać. Przez chwilę stoi spokojnie patrząc w okno i głośno dysząc. Chwila spokoju nie trwa długo. Silnymi dłońmi łapie za koniec biurka, używając swojej siły przewraca biurko. Przewrócił je na tyle, żeby zderzyło się z szybą tłukąc jej kawałek. Parę odłamków na pewno spadło na ziemie. Zaczynam drżeć ze strachu. Przede mną stoi wytrącony z równowagi do granic możliwości człowiek. Łzy strachu spływają z moich policzków. Są tak duże, że spływają na mój biust. Pomimo zakrytych ust wydobywa się z nich cichy pisk. Wcześniej wydający się mnie nie zauważyć brunet odwraca się do mnie
- Mercedes. - momentalnie jego ramiona opadają. Wściekłość znika z twarzy, na czole znikają zmarszczki, rozluźnia złączone ze sobą brwi. Wydaje się uspokajać, gdy jego oczy napotykają moje. Wypuszcza całe powietrze z płuc wraz z nagromadzoną wściekłością. Odwraca się patrząc na to, co przed chwilą zrobił
- Mogłeś kogoś zabić! - krzyczę przerażona. Nogi robią się jak z waty, jednak nie zamierzam tu zostać. Podrywam się do ucieczki upuszczając płaszcz, który trzymałam w dłoniach. Uciekam ile mam sił w nogach z gabinetu. Na moje szczęście w korytarzu nie ma nikogo, kto mógłby mnie zauważyć i zatrzymać. Dyszę głośno całkowicie pochłonięta przez strach. Zdejmuję z nóg buty, które spowalniają mnie. Nigdy nie była dobra z W-F'u, co nie oznacza, że nie potrafię uciec. Chowam się w pierwszy miejscu, które przychodzi mi na myśl. Schowek na miotły i inne rzeczy potrzebne do dezynfekcji itp. Tam mnie na pewno nie znajdzie, nawet nie pomyśli o tym, by mnie tam szukać. Wchodzę do środka, zapalam czerwone, awaryjne światło, by przez szparę w drzwiach nie było widać, że ktoś jest w środku. Siadam na dużej szafce chowając twarz w dłonie. Serce bije tak mocno, że w małym pomieszczeniu słychać tylko je z połączeniem mojego głośnego oddechu. Mógł kogoś zabić, gdyby biurko roztrzaskało szybę i spadło w dół. Kim była kobieta, która przyszła do biura i która tak rozwścieczyła Harry'ego? Opieram głowę o zimną ścianę w celu uspokojenia się. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że tkwi w nim taka siłą, że byłby zdolny do takiego rozładowania złości. Okazuje się, że tak naprawdę nie znam go tak dobrze. Wstrzymuję oddech, gdy słyszę kroki na korytarzu. W pośpiechu zeskakuję z szafki i gaszę światło. Przerażona opieram się o ścianę na wypadek, gdyby wszedł do środka. Nie chcę go widzieć, nigdy nie bałam się go tak, jak teraz. Klamka w drzwiach przekręca się. Serce wali coraz mocniej, dobrze słychać je w niewielkim pomieszczeniu. Staram się nie dyszeć, co odrobinę mi się udaje. Wchodzi do środka i zamyka za sobą drzwi. To na pewno on. Nie zapala światła, wsłuchując się w ciszę. Zaciskam oczy chcąc, by wyszedł
- Słyszę cię. - po wypowiedzeniu tych słów zapala czerwone światło awaryjne. Chcę krzyczeć z przerażenia, jednak zatyka mi usta dłonią - Proszę, nie krzycz. - uspokaja mnie. Jego spokojny, zachrypnięty głos nieco uspokaja, jednak pozostaję czujna. Zabiera dłoń, gdy widzi, że uspokoiłam się. Patrzy w moje oczy, a ja w jego. Zielona mrok wściekłości zniknął. Pozostał tylko spokój - Nie... Nie chciałem cię... - jąka się. Wzdycha głośno i zamyka oczy, żeby móc spokojnie się wysłowić - Nie chciałem cię przestraszyć.
- Mogłeś kogoś zabić, dociera to w ogóle do ciebie? - szepczę, bojąc się go ponownie rozzłościć - Nigdy się ciebie tak nie bałam.
- Wiem, przepraszam. - chowa twarz w dłoniach pocierając ją lekko. Kiedy zabiera dłonie widzę, że jego oczy stają się czerwone - Naprawdę przepraszam. Byłem tak wściekły, że musiałem wyładować złość. Nie zamierzałem cię przestraszyć. - ku mojemu zaskoczeniu przytula mnie. Mocno zaciska uścisk pozbawiając mnie oddechu. Mimo to, odwzajemniam. W tej chwili wydaje się być taki bezbronny, jakby skrzywdzony przez świat. Czuję mokrą łzę na skórze, kim była ta kobieta?
- Boże, Harry. - szepczę cicho uspokajającym głosem - Powinieneś wrócić do domu. Zajmę się wszystkim pod twoją nieobecność. - rozluźnia uścisk. Odrywa się ode mnie tworząc między nami przestrzeń - Chodź, wracamy do gabinetu. - a myślałam, że to Harry ma ciągłe zmiany nastrojów. Serce zmiękło mi, gdy poczułam łzę na swojej skórze. Kolejny znak mojej naiwności i głupoty. Gdy wychodzimy ze schowka Harry chwyta za moją dłoń i splata nasze palce razem. Zdziwiona spuszczam wzrok na nasze dłonie, jednak w ostateczności nic z tym nie robię. Trzymając się za ręce dochodzimy do gabinetu. Harry otwiera drzwi przede mną, nadal nie puszczając mnie wchodzimy do środka. Zostaję zaskoczona, gdy w gabinecie widzę kobietę stojącą do nas tyłem i patrzącą na to, co zrobił Harry. Momentalnie dłoń Harry'ego zaciska się mocniej sprawiając mi ból. Patrzę w górę i napotykam wściekłą twarz bruneta. Kobieta odwraca się w naszym kierunku uśmiechając się
- Oh, myślałam, że zastanę cię bez twojej asystentki. - mówi nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi - Nazywam się Bonnie. - tym razem zwraca się do mnie patrząc morderczym, lodowatym spojrzeniem.
 
______________________________
 
Rozdziały, które teraz będą się pojawiać były pisane po mojej miesięcznej przerwie. Sytuacja nieco się zaostrzy, pewne osoby namieszają w życiu Mercedes i Harry'ego, jednak wszystko w swoim czasie :)
 
Komentujcie, wyraźcie swoją opinię :)
Ile was zostało?

niedziela, 8 lutego 2015

40. Wszystko, czego potrzebuję, to ty.

- Nie, uważam tylko, że jesteś zbyt poważny i za dużo pracujesz. - mówię, gdy wchodzimy do gabinetu
- Wcale nie, potrafię się rozluźnić. - właśnie wróciliśmy z lunchu, tymczasem Harry próbuje mnie przekonać do swojego zdania
- Skoro tak, to zróbmy wieczór bez żadnych garniturów, pracy ani dokumentów. Przyjdź do mnie dziś wieczorem po pracy.
 
~*~
 
Ubieram białą podkoszulkę, czarne szorty i za duży na mnie sweter z rozpinanymi guzikami. Sweter w kolorze czarnym jest na tyle długi, że sięga mi do połowy ud, guziki pozostawiam rozpięte. Do moich uszu dociera dźwięk dzwonka do drzwi. Chowam strój do pracy na wieszak do szafy, po czym szybko biegnę, by otworzyć drzwi. Przekręcam kluczyk w zamku, by drzwi ustąpiły
- Dobry wieczór. - nie ukrywam, że jestem trochę zażenowana - Chyba nie myślałaś, że przez całe miasto będę jechał w dresie?
- Miało być bez garniturów. - przewraca oczami, na co cicho chichoczę pod nosem. Wpuszczam go do środka. Zdejmuje z siebie płaszcz, który odbieram od niego i wieszam na wolnym wieszaku. Buty odkłada na bok, by mnie stały w przejściu
- Jaką pizzę lubisz? - odwracam się w jego stronę i widzę, że jest zdziwiony - Chyba nie myślałeś, że będziemy jedli jakieś luksusowe danie? - kolejny raz przewraca oczami. Prowadzę go do salonu. Siada na kanapie, gdy ja zamawiam pizzę. Po zakończeniu połączenia siadam obok niego
- Jaki film proponujesz? - w odpowiedzi wzrusza ramionami. Podchodzę do szafki znajdującej się pod telewizorem, którą otwieram, by znaleźć jakiś ciekawy film. Szperam w poszukiwaniu ciekawego tytułu - Horror? - zamiast odpowiedzieć zabawnie porusza brwiami
- Nie boisz się? - z uśmiechem kiwam przecząco głową - Dobrze, może być horror. - uśmiecha się ukazując dołeczki w policzkach. Znam go dość dobrze, by stwierdzić, że tylko czeka na okazję, aż się przestraszę i będzie mógł mi podokuczać. Wyjmuję płytę z pudełka, następnie wkładam ją do odtwarzacza DVD. Z pilotem w ręku siadam blisko Harry'ego na wygodnej kanapie
- Masz ochotę na coś do picia? - kiwa głową. Wstaję z kanapy kierując się do kuchni. Podchodzę do lodówki, z której wyjmuję dwie butelki piwa. Powolnym krokiem wracam na kanapę. Jedną butelkę podaję mu, a drugą zatrzymuję w swojej dłoni
- Piwo? - pyta obracając butelkę w dłoniach
- Jeśli nie chcesz, to ja wezmę. - wyciągam z jego dłoni butelkę i uciekam na drugi koniec kanapy. Nie muszę długo czekać na reakcję bruneta. Mocno pociąga za moje kostki, by przysunąć mnie do siebie. Zawisa nade mną opierając się rękoma o kanapę
- A co jeśli chcę? - przymruża lekko oczy mierząc mnie zabawnym spojrzeniem
- Nie dostaniesz. - zaciskam palce mocno na butelce, by nie została mi odebrana. Okazuje się to być błędną decyzją. Silne palce Harry'ego zaczynają łaskotać mnie po brzuchu. Próbuję się wyrwać, jednak jest to trudne. Doskonale wie, że nienawidzę tego. Krzyczę, by mnie puścił, co wiąże się z porażką z mojej strony. Przekręcam się na bok i skulam, aby w jakiś sposób ochronić brzuch
- Oddasz butelkę? - kiwam przecząco głową. Siły zostają mi odebrane, poddaję się. W bezruchu czekam, aż znudzi mu się - Oddasz?
- Jak ładnie poprosisz. - przekręcam się przodem do niego nadal mocno zaciskając palce na butelce. Oblizuje zmysłowo wargi, zanim opada delikatnie na moje ciało podtrzymując się na łokciach. Unosi mój podbródek, by moje usta znajdowały się na wysokości jego. Kiedy tylko znajduje się w dogodnej pozycji, by pocałować mnie powstrzymuję go naciskając palcem wskazującym na jego usta
- Cii, film się zaczął. - szepczę uśmiechając się pod nosem. Wyślizguję się spod jego ciała i siadam przodem do telewizora. Otwieram swoją butelkę, z której upijam kilka niewielkich łyków. Harry nadal znajduje się bardzo blisko mnie ukradkiem na mnie zerkając.
 
