czwartek, 15 stycznia 2015

38. Daj mi miłość.

Wszystko okazało się nieprawdą. Wszystko było kłamstwem. Każde słowo, każdy dotyk. Zostałam oszukana. Chciał mnie tylko wykorzystać. Dotykał mnie tylko po to, by wzbudzić moje zaufanie. Każde słowo miało działać na mnie jak narkotyk. Miałam się uzależnić od jego dotyku. Miałam chcieć jego, jego pocałunków, jego dotyku, jego bliskości. Miałam pragnąć codziennie słyszeć jego głos, widzieć go, dotykać. Wszystko, co robił miało doprowadzić go do jego celu, do otrzymania mnie jako swojej własności. Ze wszystkich rzeczy żałuję tego, że zaufałam mu i dałam się omotać. Żałuję, że była na tyle głupia, by nie zauważyć tego, co ze mną robił. Ostrzegali mnie, a ja nie słuchałam. Nie przyszło mi do głowy, aby uważać na to, co robię. Dlaczego wszystko dociera do mnie dopiero teraz? Będąc z nim czułam się, jakbym była w transie. Nie zauważałam, że jeden człowiek potrafi ze mną coś takiego zrobić. Nie zauważyłam, jak zatracam się coraz bardziej w tym, co robił. Nie widziałam nic, poza nim. Wszystko znikało, gdy pojawiał się on. Byłam skupiona wyłącznie na nim. Nie myślałam o niczym. Nie reagowałam, gdy całował mnie, dotykał. Wszystko działo się według jego planu. Za każdym razem zatracałam się w jego oczach. Coś, jakby przyciągało mnie do niego. Może to właśnie na tym polegało?
Zniechęcona dzisiejszym dniem w pracy naciskam na klamkę, by otworzyć drzwi od gabinetu. Ku mojemu zdziwieniu widzę Harry'ego całkowicie wyczerpanego, ledwo przytomnego. Niemal zasypia na siedząco. Siedzi oparty całym ciałem o biurko, kurczowo podpiera głowę ręką. Oczy odmawiają mu posłuszeństwa, prawie same się zamykają. Widząc go w tym stanie, nie wiem dlaczego, mięknie mi serce. Całe obrzydzenie do jego osoby znika, gdy widzę go tak bezbronnego, jak w tej chwili. Zdejmuję swój płaszcz, który odkładam na wolny wieszak w kącie pomieszczenia. Harry jest tak zmęczony, że nie zauważył kiedy weszłam. Musiał w nocy nawet nie zmrużyć oka. Powoli podchodzę do niego i pomagam wstać z fotela. Delikatnie asekuruję go, by położył się na kanapie
- Mercedes? - pociera dłonią jedno oko, żeby wyostrzyć sobie obraz. Biorę jego marynarkę z fotela i przykrywam go ją
- Dlaczego nie spałeś w nocy? - pytam przykucając obok niego na podłodze. Łokciem opieram się o kanapę, podtrzymuję głowę
- Segregowałem do późna papiery i myślałem o tym, co wczoraj między nami zaszło. - mówi zaspanym głosem. Mimowolnie uśmiecham się. Zaczynamy patrzeć na siebie w inny sposób, z innym uczuciem, niż dotychczas. Dotychczas było to pełne pożądania spojrzenie. Tymczasem widzę uczucie, którym nigdy mnie nie obdarzył. Całą swoją uwagę skupia na moich oczach. Te spojrzenie powoduje u mnie jakieś uczucie w brzuchu, jakby coś tam latało i próbowało się wydostać na zewnątrz. Zatracam się w głębi jego pięknych oczu. Delikatne spojrzenie powoduje, że powstrzymuję się od pocałowania go. Dwoma palcami zakłada niewielkie pasemko włosów za moje ucho. Delikatnie pociera za mój policzek, zanim całkowicie nie zabiera dłoni. Wbrew mojej woli powoli przybliżam się do niego i złączam nasze usta w krótkim, jednak czułym cmoknięciu. Odsuwam się na kilka milimetrów, by móc otworzyć oczy i spojrzeć w jego. Choć nie widzę jego ust jestem pewna, że uśmiecha się lekko. Kciukiem pociera mój policzek. Unosi głowę, by cmoknąć mnie jeszcze raz. Mozolnie oddalam się od niego, jednak on łapie mnie za rękę
- Proszę, zostań. - podtrzymuje moją dłoń pocierając ją kciukiem, by przekonać mnie. Gdzie podziała się moja silna wola? Zniknęła tak nagle. Wstaję z podłogi, następnie kładę się obok niego. Głowę kładę na jego klatce piersiowej. Słyszę jego szybko bijące serce. Ku mojemu zdziwieniu zasypia szybciej, niż najbardziej zmęczone dziecko po całym dniu zabawy na świeżym powietrzu. Unoszę głowę do góry. Wygląda tak bezbronnie, gdy śpi. Uśmiecham się na sam jego widok. Nie powinniśmy tak leżeć, w każdej chwili ktoś może wejść do środka. Powoli podnoszę się, następnie cicho wychodzę z gabinetu. Najciszej jak potrafię zamykam drzwi, by nie obudzić go. Kieruję się do Tori, tak dawno z nią nie rozmawiałam
- Witaj, Tori. - podchodzę do lady opierając się o nią. Brunetka unosi wzrok do góry natychmiastowo się uśmiechając
- Witaj Mercedes. - mówi wciąż nie przestając się uśmiechać - Niedługo będę miała przerwę, może masz ochotę wyskoczyć na kawę? - na mojej twarzy pojawia się grymas - Coś się stało?
- Pan Styles zasnął w gabinecie. Nie chcę za bardzo, żeby ktoś tam wchodził i obudził go. - dziewczyna kiwa w geście zrozumienia głową - Dawno ze sobą nie rozmawiałyśmy. Co u ciebie słychać? - siadam niedaleko niej na krześle pod ścianą obok lady
- Po staremu. Ciągle mam jakieś sprawy do załatwienia. - wstaje ze swojego fotela i siada obok mnie na krześle obok - Mercedes, posłuchaj. - jest trochę speszona, więc przeczuwam, że chodzi o jakąś poważniejszą sprawę - Ostatnio zauważyłam, że ty i pan Styles spędzacie ze sobą dużo czasu, oczywiście nie mówię tutaj tylko o pracy. Jakiś czas temu widziałam, jak wychodziliście z pokazu mody, na który byliście zaproszeni. Nie pomyśl sobie, że was śledziłam. Mieszkam niedaleko tego budynku i jak wracałam do domu to was zauważyłam. - zapewnia mnie - Czy dobrze widziałam, że pan Styles cię obejmował? - od razu po usłyszeniu jej słów robi mi się gorąco, czuję, jak na moje policzki mnie pieką. Nikt nie może się dowiedzieć o tym, co między nami zaszło
- Było strasznie zimno. - odpowiadam jąkając się - Nie wzięłam ze sobą żadnego płaszcza, a pan Styles nie chciał, bym zmarzła.
- Rozumiem. - kiwa delikatnie głową - Jest jeszcze jedna sprawa, którą chciałabym, żebyś mi wyjaśniła. - zaczyna niepewnie. Mogę być pełna obaw, że Tori coś o nas wie - Widziałam was, jak się całowaliście. - moje serce natychmiastowo przyspiesza, nikt nie powinien widzieć nas razem. To, co między nami się wydarzyło nie powinno ujrzeć światła dziennego
- Gdzie? Kiedy? - pytam nerwowo, moje dłonie zaczynają się pocić, powoli trzęsę się z przerażenia tym, co zaraz mi powie
- To było już dawno, nie pamiętam. Gdy chciałam wejść do gabinetu zobaczyłam, jak pan Styles trzyma ciebie bardzo blisko. Doskonale widziałam, jak całowaliście się. Wiem, że to mogło się przytrafić przez przypadek, ale kiedy zobaczyłam, jak obejmuje cię postanowiłam cię o to zapytać. - robi mi się jeszcze goręcej, niż przed chwilą. Nerwowo przełykam ślinę, dłonie są bardzo zimne, jednak pocą się i trzęsą - Chciałam ci to powiedzieć, byś nie miała przez nikogo kłopotów, jeśli ktoś by to zobaczył.
- To był przypadek, prawie przewróciłam się potykając o własne nogi, a pan Styles po prostu mnie złapał. To był czysty przypadek.
- Rozumiem, po prostu nie chciałam byś miała kłopoty. - uśmiecha się przyjaźnie, przez co rozluźniam się - Mercedes, czy coś się między wami dzieje? Pytam tylko z ciekawości, bo znam pana Styles'a dość dobrze i wiem do czego jest zdolny wobec kobiet.
- Absolutnie nie. - zaprzeczam kilkoma kiwnięciami głowy - Muszę wracać. Powinnam porządkować papiery. - żegnam się z brunetką i tym samym przerywam rozmowę, by przypadkiem do moich uszu nie doszły inne informacje, które mogłyby nam zaszkodzić. Po cichu wchodzę do gabinetu zamykając za sobą drzwi. Gdy tylko znikam w gabinecie mój organizm wraca do zdrowia. Przestaję się trząść i być nerwowa. Harry nadal śpi, więc zajmę się pracą, by odprężyć się. Podchodzę do jego biurka i siadam na wygodnym fotelu. Z szuflady wyjmuję jego notes, by sprawdzić, czy nie mamy jakiś spotkań na najbliższe dni.
 