~*~
 
Po obejrzeniu całego filmu wychodzimy na taras, który znajduje się za domem. Na betonowym podłożu po lewej stronie od wyjścia ustawione są dwa fotele zrobione z cienkich gałązek, przykryte miękkimi poduszkami. Przed fotelami niewielki drewniany stolik przeznaczony na kawę. Całość przykrywa dach, by w czasie deszczu nic nie zostało zalane wodą. Siadamy na miękkich fotelach podziwiając otaczający nas ogród. Większą uwagę skupiają gwiazdy i towarzyszący im półokrągły księżyc. Późna godzina odznacza się ciemnością. Okolicę oświetlają tylko lampy uliczne i sztuczne światło pochodzące z okien domów
- Mogę zadać ci jedno pytanie? - odwracam wzrok w kierunku Harry'ego, który skupiony jest na obrazie przed sobą
- Tak. - odpowiadam krótko. Wyraz jego twarzy momentalnie się zmienia. Staje się bardziej zdenerwowany, groźnym wzrokiem patrzy przed siebie, mocno zaciska wargi. Odkręcam się ciałem w jego stronę, okrywam się kocem leżącym na fotelu, by nie zmarznąć
- Co cię łączyło z Will'em? - tym pytaniem całkowicie wbił mnie w ziemię. Wypuszczam całe powietrze z płuc ze zdenerwowania
- Nic. - odpowiadam, widzi, że kłamię.
- Proszę, nie kłam. - w pewnej chwili zmienia się na osobę, która z niewiadomych przyczyn wpadła we wściekłość
- Dlaczego chcesz to wiedzieć? - mocniej okrywam się kocem przez zimny, wiejący wiatr. Dawne uczucie powraca wraz z wspomnieniami. Czuję w sercu delikatne kłucie spowodowane uczuciami, za którymi zatęskniłam. Zatęskniłam za tym, co kiedyś nas łączyło
- Po prostu chcę. - do oczu napływają łzy, który staram się powstrzymać. Dawne uczucie, który było między nami powraca z podwójną siłą. Serce zaczyna mi mocniej bić. Przez dłuższą chwilę nie odpowiadam, nawet nie chcę odpowiadać. Wstaję z fotela, po czym kieruję się do środka uciekając do sypialni - Mercedes, poczekaj. - słyszę za sobą głos Harry'ego, jednak nie zatrzymuję się. Zatrzaskuję za sobą drzwi i zamykam je na klucz, by nie wszedł do środka. Siadam na podłodze przy łóżku podkulając nogi do klatki piersiowej
- Mercedes, proszę otwórz. Nie chciałem cię urazić. - słyszę jego walenie do drzwi, jednak nie reaguję. Chowam głowę w kolanach, rękoma obejmuję nogi. Zaczynam cicho szlochać, oczy powoli zapełniają się większą ilością łez, które powoli spływają po policzkach
- Mercedes, otwórz. - mówi nieco bardziej zdenerwowanym głosem, powoli zaczyna mu brakować cierpliwości na to, że nie wykonuję jego poleceń - Mercedes, otwórz te pierdolone drzwi! - mocno uderza w drewno, przez co wzdrygam się ze strachu. Nie odpowiadam, mimo, że zaczyna się bardziej złościć - Proszę, Mercedes! - ostatni raz puka w drzwi. Chwilę ciszy przerywa trzask. Szybko unoszę głowę do góry, by sprawdzić, co się stało. Rozwalił zamek, teraz wchodzi do środka - Prosiłem. - usprawiedliwia się
- Nie mam ochoty rozmawiać na ten temat. - ponownie chowam głowę. Mimo, że nie patrzę, słyszę, jak siada obok mnie. Mocno otula mnie swoimi ramionami przyciskając do klatki piersiowej. Chowam się w bezpiecznych ramionach Harry'ego czując się lepiej
- Przepraszam. - cicho szepcze do mojego ucha. Składa delikatny pocałunek na moim czole w geście przeprosin - Nie wiem, dlaczego o to spytałem.
- W porządku. - odpowiadam cichym, zachrypłym szeptem. Będąc w ramionach Harry'ego czuję się lepiej, bezpieczniej. Serce przyspiesza swoje tempo, a temperatura ciała wzrasta. Dawno nie czułam się tak w ramionach innego mężczyzny, dawno nie czułam nic. Dawno moje serce nie zabiło w ten sposób, w jaki teraz bije. Bije pewniej, słyszę je, jak mocno bije. Przyciśnięta do klatki piersiowej Harry'ego wszystko, co nas otacza, znika. Znikają smutki, strach, pojawia się poczucie bezpieczeństwa i dotąd nie spotykane uczucie
- Dziękuję, że jesteś. - odrywam się od niego, by móc spojrzeć w jego oczy. Znika cała złość, która wcześniej w nim wrzała. Znika wszystko, co budziło złe emocje. Powraca piękny, nieskazitelny kolor. Ciało rozluźnia się wraz z widokiem jego oczu, pięknych oczu. Palcami zaczesuje pasemko włosów za ucho, by w całości widzieć moją twarz. Pełnym gracji ruchem zbliża swoje usta do moich łącząc je w pocałunku. Z początku delikatnie muska wargi powodując, że oddech staje się płytki. Wplątuje dłonie w jego włosy siadając na nim okrakiem. Jego dłonie spoczywają na moich biodrach. Dłonie przesuwa powoli na moje plecy mocniej przyciągając mnie do siebie. Nasze usta masują się nawzajem. Pogłębia pocałunek, a ja bez żadnych przeszkód z jego strony zaczęłam się o niego ocierać swoim ciałem. Z pewnością wywołałam u niego przyjemne uczucie, bo zamruczał cicho w moje usta. Z pleców jego dłonie powędrowały na pośladki, by móc mnie unieść. Razem ze mną opadł na miękkie łóżko. Znajduje się pomiędzy moimi nogami coraz bardziej zmniejszając odległość między naszymi ciałami. Zawisł nade mną opierając jeden łokieć po mojej prawej stronie, drugą dłoń umieścił na udzie masując skórę wykonując ruchy w górę i w dół. Nie mogę się powstrzymać od głośniejszego jęknięcia w podziękowaniu za to, co robi. Wyciągam palce z jego włosów, by móc skierować je na dół do jego koszuli. Odpinam kolejne guziki. Harry jest bardziej niecierpliwy. Staje na kolanach, żeby zdjąć szybciej swoją koszulę, którą odrzuca gdzieś na bok. Uśmiecham się pod nosem, gdy szybko wraca do moich ust
- Gdybym mógł spotkać cię jeszcze raz, zrobiłbym to. - szepcze cichym głosem na chwilę odrywając się od moich warg. Czuję się zupełnie inaczej, niż poprzednim razem, gdy dotykał mnie. Swoim dotykiem wywołuje u mnie przyjemne dreszcze. Moje serce niemal wyrywa się z piersi, miażdży żebra. Pragnę go tak bardzo, jak on mnie. Sposób, w jaki bada moje ciało przyprawia mnie o dreszcze. Jego miękkie usta złożyły przyjemny pocałunek na mojej szczęce. Nie mogę powstrzymać uśmiechu, który pojawił się na moich ustach. Moje powieki powoli opadły. Swoje zwinne palce przeniósł na rozporek od moich szortów. Zwinnym ruchem pozbawił mnie ich. Powrócił do moich ust, by mnie czymś zająć, w tym samym czasie ściągnął swoje spodnie. Nie czekając długo zdjął moją bluzkę. Dłonie Harry'ego sięgnęły za moje plecy, a ja wygięłam je w łuk, aby mógł rozpiąć mój stanik. Moje ręce spoczęły na jego ramionach. Motyle obudziły się w moim brzuchu, gdy swoje pocałunki przeniósł na mój obojczyk. Dłońmi sunął do moich majtek, by całkowicie pozbawić mnie ubrań. Zaczepiłam swoje palce na gumce od jego bokserek ciągnąc je w dół. Obserwuję, jak jego ręce sięgają do kieszeni swoich spodni. Nie ukrywam swojego zaskoczenia, gdy wyjmuję z nich prezerwatywę. Rumienię się lekko, gdy z uśmiechem patrzy w moje oczy.  Jego usta złączyły się z moimi, aby odwrócić moją uwagę, podczas gdy zakładał ją na siebie. Nie zwracam zbytniej uwagi na to, co robi, ponieważ jestem zbyt zajęta pocałunkiem. Powolnym, delikatnym ruchem wsunął go we mnie. Przełykam głośno ślinę, gdy wpycha go głębiej. Tak dawno nie czułam z jego strony takiej delikatności. Momentalnie sztywnieję przez uczucie, jakie wywołuje. Wszystko wygląda inaczej, wszystko jest delikatniejsze, przyjemniejsze. Podczas, gdy kontynuował swoje delikatne ruchy uczucie spełnienia wrzało w moim ciele. Nie przestawał mnie całować, jakby to było coś, czego teraz najbardziej potrzebuje. Nic nie mogło mnie powstrzymać od wbicia paznokci w jego plecy. Mimowolnie moje plecy wygięły się w łuk. Nie jestem w stanie myśleć o niczym innym, tylko o nim. Na chwilę przestaje mnie całować, by spojrzeć w moje oczy. Uśmiecha się delikatnie, zanim powraca pocałunkami na szyję. Chichoczę cicho, gdy łaskocze moją skórę swoimi włosami. Nasze ciała zaczyna pokrywać pot. Harry przesuwa swoje dłonie wzdłuż moich rąk, by spleść nasze dłonie razem. Przyjemne uczucie mieć go przy sobie. Przyjemne jest to, w jaki sposób ze mną postępuje. Gdy tylko osiągamy szczyt przyjemności oddala się od mojego ciała kładąc się obok. Nie wytrzymuję długo bez jego obecności, więc przytulam się do jego klatki piersiowej. Obejmuje mnie rękoma przyciskając mnie mocniej do siebie. Składam pojedynczy pocałunek do jego ramieniu
- Chciałbym, żeby ta chwila trwała wiecznie. - unoszę się na łokciach, by móc spojrzeć w jego oczy. Unoszę kąciki ust do góry ciesząc się z tego, co właśnie przed chwilą powiedział. Podciągam się, żeby ostatni raz pocałować jego ciepłe usta, zanim odpływam w krainę snu wtulona w jego ramiona.
 
 
_____________________________
 
Akcja zaczyna się zagęszczać, mogę to obiecać :)
Czasami kopiuję sceny pocałunków z innych rozdziałów ( sceny przyjemności także ) ponieważ raz wyjdzie mi dobrze, a za drugim razem nawet nie chcę tego sprawdzać. Muszę nad tym popracować, bo przyznaję, że to nie jest zbyt w porządku. Kopiuję parę zdań, dodaję trochę. Mam nadzieję, że to nie jest jakaś wielka sprawa :( 

Zauważyłam, że wiele osób nie komentuje. Było by miło, jeżeli piszecie z anonima, a wiecie o blogu z Twittera, to podpisujcie się. Chciałabym zobaczyć, czy jest sens informowania na Twitterze :)

poniedziałek, 26 stycznia 2015

39. Proszę, nie odchodź.

Wchodzimy do restauracji. Kelner od razu rozpoznaje Harry'ego, więc odprowadza nas do zamówionego wcześniej przez bruneta stolika. Odsuwa mi krzesło, bym mogła usiąść, następnie sam zajmuje miejsce naprzeciwko mnie. Zamówił stolik w oddalonej części restauracji, z dala od innych gości, zapewne, by utrzymać prywatność podczas naszej rozmowy
- Mam liczyć na jakieś atrakcje po kolacji? - pytam. Harry nic nie odpowiada, zamiast tego uśmiecha się podejrzanie.
 
~*~
 
Harry zatrzymuje się samochodem kilka kilometrów od miasta. Ciemność już dawno ogarnęła okolicę, jedynym plusem jest temperatura, która dziś wyjątkowo sięgnęła cieplejszych stopni. Na niebie pojawiły się miliardy gwiazd. Nieco zdenerwowana rozglądam się po miejscu, w którym się znajdujemy. Niedaleko miejsca zaparkowania samochodu jest las. Patrząc prosto przed siebie widzę ogromne jezioro, które na pierwszy rzut oka wygląda straszne. Nerwowo patrzę na bruneta siedzącego obok mnie na miejscu kierowcy
- Wysiadamy, księżniczko. - zdenerwowanie zastępuje zdziwienie. Nigdy nie nazywał mnie w ten sposób. Harry wysiada z samochodu zostawiając mnie samą. W samochodzie jest na pewno cieplej, niż na zewnątrz. Bojąc się zostać sama wysiadam i kieruję się za nim
- Gdzie jesteśmy? - pytam pocierając dłońmi przedramiona. Temperatura jest dodatnia, co nie oznacza, że jest gorąco
- Nad jeziorem. - uśmiecha się głupkowato. Brunet podchodzi do brzegu jeziora. Nie trzeba czekać długo, aż zacznie się rozbierać - Na pewno możemy tu być? - rozglądam się po okolicy, by sprawdzić, czy nie jesteśmy tu sami
- Oczywiście, że nie. - odpowiada zdejmując koszulę, którą odrzuca gdzieś na ziemię. Próbuję patrzeć gdziekolwiek, byleby nie na jego nagie ciało. Szczęście znajduje się po mojej stronie. Nie zdjął bokserek, które zostawił na swoim ciele
- Zamierzasz się w tym kąpać? - wskazuje na lustro wody - Nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł.
- Zamierzamy. - akcentuje mocno ostatnią sylabę - Rozbierzesz się sama, czy mam ci pomóc? - moje oczy powiększają swoje rozmiary
- Nie będę się w tym kąpać. - zaprzeczam. W odpowiedzi Harry głośno się śmieje. Nie chcąc zostać jego ofiarą kieruję się do auta. Zatrzymuję się, kiedy słyszę głośne chlupnięcie wody. Odwracam się w poszukiwaniu bruneta. Po chwili wynurza się na powierzchnie
- Wejdziesz sama, czy pomóc ci? - pyta puszczając mi oczko i uśmiechając się bezczelnie. Kiwam przecząco głową, jednak od razu tego żałuję. Harry wychodzi z wody, po czym kieruje się w moją stronę. Zdejmuję ze stóp szpilki, następnie jak najszybciej potrafię uciekam. Próba ucieczki okazuje się złym pomysłem. W mgnieniu oka zostaję złapana przez silne męskie ręce
- Nie! Proszę nie! - krzyczę, aby zostawił mnie w spokoju. Mocno zatrzaskuje mnie w swoim uścisku
- Po dobroci się nie dało, pozostała mi siła. - przerzuca mnie przez ramię, następnie kieruje się do wody. Krzyczę, by puścił mnie, jednak na marne. Powoli wchodzi do wody zanurzając nogi. Kiedy woda sięga mu do kolan, upuszcza mnie, bym znajdowała się na wysokości jego pasa. Mocno oplatam swoje nogi wokół jego bioder, by jak najdłużej pozostać na powierzchni. Rękoma oplatam jego szyję nie chcąc, aby wrzucił mnie do wody razem z ubraniami. Od razu robi mi się zimno, gdy patrzę na wodę
- Jesteś mokry i zimny. - zaczynam się trząść na myśl, że zaraz wpadniemy do zimnej wody
- Zaraz ty też będziesz. - uśmiecha się. Powoli kieruje się dalej. Czuję, jak moje stopy dotykają wody. Zaciskam mocno oczy, gdy przechyla się i razem ze mną wpada do wody. Momentalnie zamieniam się w bryłkę lodu. Woda jest lodowata. Wypływam na powierzchnię, by zaczerpnąć powietrza, które zostało mi odebrane. Wycieram dłońmi oczy, aby wyostrzyć sobie obraz. Harry pływa niedaleko mnie z zadziornym uśmieszkiem na twarzy. Moje ubrania zostały przemoczone. Nie mam nic na zmianę
- Oszalałeś do reszty?! - krzyczę na niego, jednak nic sobie z tego nie robi. Zamiast tego podpływa bardzo blisko mnie
- W mokrych ubraniach wyglądasz dużo lepiej. - nasze klatki piersiowe stykają się ze sobą. Nie chcąc pozostać w lodowatej wodzie zaczynam płynąć do brzegu, jednak chęć wykonania czynności zostaje odrzucona przez Harry'ego - Nie uciekaj. - łapie mnie w pasie i przyciąga do z powrotem siebie. Przyciągnął mnie na tyle, by nasze klatki piersiowe przylegały do siebie. Pozostaję w bezruchu czekając, aż powie lub zrobi coś. Nie odzywa się, dłonie przenosi na moje biodra. Unosi mnie, abym oplotła nogi wokół jego pasa. Aby nie opaść na dno, kładę dłonie na jego ramionach - Pocałuj mnie.
- Co?
- Pocałuj mnie. - nim zdążam zareagować przyciska swoje wargi do moich. Ciepłe wargi bruneta są ukojeniem dla moich zmarzniętych. Przez jego dotyk na mojej skórze pojawia się gęsia skórka, niespowodowana tylko zimnem. Pogłębia pocałunek, przez co tracę dech w piersiach. Pocałunek iskrzy namiętnością. Przyciągam go mocniej do siebie, opieramy się o swoje czoła. Zasysa moją dolną wargę. To wystarcza, by zabrakło mi tchu. Wślizgnął się językiem do moich ust. Ten pocałunek jest milion razy lepszy, wszystkich od poprzednich. Palcami przesuwa się po skórze na udach, robi małe kółka. Z każdą chwilą moje podniecenie wzrasta. Pociągnęłam lekko za jego włosy, a on w odpowiedzi cicho jęknął. Powoli odrywam się od niego. Obydwoje ciężko oddychamy. Kąciki jego ust wędrują ku górze tworząc uśmiech. To nie był czuły i niewinny pocałunek. To było coś zupełnie innego. Wypuściłam całe powietrze z płuc powodując ciche jęknięcie. Czuję wybrzuszenie pojawiające się w jego spodniach. Nie mija chwila, zanim ponownie łączy nasze usta w dzikim, namiętnym pocałunku. Wystarcza chwila, by zawładnął moimi ustami, niemal gryzie je w dobrze wyczuwalnym pożądaniu i namiętności. Obydwoje zaczynamy mocno i głośno oddychać. Dłonie mocniej wplatam w jego brązowe, kręcone włosy. Jęknęłam cicho, gdy swoje ręce przeniósł na moje pośladki mocno ściskając je
- Co państwo tu robi?! - odrywamy się od siebie, gdy słyszymy czyjś męski, zachrypnięty głos. Odwracamy się w poszukiwaniu osoby, która wypowiedziała te słowa. Na brzegu z latarką stoi starszy pan, wygląda na około 50. lat - Proszę stąd wyjść! Natychmiast! - Harry upuszcza mnie, bym stanęła o własnych nogach. Zbliżamy się do brzegu widząc, jak starszy pan zaczyna się bardziej denerwować - Coś podobnego! - nie chcąc wpadać w jakąkolwiek kłótnię, oddala się. Brunet zaczyna się ubierać, a ja bardziej trząść z zimna
- Mówiłam, że to zły pomysł. - szepczę cicho do niego, by starszy pan nie usłyszał nas. Ściskam mocno ubrania, by pozbyć się wody
- Nie wiedziałem, że o tej porze będzie tu chodził taki kutas. - kiedy tylko uzupełnia swoją część garderoby, wsiadamy do samochodu - Poczekaj chwilę. - mówi, gdy widzi jak bardzo się trzęsę. Wysiada z auta kierując się do bagażnika. Otwiera drzwi po mojej stronie, następnie przykrywa mnie kocem. Otulam się nim, żeby szybciej zrobiło mi się ciepło. Dodatkowo włącza ogrzewanie.
 
~*~
 
Kierujemy się do mieszkania Harry'ego. Nadal jestem mocno otulona kocem, który otrzymałam od niego. Mimo to, wciąż jest mi strasznie zimno. W pewnej chwili Harry szybkim ruchem łapie mnie w ślubny sposób i ze mną na rękach kieruje się do mieszkania
- Zwariowałeś? Ktoś może tędy iść. - jestem zdziwiona i jednocześnie mile zaskoczona tym, co przed chwilą zrobił
- Nie, jeszcze nie zwariowałem. - uśmiecha się nie patrząc na mnie, tylko przed siebie. Jedną ręką łapię za jego ramię, by nie wypaść mu z rąk. Powoli dochodzimy do mieszkania. Harry zatrzymuje się przed drzwiami - W tylnej kieszeni spodni mam klucze. - ręką sięgam do tylnej kieszeni jego spodni. Wyjmuję z niej klucze, by otworzyć drzwi. Brunet nogą otwiera je i razem ze mną wchodzi do środka
- Powinnam się przebrać, a nie mam nic na zmianę. - odstawia mnie powoli na podłogę
- Poczekaj, zaraz ci coś przyniosę. - kiwam głową, następnie przechodzę do salonu. Koc, który przed chwilą miałam na sobie odkładam na kanapę. Zdejmuję z siebie spódniczkę, którą odrzucam na podłogę. Odpinam guziki od koszuli, ona także ląduje na podłodze. Biorę koc do rąk, by okryć się nim. Odwracam się i widzę Harry'ego opartego o ścianę. Momentalnie zaczynam się rumienić
- Masz zgrabny tyłek. - mówi podchodząc do mnie i podając mi ubrania. Odchodzi do kuchni szeroko uśmiechając się. Zakładam na siebie szary, za duży na mnie sweter, który zapewne należy do niego. Sweter pachnie jego perfumami, nim. Przyniósł mi także krótkie, czarne szorty. Mokre ubrania składam i zanoszę do łazienki, z której później je wezmę. Kieruję się do kuchni, do Harry'ego
- Masz ochotę na kakao? - pyta odwracając się w moją stronę. Kiwam głową przysiadając na wysokim stołku przy wysepce kuchennej. Po krótkiej chwili stawia przede mną biały kubek z kakaem. Zmarzniętymi palcami chwytam za kubek, aby ogrzać dłonie. Zapada cisza, nie niezręczna, miła. Widzę, jak Harry ukradkiem na mnie spogląda. W pewnej chwili wstaje i zaczyna kierować się na taras
- Chodź, pokażę ci coś. - uśmiecha się, by przekonać mnie. Zsuwam się ze stołka, po czym idę w kierunku bruneta. Otwiera mi drzwi, bym jako pierwsza wyszła na zewnątrz. Od razu czuję nieprzyjemny podmuch wiatru na swojej skórze. Harry prowadzi mnie do krawędzi. Podbródkiem wskazuje, bym patrzyła w dół. Opuszczam wzrok, w skutek czego zapiera mi dech w piersiach. Widzę miasto z góry, z tak dużej wysokości. Wygląda niesamowicie. Oświetlenie powoduje, że miasto zyskuje większego uroku. Ludzie z tej wysokości są niemal niewidoczni. Czuję za sobą ciało Harry'ego, który przyciska swoją klatkę piersiową do moich pleców. Obejmuje mnie rękoma, by było mi cieplej. Przekręcam głowę w jego stronę, w zamian dostaję całusa w policzek. Uśmiecham się, po czym przekręcam wzrok
- Wszystko wygląda tak pięknie. Zazdroszczę ci tak pięknego widoku.
- Mieszkanie tutaj samemu jest przygnębiające. Każdego wieczora wszystko robię sam. Śpię sam, oglądam telewizję sam, jem sam, nawet patrzę na niebo sam. To przytłaczające. - wzdycha na samą myśl o tym, co czuje każdego dnia
- Dlaczego nie sprowadzasz już żadnych kobiet? - odwracam wzrok w jego stronę oczekując odpowiedzi. Chwilę namyśla się nad swoją wypowiedzią, zanim otwiera usta
- Przestały mnie interesować ciągłe imprezy, co wieczór inna kobieta. - wzrusza ramionami - Nie chcę być postrzegany jako mężczyzna, któremu zależy tylko na swoim biznesie i nie ma wcale ludzkich uczuć. Chcę być postrzegany jako biznesmen, któremu zależy na innych ludziach, a nie tylko na swoich pieniądzach. - kiedy nasze spojrzenia spotykają się, odwracam głowę
- Jeszcze nigdy nie spotkałam takiego człowieka, jak ty. Zmieniłeś się od dnia, w którym pierwszy raz przekroczyłam próg twojego gabinetu. Wcześniej wydawałeś mi się zakochanym w swoich pieniądzach, bezczelnym mężczyzną, który nie dba o innych, tylko o siebie. Teraz zmieniłam zdanie.
- Zmieniłaś? Na jakie? - odwracam się ciałem przodem do niego. Zamiast odpowiadać staję na palcach, by zbliżyć do siebie nasze twarze. Łączę nasze usta w delikatnym, pełnym czułości pocałunku. Delikatne cmokanie zmienia się w pieszczotliwy pocałunek. Z ogromną czułością przesuwa swoje wargi po moich. Czegoś takiego się nie spodziewałam. Czuję motyle w swoim brzuchu. Pierwszy raz używam tego określenia, które teraz naprawdę czuję i wiem, jak je określić. Nic nie poradzę na to, że zaczynam się w nim zakochiwać.
 