~*~
 
Do moich uszu dociera dźwięk ziewania i powolnego podnoszenia. Unoszę wzrok zza notesu na źródło dźwięku. Harry właśnie się obudził. Mozolnym ruchem wstaje do pozycji siedzącej. Przeciera dłońmi oczy, by nabrały ostrości. Kiedy tylko odkręca się w moją stronę spuszczam wzrok na kartki notesu. Złość spowodowana wczorajszym zajściem powróciła do mnie. Z wyraźnym gniewem przekręcam kolejne kartki. Adrenalina w moich żyłach powoduje, że jestem gotowa do jakiejkolwiek konfrontacji. Nerwowo stukam paznokciami o biurko. Nie mam ochoty z nim rozmawiać, dla mnie wszystko jest jasne i nie trzeba tego tłumaczyć. Przestał cały dzień, więc niedługo będę mogła wyjść z biura do domu. Na zewnątrz zrobiło się już ciemno i zimno, więc moja zmiana dobiega końca
- Dobry wieczór. - unoszę swój wzrok do góry, jednakże natychmiastowo go spuszczam, gdy spotykam się z jego spojrzeniem
- Dobry wieczór. - odpowiadam gburowato. Zerkam na zegarek w telefonie, by sprawdzić godzinę. Właśnie skończyłam pracę. Wstaję z fotela zabierając telefon, który wkładam do torebki. Zakładam na siebie płaszcz i szybko zapinam wszystkie guziki
- Możemy porozmawiać?
- Nie. - odpowiadam bez ogródek. Z torebką zawieszoną na rękach wychodzę pośpiesznie z gabinetu kierując się do samochodu.
 