Harry's P.O.V.
 
Wracamy z tarasu do środka. Moje ciało wciąż w środku wrze po ostatnim pocałunku. Czuję się niesamowicie dobrze i szczęśliwie. Razem siadamy na kanapie. Kładę się wzdłuż kanapy przyciskając plecy do oparcia. Mercedes kładzie się obok mnie, przodem do mojego ciała. Przytula się do mnie chowając głowę w zagłębieniu mojej szyi. Obejmuję ją swoimi ramionami, by była mnie jak najbliżej. Nic nie poradzę na to, że potrzebuję jej przy sobie. Potrzebuję jej dotyku, jej miękkich, słodkich ust. Nic nie poradzę na to, że powoli zakochuję się w niej.
 
___________________________
 
Skomentuj, uszanuj moją pracę.

czwartek, 15 stycznia 2015

38. Daj mi miłość.

Wszystko okazało się nieprawdą. Wszystko było kłamstwem. Każde słowo, każdy dotyk. Zostałam oszukana. Chciał mnie tylko wykorzystać. Dotykał mnie tylko po to, by wzbudzić moje zaufanie. Każde słowo miało działać na mnie jak narkotyk. Miałam się uzależnić od jego dotyku. Miałam chcieć jego, jego pocałunków, jego dotyku, jego bliskości. Miałam pragnąć codziennie słyszeć jego głos, widzieć go, dotykać. Wszystko, co robił miało doprowadzić go do jego celu, do otrzymania mnie jako swojej własności. Ze wszystkich rzeczy żałuję tego, że zaufałam mu i dałam się omotać. Żałuję, że była na tyle głupia, by nie zauważyć tego, co ze mną robił. Ostrzegali mnie, a ja nie słuchałam. Nie przyszło mi do głowy, aby uważać na to, co robię. Dlaczego wszystko dociera do mnie dopiero teraz? Będąc z nim czułam się, jakbym była w transie. Nie zauważałam, że jeden człowiek potrafi ze mną coś takiego zrobić. Nie zauważyłam, jak zatracam się coraz bardziej w tym, co robił. Nie widziałam nic, poza nim. Wszystko znikało, gdy pojawiał się on. Byłam skupiona wyłącznie na nim. Nie myślałam o niczym. Nie reagowałam, gdy całował mnie, dotykał. Wszystko działo się według jego planu. Za każdym razem zatracałam się w jego oczach. Coś, jakby przyciągało mnie do niego. Może to właśnie na tym polegało?
Zniechęcona dzisiejszym dniem w pracy naciskam na klamkę, by otworzyć drzwi od gabinetu. Ku mojemu zdziwieniu widzę Harry'ego całkowicie wyczerpanego, ledwo przytomnego. Niemal zasypia na siedząco. Siedzi oparty całym ciałem o biurko, kurczowo podpiera głowę ręką. Oczy odmawiają mu posłuszeństwa, prawie same się zamykają. Widząc go w tym stanie, nie wiem dlaczego, mięknie mi serce. Całe obrzydzenie do jego osoby znika, gdy widzę go tak bezbronnego, jak w tej chwili. Zdejmuję swój płaszcz, który odkładam na wolny wieszak w kącie pomieszczenia. Harry jest tak zmęczony, że nie zauważył kiedy weszłam. Musiał w nocy nawet nie zmrużyć oka. Powoli podchodzę do niego i pomagam wstać z fotela. Delikatnie asekuruję go, by położył się na kanapie
- Mercedes? - pociera dłonią jedno oko, żeby wyostrzyć sobie obraz. Biorę jego marynarkę z fotela i przykrywam go ją
- Dlaczego nie spałeś w nocy? - pytam przykucając obok niego na podłodze. Łokciem opieram się o kanapę, podtrzymuję głowę
- Segregowałem do późna papiery i myślałem o tym, co wczoraj między nami zaszło. - mówi zaspanym głosem. Mimowolnie uśmiecham się. Zaczynamy patrzeć na siebie w inny sposób, z innym uczuciem, niż dotychczas. Dotychczas było to pełne pożądania spojrzenie. Tymczasem widzę uczucie, którym nigdy mnie nie obdarzył. Całą swoją uwagę skupia na moich oczach. Te spojrzenie powoduje u mnie jakieś uczucie w brzuchu, jakby coś tam latało i próbowało się wydostać na zewnątrz. Zatracam się w głębi jego pięknych oczu. Delikatne spojrzenie powoduje, że powstrzymuję się od pocałowania go. Dwoma palcami zakłada niewielkie pasemko włosów za moje ucho. Delikatnie pociera za mój policzek, zanim całkowicie nie zabiera dłoni. Wbrew mojej woli powoli przybliżam się do niego i złączam nasze usta w krótkim, jednak czułym cmoknięciu. Odsuwam się na kilka milimetrów, by móc otworzyć oczy i spojrzeć w jego. Choć nie widzę jego ust jestem pewna, że uśmiecha się lekko. Kciukiem pociera mój policzek. Unosi głowę, by cmoknąć mnie jeszcze raz. Mozolnie oddalam się od niego, jednak on łapie mnie za rękę
- Proszę, zostań. - podtrzymuje moją dłoń pocierając ją kciukiem, by przekonać mnie. Gdzie podziała się moja silna wola? Zniknęła tak nagle. Wstaję z podłogi, następnie kładę się obok niego. Głowę kładę na jego klatce piersiowej. Słyszę jego szybko bijące serce. Ku mojemu zdziwieniu zasypia szybciej, niż najbardziej zmęczone dziecko po całym dniu zabawy na świeżym powietrzu. Unoszę głowę do góry. Wygląda tak bezbronnie, gdy śpi. Uśmiecham się na sam jego widok. Nie powinniśmy tak leżeć, w każdej chwili ktoś może wejść do środka. Powoli podnoszę się, następnie cicho wychodzę z gabinetu. Najciszej jak potrafię zamykam drzwi, by nie obudzić go. Kieruję się do Tori, tak dawno z nią nie rozmawiałam
- Witaj, Tori. - podchodzę do lady opierając się o nią. Brunetka unosi wzrok do góry natychmiastowo się uśmiechając
- Witaj Mercedes. - mówi wciąż nie przestając się uśmiechać - Niedługo będę miała przerwę, może masz ochotę wyskoczyć na kawę? - na mojej twarzy pojawia się grymas - Coś się stało?
- Pan Styles zasnął w gabinecie. Nie chcę za bardzo, żeby ktoś tam wchodził i obudził go. - dziewczyna kiwa w geście zrozumienia głową - Dawno ze sobą nie rozmawiałyśmy. Co u ciebie słychać? - siadam niedaleko niej na krześle pod ścianą obok lady
- Po staremu. Ciągle mam jakieś sprawy do załatwienia. - wstaje ze swojego fotela i siada obok mnie na krześle obok - Mercedes, posłuchaj. - jest trochę speszona, więc przeczuwam, że chodzi o jakąś poważniejszą sprawę - Ostatnio zauważyłam, że ty i pan Styles spędzacie ze sobą dużo czasu, oczywiście nie mówię tutaj tylko o pracy. Jakiś czas temu widziałam, jak wychodziliście z pokazu mody, na który byliście zaproszeni. Nie pomyśl sobie, że was śledziłam. Mieszkam niedaleko tego budynku i jak wracałam do domu to was zauważyłam. - zapewnia mnie - Czy dobrze widziałam, że pan Styles cię obejmował? - od razu po usłyszeniu jej słów robi mi się gorąco, czuję, jak na moje policzki mnie pieką. Nikt nie może się dowiedzieć o tym, co między nami zaszło
- Było strasznie zimno. - odpowiadam jąkając się - Nie wzięłam ze sobą żadnego płaszcza, a pan Styles nie chciał, bym zmarzła.
- Rozumiem. - kiwa delikatnie głową - Jest jeszcze jedna sprawa, którą chciałabym, żebyś mi wyjaśniła. - zaczyna niepewnie. Mogę być pełna obaw, że Tori coś o nas wie - Widziałam was, jak się całowaliście. - moje serce natychmiastowo przyspiesza, nikt nie powinien widzieć nas razem. To, co między nami się wydarzyło nie powinno ujrzeć światła dziennego
- Gdzie? Kiedy? - pytam nerwowo, moje dłonie zaczynają się pocić, powoli trzęsę się z przerażenia tym, co zaraz mi powie
- To było już dawno, nie pamiętam. Gdy chciałam wejść do gabinetu zobaczyłam, jak pan Styles trzyma ciebie bardzo blisko. Doskonale widziałam, jak całowaliście się. Wiem, że to mogło się przytrafić przez przypadek, ale kiedy zobaczyłam, jak obejmuje cię postanowiłam cię o to zapytać. - robi mi się jeszcze goręcej, niż przed chwilą. Nerwowo przełykam ślinę, dłonie są bardzo zimne, jednak pocą się i trzęsą - Chciałam ci to powiedzieć, byś nie miała przez nikogo kłopotów, jeśli ktoś by to zobaczył.
- To był przypadek, prawie przewróciłam się potykając o własne nogi, a pan Styles po prostu mnie złapał. To był czysty przypadek.
- Rozumiem, po prostu nie chciałam byś miała kłopoty. - uśmiecha się przyjaźnie, przez co rozluźniam się - Mercedes, czy coś się między wami dzieje? Pytam tylko z ciekawości, bo znam pana Styles'a dość dobrze i wiem do czego jest zdolny wobec kobiet.
- Absolutnie nie. - zaprzeczam kilkoma kiwnięciami głowy - Muszę wracać. Powinnam porządkować papiery. - żegnam się z brunetką i tym samym przerywam rozmowę, by przypadkiem do moich uszu nie doszły inne informacje, które mogłyby nam zaszkodzić. Po cichu wchodzę do gabinetu zamykając za sobą drzwi. Gdy tylko znikam w gabinecie mój organizm wraca do zdrowia. Przestaję się trząść i być nerwowa. Harry nadal śpi, więc zajmę się pracą, by odprężyć się. Podchodzę do jego biurka i siadam na wygodnym fotelu. Z szuflady wyjmuję jego notes, by sprawdzić, czy nie mamy jakiś spotkań na najbliższe dni.
 
~*~
 
Do moich uszu dociera dźwięk ziewania i powolnego podnoszenia. Unoszę wzrok zza notesu na źródło dźwięku. Harry właśnie się obudził. Mozolnym ruchem wstaje do pozycji siedzącej. Przeciera dłońmi oczy, by nabrały ostrości. Kiedy tylko odkręca się w moją stronę spuszczam wzrok na kartki notesu. Złość spowodowana wczorajszym zajściem powróciła do mnie. Z wyraźnym gniewem przekręcam kolejne kartki. Adrenalina w moich żyłach powoduje, że jestem gotowa do jakiejkolwiek konfrontacji. Nerwowo stukam paznokciami o biurko. Nie mam ochoty z nim rozmawiać, dla mnie wszystko jest jasne i nie trzeba tego tłumaczyć. Przestał cały dzień, więc niedługo będę mogła wyjść z biura do domu. Na zewnątrz zrobiło się już ciemno i zimno, więc moja zmiana dobiega końca
- Dobry wieczór. - unoszę swój wzrok do góry, jednakże natychmiastowo go spuszczam, gdy spotykam się z jego spojrzeniem
- Dobry wieczór. - odpowiadam gburowato. Zerkam na zegarek w telefonie, by sprawdzić godzinę. Właśnie skończyłam pracę. Wstaję z fotela zabierając telefon, który wkładam do torebki. Zakładam na siebie płaszcz i szybko zapinam wszystkie guziki
- Możemy porozmawiać?
- Nie. - odpowiadam bez ogródek. Z torebką zawieszoną na rękach wychodzę pośpiesznie z gabinetu kierując się do samochodu.
 
~*~
 
Zbliżając się do domu zauważam obcy samochód stojący niedaleko mojej bramy. Parkuję samochód na chodniku, następnie wychodzę z pojazdu. Ciemność ogarniająca okolicę powoduje, że nie widzę osoby, która kręci się przy drzwiach. Wchodzę przez furtkę. Po kształcie ciała widzę, że to mężczyzna. Powoli i niepewnie zbliżam się do osoby znajdującej się na podwórku
- Czy mogę w czymś pomóc? - pytam, wciąż nie widzę osoby, która wtargnęła tu
- Chciałem porozmawiać i nic mnie do tego nie powstrzyma. - znajomy głos, Harry. Podchodzę bliżej orientując się, że miałam rację
- Co ty tu robisz o tej porze? Nie mogłeś poczekać do jutra? Poza tym nie mam ochoty na rozmowę z tobą.
- Ale ja mam ochotę, by z tobą porozmawiać i wyjaśnić parę spraw. - kompletnie ignoruję go kierując się do drzwi. Czując na sobie jego wzrok wyjmuję kluczyki, którymi otwieram drewnianą powłokę. Próbuję zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, jednak jest szybszy
- To niegrzeczne zamykać komuś drzwi przed nosem, gdy ta osoba chce wejść. - jest zirytowany moim zachowaniem
- To niegrzeczne, gdy osoba próbuje się wprosić do domu osoby, która nie chce rozmawiać z tą osobą. - gniew, który pojawił się w oczach zaczyna budzić we mnie strach. Silnymi dłońmi mocno ściska drzwi. Nie chcąc czekać wchodzi do środka. Rozbieram się ignorując go. Złość w jego oczach wypala we mnie dziurę, gdy kieruję się do sypialni - Zatrzymaj się do jasnej cholery. Chcę tylko porozmawiać. - mówi przez zaciśnięte zęby. Jest na tyle wściekły, że trzaska mocno za sobą drzwiami, przez co wzdrygam się ze strachu - Daj mi to wszystko do kurwy nędzy wyjaśnić. - mocno zaciska szczękę, przez co wyraźnie zarysowuje się na jego twarzy
- Wyjdź z mojego domu, ale już. - mówię denerwując się, a zarazem bojąc jego reakcji na moje słowa
- Wydaje mi się, że czegoś nie dokończyliśmy, ale zaraz nadrobimy zaległości. - mówi zdejmując z siebie marynarkę i rzucając ją gdzieś obok siebie. Cofam się, gdy tylko z impetem wbija się w moje wargi. Jego siła napierająca na mnie powoduje, że opadam na łóżko równocześnie nie chcąc tego. Rozsuwa moje nogi, by znaleźć się pomiędzy nimi. Łapie za moje nadgarstki i mocno przyciska je do materaca. Siłą zabiera pocałunek. Cicho jęczę, by wypuścił moje usta. Swoimi wargami kieruje się na szyję, przez co odzywam się
- Proszę, przestań. - moje słowa niczym nie skutkują, schodzi coraz niżej - Dobrze, porozmawiajmy!
- Będziesz współpracować? - unosi głowę na wysokość mojego wzroku, kiwam głową - Grzeczna dziewczynka. - odsuwa się ode mnie, przez co przestrzeń między nami jest większa. Nie trwa to jednak długo, gdy tylko odsuwam się od niego, łapie mnie w talii i stawia na swoich kolanach - Gramy na moich zasadach. Masz mi patrzeć w oczy. - nie odzywam się, więc kontynuuje - To, co powiedziałem zeszłego wieczora było nieprawdą. Zayn ciągle wciska mi różne bzdury, więc musiałem tak powiedzieć, by dał spokój.
- I ja mam w to wszystko uwierzyć? Zabawiłeś się moim kosztem.
- Nie prawda. - mówi mocno zaciskając szczękę, zaczyna się denerwować - Mówię prawdę. Chciałem, by dał mi spokój.
- Tak? Więc dlaczego ciągle próbujesz mnie całować, dotykać? Chodzi ci tylko wyłącznie o seks.
- Do jasnej cholery zacznij mnie słuchać! - powoli brakuje mu cierpliwości na to, co mówię - Nie okłamałbym cię przecież. Mogę ci to udowodnić kiedy tylko chcesz.
- Dobrze, udowodnij.
- Z przyjemnością. Zapraszam cię jutro na kolację. Udowodnię ci, że nie chodzi mi tylko o seks. Jeszcze zmienisz zdanie.
 
_______________________________
 
Od piątku zaczynają mi się ferie, więc mam nadzieję, że będę miała czas na pisanie rozdziałów :)
Przepraszam, że rozdział tak późno, ale sami wiecie jak to jest pod koniec semestru.
 
Komentujcie! :)

piątek, 2 stycznia 2015

37. Poprowadź nas.

Zostaliśmy zaproszeni na pokaz mody. Harry musi na nim być, jako ważny biznesmen. Ja, jako jego asystentka powinnam mu towarzyszyć. Nie mam żadnej ochoty, by tam iść, jednak Harry nalegał. Mimo, że jestem kobietą nie lubię tego typu imprez. Wolałabym spędzić ten wieczór z kocem, kakaem i jakimś dobrym filmem, chociażby sama. Stosownie do okazji ubrałam czarną sukienkę sięgającą mi do połowy ud z białym kołnierzykiem, bez rękawów, Harry postawił na czarny garnitur. Jest późny wieczór. Wszystko dookoła ogarnęła ciemność. Temperatura znacznie spadła, niedługo zmarznę, jeśli nie założę czegoś na siebie. Miejsce pokazu znajduje się niedaleko mieszkania Harry'ego, zatem byłoby głupio jechać samochodem tylko na kilka metrów. Wiedząc, że to niedaleko nie wzięłam żadnego nakrycia, by czymś się okryć. Brunet ułożył rękę na brzuchu w taki sposób, bym mogła za nią złapać. Wchodzimy po schodkach do wejścia, aby znaleźć się w zatłoczonym pomieszczeniu. Z pewnością znajdują się tutaj wysokiej klasy biznesmeni, ludzie ważni w świecie biznesu. Czuję się nieco przytłoczona będąc tutaj. Wszyscy witają Harry'ego z otwartymi rękoma. Trzymam się z tyłu, żeby zbytnio się nie wychylać. Nie jestem zbyt szczęśliwa z mojej obecności tutaj. Patrząc na kobiety tu obecne mogę stwierdzić, że strasznie ślinią się do Harry'ego. Czuję lekkie ukłucie, jednak ignoruję to, gdy podchodzi do nas jakiś mężczyzna
- Witam pana, panie Styles. Dobrze, że dotarliście. - mężczyzna jest w wieku Harry'ego, być może odrobinę starszy. Ubrany w biały, gustowny garnitur, na jego twarzy widać kilkudniowy zarost, brunet z zielonymi oczami - A pani jest zapewne asystentką?
- Mercedes Williams. - przedstawiam się, gdy przenosi swoją uwagę na mnie. Z uśmiechem podaje mi dłoń, bym uścisnęła ją
- Miło mi, Devon Evans. - uśmiecha się przyjaźnie ukazując zęby - Zapraszam na salę główną. Mam nadzieję, że pokaz się spodoba. - żegna się z nami krótkim skinieniem głowy. Harry ciągnie za moją dłoń, aby ruszyła za nim. Wchodzimy do ogromnej sali, w której znajduje się już sporo gości. Nie mam pojęcia, gdzie są nasze miejsca, więc potulnie podążam za nim. Na środku sali znajduje się długa scena przeznaczona dla modelek. Przez ciemność panującą w pomieszczeniu nie widzę zbyt dużo. Tylko główna część jest doskonale oświetlona. Razem siadamy w pierwszym rzędzie, zapewne Harry chciał, byśmy tutaj siedzieli. Cała uwaga bruneta jest całkowicie skupiona na mnie. Nie interesuje się zbytnio innymi gośćmi. Powoli przybliża się do mojego ucha, by powiedzieć mi coś
- Podoba ci się? - nie wiedząc co odpowiedzieć wzruszam obojętnie ramionami. Niezbyt mi się to podoba, jednak nie chcę psuć mu nastroju. W pewnej chwili wszystkie boczne światła oświetlające wnętrze gasną zwiastując rozpoczęcie pokazu.
 