~*~
 
Zbliżając się do domu zauważam obcy samochód stojący niedaleko mojej bramy. Parkuję samochód na chodniku, następnie wychodzę z pojazdu. Ciemność ogarniająca okolicę powoduje, że nie widzę osoby, która kręci się przy drzwiach. Wchodzę przez furtkę. Po kształcie ciała widzę, że to mężczyzna. Powoli i niepewnie zbliżam się do osoby znajdującej się na podwórku
- Czy mogę w czymś pomóc? - pytam, wciąż nie widzę osoby, która wtargnęła tu
- Chciałem porozmawiać i nic mnie do tego nie powstrzyma. - znajomy głos, Harry. Podchodzę bliżej orientując się, że miałam rację
- Co ty tu robisz o tej porze? Nie mogłeś poczekać do jutra? Poza tym nie mam ochoty na rozmowę z tobą.
- Ale ja mam ochotę, by z tobą porozmawiać i wyjaśnić parę spraw. - kompletnie ignoruję go kierując się do drzwi. Czując na sobie jego wzrok wyjmuję kluczyki, którymi otwieram drewnianą powłokę. Próbuję zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, jednak jest szybszy
- To niegrzeczne zamykać komuś drzwi przed nosem, gdy ta osoba chce wejść. - jest zirytowany moim zachowaniem
- To niegrzeczne, gdy osoba próbuje się wprosić do domu osoby, która nie chce rozmawiać z tą osobą. - gniew, który pojawił się w oczach zaczyna budzić we mnie strach. Silnymi dłońmi mocno ściska drzwi. Nie chcąc czekać wchodzi do środka. Rozbieram się ignorując go. Złość w jego oczach wypala we mnie dziurę, gdy kieruję się do sypialni - Zatrzymaj się do jasnej cholery. Chcę tylko porozmawiać. - mówi przez zaciśnięte zęby. Jest na tyle wściekły, że trzaska mocno za sobą drzwiami, przez co wzdrygam się ze strachu - Daj mi to wszystko do kurwy nędzy wyjaśnić. - mocno zaciska szczękę, przez co wyraźnie zarysowuje się na jego twarzy
- Wyjdź z mojego domu, ale już. - mówię denerwując się, a zarazem bojąc jego reakcji na moje słowa
- Wydaje mi się, że czegoś nie dokończyliśmy, ale zaraz nadrobimy zaległości. - mówi zdejmując z siebie marynarkę i rzucając ją gdzieś obok siebie. Cofam się, gdy tylko z impetem wbija się w moje wargi. Jego siła napierająca na mnie powoduje, że opadam na łóżko równocześnie nie chcąc tego. Rozsuwa moje nogi, by znaleźć się pomiędzy nimi. Łapie za moje nadgarstki i mocno przyciska je do materaca. Siłą zabiera pocałunek. Cicho jęczę, by wypuścił moje usta. Swoimi wargami kieruje się na szyję, przez co odzywam się
- Proszę, przestań. - moje słowa niczym nie skutkują, schodzi coraz niżej - Dobrze, porozmawiajmy!
- Będziesz współpracować? - unosi głowę na wysokość mojego wzroku, kiwam głową - Grzeczna dziewczynka. - odsuwa się ode mnie, przez co przestrzeń między nami jest większa. Nie trwa to jednak długo, gdy tylko odsuwam się od niego, łapie mnie w talii i stawia na swoich kolanach - Gramy na moich zasadach. Masz mi patrzeć w oczy. - nie odzywam się, więc kontynuuje - To, co powiedziałem zeszłego wieczora było nieprawdą. Zayn ciągle wciska mi różne bzdury, więc musiałem tak powiedzieć, by dał spokój.
- I ja mam w to wszystko uwierzyć? Zabawiłeś się moim kosztem.
- Nie prawda. - mówi mocno zaciskając szczękę, zaczyna się denerwować - Mówię prawdę. Chciałem, by dał mi spokój.
- Tak? Więc dlaczego ciągle próbujesz mnie całować, dotykać? Chodzi ci tylko wyłącznie o seks.
- Do jasnej cholery zacznij mnie słuchać! - powoli brakuje mu cierpliwości na to, co mówię - Nie okłamałbym cię przecież. Mogę ci to udowodnić kiedy tylko chcesz.
- Dobrze, udowodnij.
- Z przyjemnością. Zapraszam cię jutro na kolację. Udowodnię ci, że nie chodzi mi tylko o seks. Jeszcze zmienisz zdanie.
 
_______________________________
 
Od piątku zaczynają mi się ferie, więc mam nadzieję, że będę miała czas na pisanie rozdziałów :)
Przepraszam, że rozdział tak późno, ale sami wiecie jak to jest pod koniec semestru.
 