~*~
 
Pokaz dobiegł końca. Nie jestem w stanie określić, czy podobało mi się, czy nie. Przez większą część pokazu siedziałam na swoim miejscu patrząc na chodzące po wybiegu modelki nie zastanawiając się nad tym, co mają na sobie. Nie mogąc usiedzieć w miejscu udałam się do łazienki, by chociaż na chwilę odetchnąć od hałasu i świateł. Byłabym zadowolona, gdyby nie to, że zostaliśmy zaproszeni na bankiet. Czuję się osaczona przy tych wszystkich ludziach. Dookoła otaczają nas reporterzy robiący milion zdjęć na minutę. Światła wszystkich fleszy drażnią moje oczy. Staram trzymać się blisko Harry'ego, aby przypadkiem go nie zgubić. Nie chcę zostać sama wśród tylu nieznanych mi osób. Nie czuję się tu zbyt komfortowo. Tak, jak wspominałam, wolałabym spędzić ten wieczór robiąc co innego. Mój wyraz twarzy mówi sam za siebie, nie jestem zadowolona. Kieruję wzrok na stojącego obok mnie bruneta. Widzi, że coś jest nie tak. Uśmiecha się unosząc wysoko kąciki ust do góry, po czym chwyta za moją dłoń i ciągnie w kierunku tłumu. Nie mam pojęcia, gdzie mnie prowadzi. Postanawiam, że zaufam mu i dam pociągnąć się za jego śladem. Większa część gości nie zwraca na nas uwagi, gdy przepychamy się między tłumem. Staram się za nim nadążać, jednak jest to trudne, gdy mam na swoich nogach wysokie szpilki. Nie jestem pewna, co kombinuje. Po krótkiej chwili dochodzimy do dużych drzwi z napisem 'Wyjście'. Harry naciska na klamkę, by otworzyć je. Wychodzimy na zewnątrz. Moje ciało automatycznie zaczyna się trząść z zimna
 - Gdzie idziemy? - pytam pocierając swoje przedramiona, żeby jakoś ogrzać dygoczące z zimna ciało
- Wracamy do domu. - mówi uśmiechając się pod nosem - Zauważyłem, że nie czułaś się tam zbyt komfortowo, więc wracamy. - nadal nie przestaje się uśmiechać. Widząc, że trzęsę się z zimna zdejmuje swoją marynarkę, którą zakłada na moje ramiona
 - Nie, zmarzniesz. - chcę zdjąć z siebie jego marynarkę, jednak od razu zaprzestaje moim ruchom
 - Nie, tobie bardziej się przyda. Nie jest aż tak zimno. - przewracam oczami nie zgadzając się z nim. Zapomniałam, że to on zawsze ma racje i nie można się z nim sprzeczać. Nawet wtedy, gdy nie ma racji. Spokojnym krokiem kierujemy się do jego domu. Nadal dygoczę z zimna, jednakże powoli ogrzewam się jego marynarką. Do moich nozdrzy dociera zapach jego męskich perfum. Niemal zatracam się w tym pięknym zapachu. Ze wszystkich stron otacza nas ciemność. Jedynym źródłem oświetlenia są uliczne lampy. Niska temperatura sprawiła, że większość ludzi schowała się przed zimnem w swoich domach. Słychać stukot moich obcasów o chodnik. Czuję na swojej talii rękę Harry'ego, który przybliżył się do mnie. Zdziwiony wzrok kieruję na wyraźnie spokojną twarz bruneta
 - Będzie cieplej. - nieco zakłopotana jego spojrzeniem odkręcam wzrok. Nastaje cisza. Obydwoje cieszymy się ze spokoju panującego w okolicy. Uwielbiam wieczory, jednakże wolę je spędzać w ciepłym, przyjemnym domu. Ciągle mam wrażenie, jakby ktoś podąża za nami. Powoli zbliżamy się do wieżowca, w którym mieszka Harry. Otwiera mi drzwi, bym jako pierwsza weszła do środka. Wchodzimy do windy. Wyprzedzam bruneta i z zwycięską miną naciskam na guzik z ostatnim piętrem. Mężczyzna tylko przewraca oczami i uśmiecha się pod nosem nie chcąc mi pokazać swojego uśmiechu. Drzwi windy otwierają się przed nami. Kierujemy się do mieszkania Harry'ego. Brunet wyjmuje kluczyki ze swojej kieszeni, którymi otwiera drzwi. Jak zwykle wpuszcza mnie pierwszą do środka. Zdejmuję buty, po czym odstawiam je w miejsce, aby zbytnio nie przeszkadzały. Gestem ręki pokazuje, bym weszła do salonu. Wchodzę w głąb mieszkania do pomieszczenia, które wskazał mi, by usiąść na wygodnej kanapie
 - Pewnie nie cieszysz się z tego, że tak szybko wyszliśmy? - zdejmuję marynarkę, którą odkładam na bok. Nie słyszę odpowiedzi, zamiast tego cichą, romantyczną muzykę. Zaskoczona wstaję z kanapy. Widzę Harry'ego zbliżającego się w moim kierunku
- Żałuję tylko jednego. - podchodzi bliżej mnie zmniejszając całkowicie dystans między nami. Łapie za moją dłoń, następnie wyciąga na środek pomieszczenia. Nasze klatki piersiowe stykają się ze sobą, oddychamy w równym tempie. Zaczynamy wolno poruszać się w rytm spokojnej i cichej muzyki. Nieco zakłopotana uciekam od niego wzrokiem - Podoba mi się to że cała twoja pewność siebie znika, kiedy jesteś przy mnie. To strasznie denerwujące, a zarazem pociągające, wiesz? - nic nie odpowiadam. Harry opuszcza mnie jedną ręką, a drugą zakręca moim ciałem, abym obróciła się wokół własnej osi. Odwraca mnie do siebie plecami, bym opierała się o jego tors. Obejmuje moje ciało trzymając dłonie na biodrach - Podoba ci się? - szepcze cicho do mojego ucha
- Jest w porządku. - odpowiadam. Odgarnia moje włosy, by mieć dostęp do szyi. Składa na niej pojedyncze, mokre pocałunki. Na ciele pojawia się gęsia skórka związana z dotykiem jego warg. Wzdycham cicho, co skutkuje z uśmiechem Harry'ego. Odwracam się w jego stronę. Brunet powoli przybliża się do mnie wargami, jakby prosi o pozwolenie. Gdy nie widzi żadnego znaku zaprzeczenia złącza nasze usta razem. Tym razem nie jest to zwykły całus, tym razem zatrzymuje się na dłużej. Rozchyla moje wargi, by włożyć do mojego wnętrza swój język. Nie mam pojęcia dlaczego, ale w żadnym wypadku nie mam zamiaru przerwać tego pocałunku. Unosi mnie, bym oplotła swoje nogi wokół jego pasa. Rękoma oplatam jego szyję, bym nie wyślizgnęła mu się z rąk kontynuując pocałunek. Zaczyna kierować się powoli do jednego z pokoi. Otwiera drzwi jedną nogą. Temperatura jest nieco niższa, niż w całym mieszkaniu, więc automatycznie na całym moim ciele pojawia się gęsia skórka spowodowana zimnem. Nie przerywając pocałunku siada na miękkim materiale. Nie otwierając oczu zgaduję, że jesteśmy w jego sypialni. Miękkie usta Harry'ego zmieniają swój kierunek na moją szyję. Moje dłonie kierują się na jego tors w poszukiwaniu guzików od koszuli. Bez problemu zaczynam odpinać kolejno każdy guzik. Gdy wszystkie zostają odpięte zdejmuję koszulę z jego ramion. W pewnej chwili do pokoju dochodzi dźwięk dzwonka do drzwi
- Cholera. - przeklina cicho na chwilę odrywając swoje usta od mojej szyi - Nikogo nie ma w domu. - uśmiecham się pod nosem z charakterystycznym westchnieniem. Natarczywa osoba nie daje za wygraną. Ponawia naciskanie na dzwonek. Harry opada na łóżko, ani myśli, żeby iść otworzyć drzwi. Osoba, która nam przerwała odpuściła, jednak kolejną rzeczą, która nam przeszkadza jest dzwoniący telefon Harry'ego. Zrezygnowana oddalam się od niego i siadam na brzegu łóżka
- Odbierz ten telefon. - zgodnie z moim poleceniem idzie po swój telefon do salonu. Opadam bezwładnie plecami na miękką pościel. Po krótkiej chwili do sypialni wraca wyraźnie zdenerwowany Harry - Kto dzwonił?
- Zayn, muszę mu otworzyć. Nie wie, że tu jesteś. Musisz się schować, nie może wiedzieć, że tu jesteś. Najlepiej nie wychodź stąd. - bierze koszulę z podłogi, którą zakłada, następnie wychodzi z pokoju zamykając za sobą drzwi. Siadam spokojnie na podłodze na wypadek, gdyby Zayn wszedł do pokoju i nie zauważył mnie
- A jak układają się wasze sprawy z Mercedes? - słysząc swoje imię od razu prostuję się. Zaciekawiona tematem ich rozmowy na mój temat podchodzę do drzwi i cicho otwieram je, by słyszeć - Nadal to ma być tylko układ, czy coś więcej?
- Nic z tego nie będzie, Zayn. Nadal próbujesz złapać mnie na kłamstwie? - mówi szeptem, zapewne, bym nic przypadkiem nie usłyszała
- Przyznaj się, że zaczynasz coś czuć do niej. - robi mi się cieplej, jednak za chwilę robię się zdenerwowana i zmieszana
- To tylko seks, mówiłem ci już. Nic dla mnie nie znaczy, ani nic nie będzie znaczyć. Jest na tyle głupia, że zaufała mi. - czuję ukłucie w sercu, jednak to nie koniec - Zależy mi tylko na seksie, zrozum mnie i przestań się wtrącać w moje życie.
- Jasne, widać co innego. Przyszedłem ci przekazać, że twój ojciec prosił mnie, bym przekazał ci, żebyś się z nim skontaktował. Ostatnio nie można się do ciebie dodzwonić. - po tych słowach słyszę trzask drzwi. Zaczyna we mnie wrzeć od wściekłości, jednocześnie do moich oczu cisną łzy. Chciał mnie tylko wykorzystać dla swoich celów. Chciał tylko seksu, a ja byłam idiotką ufając mu
- Mercedes? - drzwi otwierają się, a do pokoju wchodzi Harry. Wydaje się, jakby próbuje ukryć to, co przed chwilą się stało
- Tylko seks, tak?! - wstaję ze swojego miejsca od razu wszczynając awanturę - Chciałeś mnie tylko wykorzystać!
- Nie, Mercedes to nie tak. - próbuje się bronić unosząc ręce ku górze w geście obronnym
- Wszystko słyszałam! Jesteś największym dupkiem, jakiego znam! Nienawidzę cię! - odpycham go, by móc wyjść z pokoju. Szybkim krokiem kieruję się do wyjścia, jednak zostaję zatrzymana niedaleko drzwi przez bruneta
- Mercedes, poczekaj. Wyjaśnię ci to.
- Nie ma tu czego wyjaśniać. - z moich oczu płyną łzy, głupie łzy - Chciałeś mnie tylko wykorzystać. Na to nie ma wytłumaczenia.
- Nic nie rozumiesz, daj mi wyjaśnić.
- Nie, daj mi spokój. - ubieram buty, po czym szybko wybiegam z mieszkania.
 
_______________________________
 
Rozdziały są strasznie krótkie, ponieważ są jeszcze sprzed mojej przerwy. Staram się pisać dłuższe. Zostało mi malutko rozdziałów w zapasie, jednak nie oznacza to zakończenia tego fanfiction. 
Rozdziały będą się pojawiały w dłuższych odstępach czasu, ale na pewno nie jeden rozdział na kilka tygodni :) Wracam do pisania! Obawiam się, że straciłam czytelników, wcześniej było ich znacznie więcej :( Mogę za to winić siebie i moje lenistwo.

Trzymajcie się, do następnego :)

środa, 24 grudnia 2014

36. Hipoteza potwierdzona.

Harry's P.O.V.
 
Stoję w swoim gabinecie przodem do okna. Moje myśl są całkowicie pochłonięte przez jedną osobę, Mercedes. Czuję się jakoś dziwnie, inaczej. Czuję się, jakby niezadowolony z tego, co wczoraj zrobiłem, co wczoraj powiedziałem i do czego się posunąłem. Mogłem przecież ją stracić. Mogła się wystraszyć, mogła przestać mi ufać i oddalić się przez to ode mnie. Wcześniej nie przeszkadzało mi to, że jakaś asystentka mogła odejść z tego powodu. Teraz jestem innego zdania. Chciałbym to wszystko rozegrać jeszcze raz. Nagle słyszę mocne pukanie do drzwi. Krzyczę głośne 'Proszę!', by osoba za drzwiami usłyszała i weszła do środka
- Witaj, Harry. - do gabinetu wchodzi Zayn, mój przyjaciel. Odwracam się do niego w połowie przodem. Zayn wydaje się być zdziwiony brakiem Mercedes, bo rozgląda się po pomieszczeniu w poszukiwaniu osoby, która zwykle mi towarzyszy - A gdzie Mercedes? - wzdycham głośno. Podchodzę do swojego biurka i siadam na fotelu opierając się rękoma o blat. Zginam ręce w łokciach i dłońmi podtrzymuję głowę - Zwolniła się? - pyta, gdy nie odpowiadam na zadane przez niego pytanie
- Po prostu nie przyszła jeszcze do pracy. Może się trochę spóźnić. - swój wzrok skupiam na jednym punkcie na podłodze
- A jak sprawy układu? - przenoszę wzrok na niego. Brunet stoi w lekkim rozkroku z rękoma splecionymi na piersi. Jego wyraz twarzy jest bardzo wnerwiający. Odchodzę od niego wzrokiem, by nie domyślał się czegoś, czego nie powinien teraz wiedzieć - Przyjaźnimy się od paru dobrych lat. Widzę, że coś ukrywasz. - prycham cicho pod nosem - A może ty jednak coś czujesz do niej?
- Co?! Oczywiście, że nie. Mercedes jest tylko moją asystentką, nikim więcej. - mówię, jakbym sam nie wierzył w prawdziwość swoich własnych słów, jakbym nie był przekonany do tego, co mówię, jakby okłamuję sam siebie tymi słowami
- Wiesz, że mnie nie oszukasz? Widzę ten błysk w twoim oku, to szczęście na twojej twarzy, kiedy mówisz o niej, albo cokolwiek o niej wspomnę. Oczu nie oszukasz, Harry. One zawsze mówią prawdę. - powoli zaczyna denerwować mnie swoimi hipotezami
- Przyszedłeś mi prawić kazania, czy coś w tym stylu? - staram się uciąć temat, jednak wiem, że Zayn tak łatwo nie odpuści
- Kazania. - prycha pod nosem - Mówię ci tylko jak jest, jak ja to widzę. - w pewnej chwili do gabinetu niespodziewanie wchodzi Mercedes. Wydaje się być speszona i zdziwiona obecnością Zayn'a - Dobra, zbieram się. Do zobaczenia. - cofa się, następnie wychodzi z gabinetu. Przechodząc obok Mercedes odzywa się jeszcze - Witaj, Mercedes. - brunetka stoi nieśmiało przy drzwiach ze splecionymi rękoma z tyłu za plecami. Ogromną sprawia mi radość tym, że w mojej obecności traci swoją pewność siebie
- Podejdź, nie ugryzę cię. - wstaję z fotela. Podchodzę do przedniej części biurka i opieram się o nie tyłem, ręce splatam na piersi - Jesteś nieco później, niż zwykle. - nie odpowiada, zamiast tego nieśmiało skupia się jednym punkcie na podłodze - Mniejsza o to. - odpycham się od biurka i siadam z powrotem na fotelu - Dziś czeka nas dużo pracy. Musimy nadrobić zaległości.
 
Mercedes P.O.V.
 
Po skończonej pracy jedziemy windą na sam dół do podziemnego parkingu. Harry zaproponował mi odwiezienie mnie bezpiecznie do domu, mimo mojej stanowczej odmowy. Znowu pracowaliśmy do późnej godziny, a o tej porze na pewno nie złapałabym taksówki. Zrobiło się strasznie ciemno, drogę oświetlają nam tylko światła na sufitach parkingu. Mam ze sobą czarny płaszcz, mimo to, jest mi strasznie zimno. Niemal trzęsę się z zimna. Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł, by odwoził mnie do domu. Moje wątpliwości są związane z układem, który wstrząsnął moją psychiką. Idąc w kierunku jego samochodu natrafiamy na idącego w naszym kierunku Sean'a. Widząc go szybko chowam się nieco za Harry'm, czując się bardziej bezpieczna. Sean bez zawahania toruje nam drogę
- Myślałem, że poprzednim razem wystarczająco ci przypomniałem, że masz się trzymać z dala od mojego biura.
- Jak widzisz jestem tu. - brunet stoi kilka metrów od nas. Pewny siebie chowa lekceważąco dłonie do kieszeni swoich spodni - Widzę, że sprawy układają się po twojej myśli, mam rację? Mercedes wypróbowała już twoje możliwości? - unoszę swój wzrok ku górze na twarz Harry'ego. Dostrzegam, że powoli zostaje wytrącany z równowagi, którą stara się utrzymać. Na pewno nie chce, by odgłosy ich konwersacji ktokolwiek usłyszał. Próbuje się powstrzymać od pobicia go. Widzę, jak jego mięśnie napinają się gotowe do bezpośredniej konfrontacji z Sean'em - Powinieneś lepiej dbać o swoje prywatne sprawy. - podchodzi bliżej nas nadal trzymając ręce w kieszeni, stoi niecały metr od Harry'ego - Twoją kolejną dziwką okazała się Mercedes? - najwidoczniej Harry'emu puściły wszystkie hamulce, które powstrzymywały go od rzucenia się z pięściami na bruneta. Z ogromną siłą uderza Sean'a w twarz w skutek czego upada na ziemię z zakrwawionym nosem. Wystraszona ogromnej siły Harry'ego i widokiem zakrwawionej twarzy Sean'a oddalam się od tej dwójki z przestraszonym wyrazem twarzy. W tej chwili moje ciało nie trzęsie się z zimna, tylko przerażenia
- Nazwij ją suką jeszcze raz, a połamię ci kark. - nerwy Harry'ego sprawiają, że podnosi go z ziemi i łapie za kołnierz od jego poplamionej przez krew koszuli - zakrywam przerażona usta dłonią, gdy Harry uderza go ponownie pięścią w twarz
- Każdej swojej suki tak broniłeś? - mimo bólu, jaki sprawił mu Harry uśmiecha się, by bardziej go rozzłościć. Niemal piszczę z przerażenia, gdy rzuca jego ciałem o twarde podłoże. Z nosa bruneta kapie coraz więcej krwi. Harry dysponuje ogromną siłą, którą może go zabić. Jeśli nie odciągnę go od niego, zabije go. Przerażenie sprawia, że nieruchomieję
- Harry, zostaw go! - odważam się wypowiedzieć to krótkie zdanie. Podbiegam do nich próbując odciągnąć wściekłego Harry'ego od pół przytomnego Sean'a - Zabijesz go! - łapię rękoma za jego barki skutecznie odciągając go. Może to dziwnie zabrzmi, ale jakby mój dotyk uspokoił go na tyle, by zostawić zakrwawionego Sean'a w spokoju. Ciężko oddycha, jednak powoli uspokaja się. Do moich uszu dociera dźwięk biegu. Po chwili pojawia się dwóch ochroniarzy, którzy za skinieniem Harry'ego zabierają Sean'a - Co oni robią?
- Zabierają go stąd. Doskonale wiedzą, że musimy się go pozbyć. Zostanie ukarany za to, co zrobił tobie i jednocześnie mi. - nadal przerażona stoję w bezruchu. Ciało nadal trzęsie się, jednak w tej chwili jest to znośne.
 
~*~
 
Zapalam światło, by rozświetliło pomieszczenie. Zdejmuję płaszcz, który wieszam na wolnym wieszaku. Buty odkładam do szafki
- Wszystko w porządku? - odwracam się przodem do bruneta - Przez całą drogę nie odezwałaś się ani słowem. - nie odpowiadam, zamiast tego kieruję się do sypialni z zamiarem zmiany ubrań. Gdy przekraczam prób pokoju zostaję zatrzymana przez silny dotyk Harry'ego oplatający mój nadgarstek - Mercedes, poczekaj. - odtrącam jego dotyk poprzez lekkie wyszarpnięcie. Staję przodem do jego osoby, dłońmi pocieram zmarznięte przedramiona - Przepraszam za to, co widziałaś. Nie wiem, co we mnie wstąpiło.
- Mogłeś go zabić.
- Wiem, ale nazwał cię 'dziwką'. - ostatnie słowo akcentuje z wstrętem do tego wyrazu - Nigdy nie pozwolę na to, by ktokolwiek nazywał cię w ten sposób. - w moim ciele budzi się jakieś uczucie. Czuję jakieś dziwne uczucie w brzuchu - Nie chcę, by ktokolwiek cię tak nazywał. - w pewnej chwili całe przerażenie tym, co stało się niedawno znika. Znika cały strach, który pojawił się niespodziewanie. Gdyby nie nazwał mnie dziwką na pewno Harry nie uderzyłby go. Starałby się uniknąć pobicia, bo byliśmy na terenie jego biura i ktoś mógłby zawiadomić policję. Pobił go w mojej obronie. Zrobił to, by mnie obronić. Żaden mężczyzna nigdy nie zachował się wobec mnie w taki sposób. Nie wiedząc co robię podchodzę do niego. Staję na palcach, by dosięgnąć jego twarzy. Składam na jego wargach delikatny, czuły pocałunek w podziękowaniu za to, co zrobił. Może to dziwnie zabrzmiało, jednak zrobił to w mojej obronie. To wystarczające usprawiedliwienie. Delikatne muśnięcie wydaje się być dla niego niewystarczające, ponieważ jeszcze raz zbliża się do moich ust tym razem zatrzymując się na trochę dłużej. Dłońmi łapie za moje ramiona mocniej przyciskając moje ciało do swojego. Powoli i z czułością pociera swoje wargi o moje. Robi to w niemal uzależniający sposób. Unosi podbródek, by mieć większy dostęp. Staram utrzymywać się na nogach, ale robią się jak z waty. Harry widząc, że prawie osuwam się na podłogę podtrzymuje moje ciało silnymi rękoma. Czuję się jak nastolatka, która zostaje pocałowana przez chłopaka, który tak bardzo się jej podoba. Odsuwam się na kilka milimetrów od twarzy Harry'ego. Powoli otwieramy oczy. Uśmiechamy się cicho wzdychając pod nosem.
 
 
________________________  
 
Wesołych świąt i szczęśliwego Nowego roku! ♥
Dodaję rozdział jako taki mały prezent :)

Nie wiem, czy to już powrót, ale obiecuję, że wrócę :)
Trzymajcie się! :)

Zostało was chociaż trochę?
30 komentarzy?

poniedziałek, 24 listopada 2014

35. Między sercem, a rozumem.

Harry's P.O.V.
 
Po kilku dniach wracamy do biura. Wszystko wydaje się takie, jak dawniej. Sean nie pokazywał mi się na oczy przez te kilka dni. Wydaje się, że odpuścił na dobre po mojej krótkiej wizycie. Dostrzegam, że Mercedes jest jeszcze trochę roztrzęsiona, jednakże nie tak bardzo, jak w dniu, gdy zabrałem ją z jej domu. Stan, w jakim ją zastałem z niewiadomych przyczyn niemal nie złamał mi serca. Czuję się niesamowicie źle, gdy tylko wspomnę tamten moment. Nie mam pojęcia dlaczego towarzyszą mi takie uczucia związane z tamtym incydentem? Czuję w sobie ból, przygnębienie i uczucie porażki, gdy tylko widzę łzy spływające po jej policzkach. Przecież Mercedes jest dla mnie nikim ważnym, nie powinienem tak się czuć, tym bardziej o tym myśleć. Każda rzecz, która jest związana z Mercedes powoduje we mnie jakieś dziwne uczucia. Czuję się, jakbym chciał ją chronić, być przy niej, kiedy tylko by tego potrzebowała. Nie znam tego uczucia, więc nie wiem w jaki sposób je określić. Jak ono się nazywa? Zresztą, mniejsza z tym. Wszystko powoli wraca do normy. Podczas, gdy ona porządkuje dokumenty, myślę nad propozycją swojego układu. Zastanawiam się nad doborem odpowiedniej chwili. Ten układ jest mi na rękę. Każdego wieczora miałbym ją tylko dla siebie. Mógłbym ją całować, dotykać bez żadnego oporu z jej strony. Byłaby cała moja, w każdej chwili, kiedy tylko bym chciał. W biurze mógłbym ją całować, nawet, gdybym miał świadomość, że ktoś w każdej chwili może nas nakryć. Zawsze istnieje ryzyko na przyłapaniu naszej dwójki. Wiem także, że Mercedes na pewno będzie się opierała, będzie nie pewna. Nie zechce się od razu zgodzić. Z pewnością będzie się wahała. Przez ten czas, w którym się poznawaliśmy, zaufała mi. Wiem, że ufa mi i zamierzam to wykorzystać. Wykorzystam to, że mi ufa, byleby zgodziła się na mój chory układ. Nasze relacje każdego dnia zmieniają się, więc jestem dobrej myśli
- Dlaczego mi się tak przyglądasz? - wyrywam się ze swoich myśli i zwracam uwagę na jej twarz, patrząc szczególnie w oczy
- Tak tylko się zamyśliłem. - wzruszam ramionami, następnie wracam do swojej pracy. Kiedy spoglądam jeszcze raz na jej twarz, ona uśmiecha się i szybko odwraca wzrok. Zauważam, że ostatnio zrobiła się dla mnie milsza. Częściej się uśmiecha. Dawniej nie robiła tego zbyt często, zwłaszcza w mojej obecności. Być może ostatnie wydarzenia sprawiły, że zbliżyliśmy się do siebie
- Czas na moją przerwę. Gdybyś mnie szukał, będę w firmowej restauracji. - uśmiecha się ostatni raz, zanim znika za drzwiami.
 