Komentujcie! :)

piątek, 2 stycznia 2015

37. Poprowadź nas.

Zostaliśmy zaproszeni na pokaz mody. Harry musi na nim być, jako ważny biznesmen. Ja, jako jego asystentka powinnam mu towarzyszyć. Nie mam żadnej ochoty, by tam iść, jednak Harry nalegał. Mimo, że jestem kobietą nie lubię tego typu imprez. Wolałabym spędzić ten wieczór z kocem, kakaem i jakimś dobrym filmem, chociażby sama. Stosownie do okazji ubrałam czarną sukienkę sięgającą mi do połowy ud z białym kołnierzykiem, bez rękawów, Harry postawił na czarny garnitur. Jest późny wieczór. Wszystko dookoła ogarnęła ciemność. Temperatura znacznie spadła, niedługo zmarznę, jeśli nie założę czegoś na siebie. Miejsce pokazu znajduje się niedaleko mieszkania Harry'ego, zatem byłoby głupio jechać samochodem tylko na kilka metrów. Wiedząc, że to niedaleko nie wzięłam żadnego nakrycia, by czymś się okryć. Brunet ułożył rękę na brzuchu w taki sposób, bym mogła za nią złapać. Wchodzimy po schodkach do wejścia, aby znaleźć się w zatłoczonym pomieszczeniu. Z pewnością znajdują się tutaj wysokiej klasy biznesmeni, ludzie ważni w świecie biznesu. Czuję się nieco przytłoczona będąc tutaj. Wszyscy witają Harry'ego z otwartymi rękoma. Trzymam się z tyłu, żeby zbytnio się nie wychylać. Nie jestem zbyt szczęśliwa z mojej obecności tutaj. Patrząc na kobiety tu obecne mogę stwierdzić, że strasznie ślinią się do Harry'ego. Czuję lekkie ukłucie, jednak ignoruję to, gdy podchodzi do nas jakiś mężczyzna
- Witam pana, panie Styles. Dobrze, że dotarliście. - mężczyzna jest w wieku Harry'ego, być może odrobinę starszy. Ubrany w biały, gustowny garnitur, na jego twarzy widać kilkudniowy zarost, brunet z zielonymi oczami - A pani jest zapewne asystentką?
- Mercedes Williams. - przedstawiam się, gdy przenosi swoją uwagę na mnie. Z uśmiechem podaje mi dłoń, bym uścisnęła ją
- Miło mi, Devon Evans. - uśmiecha się przyjaźnie ukazując zęby - Zapraszam na salę główną. Mam nadzieję, że pokaz się spodoba. - żegna się z nami krótkim skinieniem głowy. Harry ciągnie za moją dłoń, aby ruszyła za nim. Wchodzimy do ogromnej sali, w której znajduje się już sporo gości. Nie mam pojęcia, gdzie są nasze miejsca, więc potulnie podążam za nim. Na środku sali znajduje się długa scena przeznaczona dla modelek. Przez ciemność panującą w pomieszczeniu nie widzę zbyt dużo. Tylko główna część jest doskonale oświetlona. Razem siadamy w pierwszym rzędzie, zapewne Harry chciał, byśmy tutaj siedzieli. Cała uwaga bruneta jest całkowicie skupiona na mnie. Nie interesuje się zbytnio innymi gośćmi. Powoli przybliża się do mojego ucha, by powiedzieć mi coś
- Podoba ci się? - nie wiedząc co odpowiedzieć wzruszam obojętnie ramionami. Niezbyt mi się to podoba, jednak nie chcę psuć mu nastroju. W pewnej chwili wszystkie boczne światła oświetlające wnętrze gasną zwiastując rozpoczęcie pokazu.
 
~*~
 
Pokaz dobiegł końca. Nie jestem w stanie określić, czy podobało mi się, czy nie. Przez większą część pokazu siedziałam na swoim miejscu patrząc na chodzące po wybiegu modelki nie zastanawiając się nad tym, co mają na sobie. Nie mogąc usiedzieć w miejscu udałam się do łazienki, by chociaż na chwilę odetchnąć od hałasu i świateł. Byłabym zadowolona, gdyby nie to, że zostaliśmy zaproszeni na bankiet. Czuję się osaczona przy tych wszystkich ludziach. Dookoła otaczają nas reporterzy robiący milion zdjęć na minutę. Światła wszystkich fleszy drażnią moje oczy. Staram trzymać się blisko Harry'ego, aby przypadkiem go nie zgubić. Nie chcę zostać sama wśród tylu nieznanych mi osób. Nie czuję się tu zbyt komfortowo. Tak, jak wspominałam, wolałabym spędzić ten wieczór robiąc co innego. Mój wyraz twarzy mówi sam za siebie, nie jestem zadowolona. Kieruję wzrok na stojącego obok mnie bruneta. Widzi, że coś jest nie tak. Uśmiecha się unosząc wysoko kąciki ust do góry, po czym chwyta za moją dłoń i ciągnie w kierunku tłumu. Nie mam pojęcia, gdzie mnie prowadzi. Postanawiam, że zaufam mu i dam pociągnąć się za jego śladem. Większa część gości nie zwraca na nas uwagi, gdy przepychamy się między tłumem. Staram się za nim nadążać, jednak jest to trudne, gdy mam na swoich nogach wysokie szpilki. Nie jestem pewna, co kombinuje. Po krótkiej chwili dochodzimy do dużych drzwi z napisem 'Wyjście'. Harry naciska na klamkę, by otworzyć je. Wychodzimy na zewnątrz. Moje ciało automatycznie zaczyna się trząść z zimna
 - Gdzie idziemy? - pytam pocierając swoje przedramiona, żeby jakoś ogrzać dygoczące z zimna ciało
- Wracamy do domu. - mówi uśmiechając się pod nosem - Zauważyłem, że nie czułaś się tam zbyt komfortowo, więc wracamy. - nadal nie przestaje się uśmiechać. Widząc, że trzęsę się z zimna zdejmuje swoją marynarkę, którą zakłada na moje ramiona
 - Nie, zmarzniesz. - chcę zdjąć z siebie jego marynarkę, jednak od razu zaprzestaje moim ruchom
 - Nie, tobie bardziej się przyda. Nie jest aż tak zimno. - przewracam oczami nie zgadzając się z nim. Zapomniałam, że to on zawsze ma racje i nie można się z nim sprzeczać. Nawet wtedy, gdy nie ma racji. Spokojnym krokiem kierujemy się do jego domu. Nadal dygoczę z zimna, jednakże powoli ogrzewam się jego marynarką. Do moich nozdrzy dociera zapach jego męskich perfum. Niemal zatracam się w tym pięknym zapachu. Ze wszystkich stron otacza nas ciemność. Jedynym źródłem oświetlenia są uliczne lampy. Niska temperatura sprawiła, że większość ludzi schowała się przed zimnem w swoich domach. Słychać stukot moich obcasów o chodnik. Czuję na swojej talii rękę Harry'ego, który przybliżył się do mnie. Zdziwiony wzrok kieruję na wyraźnie spokojną twarz bruneta
 - Będzie cieplej. - nieco zakłopotana jego spojrzeniem odkręcam wzrok. Nastaje cisza. Obydwoje cieszymy się ze spokoju panującego w okolicy. Uwielbiam wieczory, jednakże wolę je spędzać w ciepłym, przyjemnym domu. Ciągle mam wrażenie, jakby ktoś podąża za nami. Powoli zbliżamy się do wieżowca, w którym mieszka Harry. Otwiera mi drzwi, bym jako pierwsza weszła do środka. Wchodzimy do windy. Wyprzedzam bruneta i z zwycięską miną naciskam na guzik z ostatnim piętrem. Mężczyzna tylko przewraca oczami i uśmiecha się pod nosem nie chcąc mi pokazać swojego uśmiechu. Drzwi windy otwierają się przed nami. Kierujemy się do mieszkania Harry'ego. Brunet wyjmuje kluczyki ze swojej kieszeni, którymi otwiera drzwi. Jak zwykle wpuszcza mnie pierwszą do środka. Zdejmuję buty, po czym odstawiam je w miejsce, aby zbytnio nie przeszkadzały. Gestem ręki pokazuje, bym weszła do salonu. Wchodzę w głąb mieszkania do pomieszczenia, które wskazał mi, by usiąść na wygodnej kanapie
 - Pewnie nie cieszysz się z tego, że tak szybko wyszliśmy? - zdejmuję marynarkę, którą odkładam na bok. Nie słyszę odpowiedzi, zamiast tego cichą, romantyczną muzykę. Zaskoczona wstaję z kanapy. Widzę Harry'ego zbliżającego się w moim kierunku
- Żałuję tylko jednego. - podchodzi bliżej mnie zmniejszając całkowicie dystans między nami. Łapie za moją dłoń, następnie wyciąga na środek pomieszczenia. Nasze klatki piersiowe stykają się ze sobą, oddychamy w równym tempie. Zaczynamy wolno poruszać się w rytm spokojnej i cichej muzyki. Nieco zakłopotana uciekam od niego wzrokiem - Podoba mi się to że cała twoja pewność siebie znika, kiedy jesteś przy mnie. To strasznie denerwujące, a zarazem pociągające, wiesz? - nic nie odpowiadam. Harry opuszcza mnie jedną ręką, a drugą zakręca moim ciałem, abym obróciła się wokół własnej osi. Odwraca mnie do siebie plecami, bym opierała się o jego tors. Obejmuje moje ciało trzymając dłonie na biodrach - Podoba ci się? - szepcze cicho do mojego ucha