Mercedes P.O.V.
 
Przekraczam próg restauracji wchodząc do środka. Zajmuję miejsca z dala od innych gości niedaleko okna, by mieć chwilę spokoju. Oprócz mnie znajdują się tu także inni pracownicy. Kiwam głową do kelnera na znak, że zamawiam to, co zwykle. Odkładam torebkę na krzesło obok mnie. Wyjmuję telefon, by sprawdzić, czy nie dostałam przypadkiem jakiejś wiadomości. Po sprawdzeniu odkładam urządzenie na miejsce. Zauważam, że w moim kierunku zmierza dobrze znana mi osoba. Dookoła otaczają mnie inni pracownicy, więc jestem bardziej pewna siebie. Brunet siada naprzeciwko mnie. Uśmiecha się, jednak nie odwzajemniam tego gestu
 - Dawno się nie widzieliśmy. Muszę przyznać, że wyładniałaś przez ten czas. - przewracam oczami na jego idiotyczną wypowiedź
 - Co tu robisz? - splatam ręce na piersi, odwracam swój wzrok na obraz za oknem w geście lekceważenia jego osoby
 - Miałem do załatwienia parę spraw z twoim szefem. - opiera się wygodnie o krzesło, jedna ręka spoczywa na kolanie, a druga na stoliku - Jak układa ci się z szefem? - wracam do niego wzrokiem, pyta niespodziewanie całkowicie zbijając mnie z tropu. Myślałam, że będzie mu chodziło o co innego, niż moje relacje z Harry'm - Wiesz, najszczególniej chodzi mi o wasze relacje nie te w biurze.
- Nic nas nie łączy poza biurem. - nie mam zamiaru dzielić się z jego osobą naszymi relacjami spoza biura
 - Pamiętasz ten dzień, gdy mówiłem ci, żebyś uważała na te oczy biznesmena? - kiwam twierdząco głową - Gdy wszedłem do jego gabinetu, wydawał się jakoś dziwnie zamyślony. - opiera się obydwoma łokciami o stolik - Wydaje mi się, że szykuje coś dla ciebie.
- Co masz na myśli? - również opieram się o stolik w celu dowiedzenia się czegoś więcej i lepszego usłyszenia
- Mam na myśli to, że szykuje się coś, co spotkało wszystkie jego asystentki, Mercedes. - wstaje z krzesła, następnie wychodzi z restauracji. Zostawia mnie w głębokim zamyśleniu i zdziwieniu. Co miał na myśli mówiąc to? Opieram się o krzesło kompletnie zdezorientowana. Wszystko miesza się, gdy tylko pojawia się gdzieś obok. Wszystko, co mi mówi mąci mi w głowie. Kiedy tylko pojawia się, pojawiają się nowe informacje. Wie za dużo o Harry'm i jego przeszłości. Z pewnością, gdybym spytała go o dowolną rzecz z przeszłości Harry'ego, odpowiedziałby mi. Wszystko, co spotkało jego asystentki.
 
- Nie myślałam, że wszystko tak się skończy, Harry. - po twarzy blondynki spływają coraz to nowe łzy. Z trudem je powstrzymuje. Całe jej ciało trzęsie się. Z trudem wypowiada słowa, które tak bardzo bolą jej złamane serce - Myślałam, że...
- Źle myślałaś. - mówi ostrym, zdecydowanym głosem - Nic nas nie łączyło, oprócz seksu.
- Nie chcesz mnie w swoim życiu? - mężczyzna kiwa zdecydowanie głową, co powoduje głośny szloch blondynki. Zakrywa dłonią usta, by powstrzymać okropny dźwięk - Wykorzystałeś mnie. - szepczę cicho, jednak na tyle, by drań stojący przed nią usłyszał
- Nic dla mnie nie znaczyłaś. Nie chcę cię widzieć w swoim życiu. - mężczyzna nawet nie ma pojęcia, jak bardzo ją rani
- Nie liczy się dla ciebie to, że cię kocham? - próbuje powstrzymać wybuchające w niej emocje - Nie liczy się dla ciebie to, ile razem przeżyliśmy? Chcesz wszystko przekreślić? Tak po prostu? - pociera ramiona, by dodać sobie trochę otuchy
- Wszystko skończone. Nie chcę cię więcej widzieć, to koniec. Żegnaj. - mówi bez żadnego zawahania
- Wszystko skończone? - mówi szeptem sama do siebie - Zanim wyjdę, chcę ci coś jeszcze powiedzieć. - wyciera łzy z policzków - Kiedyś przyjdzie taki dzień, kiedy to ty zakochasz się bez opamiętania. Dzień, w którym zrozumiesz, jak bardzo skrzywdziłeś nas wszystkie. Zakochasz się na tyle, że bez tej osoby nie będziesz mógł nabrać oddechu. Przyjdzie taki dzień, kiedy to ty zostaniesz odtrącony w tak brutalny sposób. Ktoś wykorzysta ciebie. Poczujesz, jaki to ból. Życzę ci, żeby ten dzień nadszedł jak najszybciej. Życzę ci, żeby miłość twojego życia ujrzała w tobie potwora, jakim jesteś. Życzę ci, żebyś do końca życia gnił w samotności i cierpieniu, jakim nas obdarzyłeś. - po tych słowach wychodzi zostawiając go samego w gabinecie. Gnij w samotności i cierpieniu.
 
Po zjedzeniu lunchu wracam do gabinetu. Naciskam na klamkę, a drzwi ustępują. Widzę Harry'ego stojącego twarzą do dużego okna. Ręce ma splecione z tyłu. Stoi w lekkim rozkroku. Zamykam za sobą drzwi, następnie podchodzę do jego biurka
- Wróciłaś? - mówi nie odwracając się do mnie przodem. Odpowiadam krótkim 'mhm'. Odwraca się do mnie przodem, po czym podchodzi do mnie. Stoimy twarzą do siebie, góruje nade mną wzrostem, więc czuję się nieco zakłopotana jego wyższością
- Spotkałam Taylor'a w restauracji. Czego ode mnie chcesz? - uśmiecha się unosząc kącik ust do góry
- Układu. - tą odpowiedzią kompletnie wbija mnie w podłogę. Rozszerzam szeroko oczy, w geście mocnego zdziwienia. Stoi z wysoko uniesioną głową, jest strasznie pewny siebie, przez co czuję się nieśmiała. Śmieję się, jednak gdy widzę wyraz jego twarzy, przestaję
- Żartujesz sobie ze mnie?
- Nie. Nie chcę od ciebie związku, emocje i miłość to nie dla mnie, uwierz mi. - jego oczy sprawiają, że staję się bardziej nieśmiała
- Więc czego chcesz?
- Chce seksu, bo nasz poprzedni bardzo mi się spodobał.
- Chcesz ode mnie tylko seksu? Bez uczuć i miłości? Tylko sex, mam rozumieć? - bez wahania przytakuje mi - Tylko sex? Bez związku, miłości i zobowiązań? - ponownie przytakuje mi bez wahania. Patrzę na niego zdezorientowana. Jestem w takim szoku, że zostaję zamieniona w słup soli. Sparaliżowało mnie kompletnie. Żeby mnie przekonać dotyka mojego ciała i całuje po szyi
- Możesz mieć mnie całego kiedy tylko będziesz chciała, będziesz mogła ze mną robić co tylko będziesz chciała. - szepcze mi do ucha. Odpycham go lekko od siebie. Ręce kładę na jego klatce piersiowej, by nie zbliżał się do mnie na zbyt małą odległość
- Nie, oszalałeś. To nie może się udać. Powinnam już iść. - zakłopotana wychodzę z gabinetu kierując się do domu.
 
~*~
 
Mija kilka godzin odkąd wyszłam z biura. Jest pierwsza w nocy. Mrok całkowicie opanował miasto. Lampy, które wieczorami zwykle są zapalone, zgaszono. Na niebie pojawiło się mnóstwo gwiazd. Pół okrągły księżyc świeci pełnym blaskiem. Nikogo nie ma. Wszystko dzieje się tak, jak powinno, oprócz moich myśli. Siedzę na parapecie z nogami podkulonymi do piersi. Jestem ubrana w czarne leginsy i bawełniany sweter, który przyjemnie ogrzewa moje ciało. Jestem w domu, bo tu czuję się bezpieczna. To, co powiedział w biurze nie było żadnym snem, z którego mogłabym się obudzić. To wszystko zdarzyło się naprawdę. Czy to jest ta rzecz, która przytrafiła się wszystkim asystentkom? Układ? Może Taylor kłamał, może to nie jest to. Dlaczego to zaproponował? Czuję się przerażona. Nie wiedziałam, że to wszystko się stanie. Lekko pocieram swoje ramiona, by bardziej ogrzać się. Nie chcę się na to zgodzić. Nie mogę, nie potrafię. Z niewiadomych przyczyn poczułam się, jakby łamano mi serce. Jakby to nie było to, czego oczekiwałam. Jakbym liczyła na coś więcej. Dlaczego w ogóle takie myśli przychodzą mi do głowy? Nie powinnam myśleć o tym w taki sposób. Powinnam czuć do niego wstręt, zamiast tego czuję się smutna. Czuję, że chciałabym wrócić tam, by dowiedzieć się więcej, porozmawiać. Głupia myśl. Nie powinnam tam wracać. Chciałabym pomóc mu odzyskać jego szczęście, jednak nie w ten sposób. Nie, na pewno nie w taki. Czuję smutek, zamiast wstrętu czy obrzydzenia. Czuję, że to nie jest to, czego oczekiwałam, zamiast być zdenerwowana. Czuję, że liczyłam na coś więcej, zamiast nie chcieć go znać. Powinnam myśleć, że jest najokropniejszą osobą, jaką w życiu spotkałam, jednak tak nie myślę. Dlaczego? Dlaczego to nie przychodzi mi na myśl? Moje serce mówi coś, czego rozum nie rozumie. Ciało robi coś, czego nie powinno. Sięgam po telefon. W kontaktach znajduję jego numer. Palec chce nacisnąć zieloną słuchawkę, jednak coś mnie hamuje. Brzmię, jakbym była opętana. Opętana przez jakieś dziwne uczucie. Nie powinnam godzić się na ten układ. Nie zgodzę się na niego. Nie wykorzysta mnie dla swoich celów. Nie mnie. Czuję, że mój telefon wibruje w moich zmarzniętych dłoniach. Patrzę na ekran. Zdecydowanym ruchem naciskam czerwoną słuchawkę. Nie chcę z nim rozmawiać. Myślałam, że przyjaźnimy się. Zaufałam mu. Być może dziwnie to zabrzmi, ale przy nim czuję się inaczej, niż przy innych mężczyznach. Czuję w sobie jakieś uczucie, gdy patrzę w jego oczy, gdy dotyka mnie chociażby dłonią. Tamtego dnia, gdy byliśmy na dachu firmy czułam się przy nim spokojnie mimo, że znajdowaliśmy się na tak dużej wysokości. Poczułam się lepiej, gdy owinął mnie swoimi ramionami. Kiedy patrzyliśmy sobie w oczy nie widziałam surowego i władczego biznesmena, tylko człowieka. Zmieniamy się. Wszystko się zmienia. 
 
 
_______________________
 
Co myślicie? :) Komentujcie :)