- Jest w porządku. - odpowiadam. Odgarnia moje włosy, by mieć dostęp do szyi. Składa na niej pojedyncze, mokre pocałunki. Na ciele pojawia się gęsia skórka związana z dotykiem jego warg. Wzdycham cicho, co skutkuje z uśmiechem Harry'ego. Odwracam się w jego stronę. Brunet powoli przybliża się do mnie wargami, jakby prosi o pozwolenie. Gdy nie widzi żadnego znaku zaprzeczenia złącza nasze usta razem. Tym razem nie jest to zwykły całus, tym razem zatrzymuje się na dłużej. Rozchyla moje wargi, by włożyć do mojego wnętrza swój język. Nie mam pojęcia dlaczego, ale w żadnym wypadku nie mam zamiaru przerwać tego pocałunku. Unosi mnie, bym oplotła swoje nogi wokół jego pasa. Rękoma oplatam jego szyję, bym nie wyślizgnęła mu się z rąk kontynuując pocałunek. Zaczyna kierować się powoli do jednego z pokoi. Otwiera drzwi jedną nogą. Temperatura jest nieco niższa, niż w całym mieszkaniu, więc automatycznie na całym moim ciele pojawia się gęsia skórka spowodowana zimnem. Nie przerywając pocałunku siada na miękkim materiale. Nie otwierając oczu zgaduję, że jesteśmy w jego sypialni. Miękkie usta Harry'ego zmieniają swój kierunek na moją szyję. Moje dłonie kierują się na jego tors w poszukiwaniu guzików od koszuli. Bez problemu zaczynam odpinać kolejno każdy guzik. Gdy wszystkie zostają odpięte zdejmuję koszulę z jego ramion. W pewnej chwili do pokoju dochodzi dźwięk dzwonka do drzwi
- Cholera. - przeklina cicho na chwilę odrywając swoje usta od mojej szyi - Nikogo nie ma w domu. - uśmiecham się pod nosem z charakterystycznym westchnieniem. Natarczywa osoba nie daje za wygraną. Ponawia naciskanie na dzwonek. Harry opada na łóżko, ani myśli, żeby iść otworzyć drzwi. Osoba, która nam przerwała odpuściła, jednak kolejną rzeczą, która nam przeszkadza jest dzwoniący telefon Harry'ego. Zrezygnowana oddalam się od niego i siadam na brzegu łóżka
- Odbierz ten telefon. - zgodnie z moim poleceniem idzie po swój telefon do salonu. Opadam bezwładnie plecami na miękką pościel. Po krótkiej chwili do sypialni wraca wyraźnie zdenerwowany Harry - Kto dzwonił?
- Zayn, muszę mu otworzyć. Nie wie, że tu jesteś. Musisz się schować, nie może wiedzieć, że tu jesteś. Najlepiej nie wychodź stąd. - bierze koszulę z podłogi, którą zakłada, następnie wychodzi z pokoju zamykając za sobą drzwi. Siadam spokojnie na podłodze na wypadek, gdyby Zayn wszedł do pokoju i nie zauważył mnie
- A jak układają się wasze sprawy z Mercedes? - słysząc swoje imię od razu prostuję się. Zaciekawiona tematem ich rozmowy na mój temat podchodzę do drzwi i cicho otwieram je, by słyszeć - Nadal to ma być tylko układ, czy coś więcej?
- Nic z tego nie będzie, Zayn. Nadal próbujesz złapać mnie na kłamstwie? - mówi szeptem, zapewne, bym nic przypadkiem nie usłyszała
- Przyznaj się, że zaczynasz coś czuć do niej. - robi mi się cieplej, jednak za chwilę robię się zdenerwowana i zmieszana
- To tylko seks, mówiłem ci już. Nic dla mnie nie znaczy, ani nic nie będzie znaczyć. Jest na tyle głupia, że zaufała mi. - czuję ukłucie w sercu, jednak to nie koniec - Zależy mi tylko na seksie, zrozum mnie i przestań się wtrącać w moje życie.
- Jasne, widać co innego. Przyszedłem ci przekazać, że twój ojciec prosił mnie, bym przekazał ci, żebyś się z nim skontaktował. Ostatnio nie można się do ciebie dodzwonić. - po tych słowach słyszę trzask drzwi. Zaczyna we mnie wrzeć od wściekłości, jednocześnie do moich oczu cisną łzy. Chciał mnie tylko wykorzystać dla swoich celów. Chciał tylko seksu, a ja byłam idiotką ufając mu
- Mercedes? - drzwi otwierają się, a do pokoju wchodzi Harry. Wydaje się, jakby próbuje ukryć to, co przed chwilą się stało
- Tylko seks, tak?! - wstaję ze swojego miejsca od razu wszczynając awanturę - Chciałeś mnie tylko wykorzystać!
- Nie, Mercedes to nie tak. - próbuje się bronić unosząc ręce ku górze w geście obronnym
- Wszystko słyszałam! Jesteś największym dupkiem, jakiego znam! Nienawidzę cię! - odpycham go, by móc wyjść z pokoju. Szybkim krokiem kieruję się do wyjścia, jednak zostaję zatrzymana niedaleko drzwi przez bruneta
- Mercedes, poczekaj. Wyjaśnię ci to.
- Nie ma tu czego wyjaśniać. - z moich oczu płyną łzy, głupie łzy - Chciałeś mnie tylko wykorzystać. Na to nie ma wytłumaczenia.
- Nic nie rozumiesz, daj mi wyjaśnić.
- Nie, daj mi spokój. - ubieram buty, po czym szybko wybiegam z mieszkania.
 
_______________________________
 
Rozdziały są strasznie krótkie, ponieważ są jeszcze sprzed mojej przerwy. Staram się pisać dłuższe. Zostało mi malutko rozdziałów w zapasie, jednak nie oznacza to zakończenia tego fanfiction. 
Rozdziały będą się pojawiały w dłuższych odstępach czasu, ale na pewno nie jeden rozdział na kilka tygodni :) Wracam do pisania! Obawiam się, że straciłam czytelników, wcześniej było ich znacznie więcej :( Mogę za to winić siebie i moje lenistwo.

Trzymajcie się, do następnego :)

środa, 24 grudnia 2014

36. Hipoteza potwierdzona.

Harry's P.O.V.
 
Stoję w swoim gabinecie przodem do okna. Moje myśl są całkowicie pochłonięte przez jedną osobę, Mercedes. Czuję się jakoś dziwnie, inaczej. Czuję się, jakby niezadowolony z tego, co wczoraj zrobiłem, co wczoraj powiedziałem i do czego się posunąłem. Mogłem przecież ją stracić. Mogła się wystraszyć, mogła przestać mi ufać i oddalić się przez to ode mnie. Wcześniej nie przeszkadzało mi to, że jakaś asystentka mogła odejść z tego powodu. Teraz jestem innego zdania. Chciałbym to wszystko rozegrać jeszcze raz. Nagle słyszę mocne pukanie do drzwi. Krzyczę głośne 'Proszę!', by osoba za drzwiami usłyszała i weszła do środka
- Witaj, Harry. - do gabinetu wchodzi Zayn, mój przyjaciel. Odwracam się do niego w połowie przodem. Zayn wydaje się być zdziwiony brakiem Mercedes, bo rozgląda się po pomieszczeniu w poszukiwaniu osoby, która zwykle mi towarzyszy - A gdzie Mercedes? - wzdycham głośno. Podchodzę do swojego biurka i siadam na fotelu opierając się rękoma o blat. Zginam ręce w łokciach i dłońmi podtrzymuję głowę - Zwolniła się? - pyta, gdy nie odpowiadam na zadane przez niego pytanie
- Po prostu nie przyszła jeszcze do pracy. Może się trochę spóźnić. - swój wzrok skupiam na jednym punkcie na podłodze
- A jak sprawy układu? - przenoszę wzrok na niego. Brunet stoi w lekkim rozkroku z rękoma splecionymi na piersi. Jego wyraz twarzy jest bardzo wnerwiający. Odchodzę od niego wzrokiem, by nie domyślał się czegoś, czego nie powinien teraz wiedzieć - Przyjaźnimy się od paru dobrych lat. Widzę, że coś ukrywasz. - prycham cicho pod nosem - A może ty jednak coś czujesz do niej?
- Co?! Oczywiście, że nie. Mercedes jest tylko moją asystentką, nikim więcej. - mówię, jakbym sam nie wierzył w prawdziwość swoich własnych słów, jakbym nie był przekonany do tego, co mówię, jakby okłamuję sam siebie tymi słowami
- Wiesz, że mnie nie oszukasz? Widzę ten błysk w twoim oku, to szczęście na twojej twarzy, kiedy mówisz o niej, albo cokolwiek o niej wspomnę. Oczu nie oszukasz, Harry. One zawsze mówią prawdę. - powoli zaczyna denerwować mnie swoimi hipotezami
- Przyszedłeś mi prawić kazania, czy coś w tym stylu? - staram się uciąć temat, jednak wiem, że Zayn tak łatwo nie odpuści
- Kazania. - prycha pod nosem - Mówię ci tylko jak jest, jak ja to widzę. - w pewnej chwili do gabinetu niespodziewanie wchodzi Mercedes. Wydaje się być speszona i zdziwiona obecnością Zayn'a - Dobra, zbieram się. Do zobaczenia. - cofa się, następnie wychodzi z gabinetu. Przechodząc obok Mercedes odzywa się jeszcze - Witaj, Mercedes. - brunetka stoi nieśmiało przy drzwiach ze splecionymi rękoma z tyłu za plecami. Ogromną sprawia mi radość tym, że w mojej obecności traci swoją pewność siebie
- Podejdź, nie ugryzę cię. - wstaję z fotela. Podchodzę do przedniej części biurka i opieram się o nie tyłem, ręce splatam na piersi - Jesteś nieco później, niż zwykle. - nie odpowiada, zamiast tego nieśmiało skupia się jednym punkcie na podłodze - Mniejsza o to. - odpycham się od biurka i siadam z powrotem na fotelu - Dziś czeka nas dużo pracy. Musimy nadrobić zaległości.
 
Mercedes P.O.V.
 
Po skończonej pracy jedziemy windą na sam dół do podziemnego parkingu. Harry zaproponował mi odwiezienie mnie bezpiecznie do domu, mimo mojej stanowczej odmowy. Znowu pracowaliśmy do późnej godziny, a o tej porze na pewno nie złapałabym taksówki. Zrobiło się strasznie ciemno, drogę oświetlają nam tylko światła na sufitach parkingu. Mam ze sobą czarny płaszcz, mimo to, jest mi strasznie zimno. Niemal trzęsę się z zimna. Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł, by odwoził mnie do domu. Moje wątpliwości są związane z układem, który wstrząsnął moją psychiką. Idąc w kierunku jego samochodu natrafiamy na idącego w naszym kierunku Sean'a. Widząc go szybko chowam się nieco za Harry'm, czując się bardziej bezpieczna. Sean bez zawahania toruje nam drogę
- Myślałem, że poprzednim razem wystarczająco ci przypomniałem, że masz się trzymać z dala od mojego biura.
- Jak widzisz jestem tu. - brunet stoi kilka metrów od nas. Pewny siebie chowa lekceważąco dłonie do kieszeni swoich spodni - Widzę, że sprawy układają się po twojej myśli, mam rację? Mercedes wypróbowała już twoje możliwości? - unoszę swój wzrok ku górze na twarz Harry'ego. Dostrzegam, że powoli zostaje wytrącany z równowagi, którą stara się utrzymać. Na pewno nie chce, by odgłosy ich konwersacji ktokolwiek usłyszał. Próbuje się powstrzymać od pobicia go. Widzę, jak jego mięśnie napinają się gotowe do bezpośredniej konfrontacji z Sean'em - Powinieneś lepiej dbać o swoje prywatne sprawy. - podchodzi bliżej nas nadal trzymając ręce w kieszeni, stoi niecały metr od Harry'ego - Twoją kolejną dziwką okazała się Mercedes? - najwidoczniej Harry'emu puściły wszystkie hamulce, które powstrzymywały go od rzucenia się z pięściami na bruneta. Z ogromną siłą uderza Sean'a w twarz w skutek czego upada na ziemię z zakrwawionym nosem. Wystraszona ogromnej siły Harry'ego i widokiem zakrwawionej twarzy Sean'a oddalam się od tej dwójki z przestraszonym wyrazem twarzy. W tej chwili moje ciało nie trzęsie się z zimna, tylko przerażenia
- Nazwij ją suką jeszcze raz, a połamię ci kark. - nerwy Harry'ego sprawiają, że podnosi go z ziemi i łapie za kołnierz od jego poplamionej przez krew koszuli - zakrywam przerażona usta dłonią, gdy Harry uderza go ponownie pięścią w twarz
- Każdej swojej suki tak broniłeś? - mimo bólu, jaki sprawił mu Harry uśmiecha się, by bardziej go rozzłościć. Niemal piszczę z przerażenia, gdy rzuca jego ciałem o twarde podłoże. Z nosa bruneta kapie coraz więcej krwi. Harry dysponuje ogromną siłą, którą może go zabić. Jeśli nie odciągnę go od niego, zabije go. Przerażenie sprawia, że nieruchomieję
- Harry, zostaw go! - odważam się wypowiedzieć to krótkie zdanie. Podbiegam do nich próbując odciągnąć wściekłego Harry'ego od pół przytomnego Sean'a - Zabijesz go! - łapię rękoma za jego barki skutecznie odciągając go. Może to dziwnie zabrzmi, ale jakby mój dotyk uspokoił go na tyle, by zostawić zakrwawionego Sean'a w spokoju. Ciężko oddycha, jednak powoli uspokaja się. Do moich uszu dociera dźwięk biegu. Po chwili pojawia się dwóch ochroniarzy, którzy za skinieniem Harry'ego zabierają Sean'a - Co oni robią?
- Zabierają go stąd. Doskonale wiedzą, że musimy się go pozbyć. Zostanie ukarany za to, co zrobił tobie i jednocześnie mi. - nadal przerażona stoję w bezruchu. Ciało nadal trzęsie się, jednak w tej chwili jest to znośne.
 
~*~
 
Zapalam światło, by rozświetliło pomieszczenie. Zdejmuję płaszcz, który wieszam na wolnym wieszaku. Buty odkładam do szafki
- Wszystko w porządku? - odwracam się przodem do bruneta - Przez całą drogę nie odezwałaś się ani słowem. - nie odpowiadam, zamiast tego kieruję się do sypialni z zamiarem zmiany ubrań. Gdy przekraczam prób pokoju zostaję zatrzymana przez silny dotyk Harry'ego oplatający mój nadgarstek - Mercedes, poczekaj. - odtrącam jego dotyk poprzez lekkie wyszarpnięcie. Staję przodem do jego osoby, dłońmi pocieram zmarznięte przedramiona - Przepraszam za to, co widziałaś. Nie wiem, co we mnie wstąpiło.
- Mogłeś go zabić.
- Wiem, ale nazwał cię 'dziwką'. - ostatnie słowo akcentuje z wstrętem do tego wyrazu - Nigdy nie pozwolę na to, by ktokolwiek nazywał cię w ten sposób. - w moim ciele budzi się jakieś uczucie. Czuję jakieś dziwne uczucie w brzuchu - Nie chcę, by ktokolwiek cię tak nazywał. - w pewnej chwili całe przerażenie tym, co stało się niedawno znika. Znika cały strach, który pojawił się niespodziewanie. Gdyby nie nazwał mnie dziwką na pewno Harry nie uderzyłby go. Starałby się uniknąć pobicia, bo byliśmy na terenie jego biura i ktoś mógłby zawiadomić policję. Pobił go w mojej obronie. Zrobił to, by mnie obronić. Żaden mężczyzna nigdy nie zachował się wobec mnie w taki sposób. Nie wiedząc co robię podchodzę do niego. Staję na palcach, by dosięgnąć jego twarzy. Składam na jego wargach delikatny, czuły pocałunek w podziękowaniu za to, co zrobił. Może to dziwnie zabrzmiało, jednak zrobił to w mojej obronie. To wystarczające usprawiedliwienie. Delikatne muśnięcie wydaje się być dla niego niewystarczające, ponieważ jeszcze raz zbliża się do moich ust tym razem zatrzymując się na trochę dłużej. Dłońmi łapie za moje ramiona mocniej przyciskając moje ciało do swojego. Powoli i z czułością pociera swoje wargi o moje. Robi to w niemal uzależniający sposób. Unosi podbródek, by mieć większy dostęp. Staram utrzymywać się na nogach, ale robią się jak z waty. Harry widząc, że prawie osuwam się na podłogę podtrzymuje moje ciało silnymi rękoma. Czuję się jak nastolatka, która zostaje pocałowana przez chłopaka, który tak bardzo się jej podoba. Odsuwam się na kilka milimetrów od twarzy Harry'ego. Powoli otwieramy oczy. Uśmiechamy się cicho wzdychając pod nosem.
 
 
________________________  
 
Wesołych świąt i szczęśliwego Nowego roku! ♥
Dodaję rozdział jako taki mały prezent :)

Nie wiem, czy to już powrót, ale obiecuję, że wrócę :)
Trzymajcie się! :)

Zostało was chociaż trochę?
30 komentarzy?

poniedziałek, 24 listopada 2014

35. Między sercem, a rozumem.

Harry's P.O.V.
 
Po kilku dniach wracamy do biura. Wszystko wydaje się takie, jak dawniej. Sean nie pokazywał mi się na oczy przez te kilka dni. Wydaje się, że odpuścił na dobre po mojej krótkiej wizycie. Dostrzegam, że Mercedes jest jeszcze trochę roztrzęsiona, jednakże nie tak bardzo, jak w dniu, gdy zabrałem ją z jej domu. Stan, w jakim ją zastałem z niewiadomych przyczyn niemal nie złamał mi serca. Czuję się niesamowicie źle, gdy tylko wspomnę tamten moment. Nie mam pojęcia dlaczego towarzyszą mi takie uczucia związane z tamtym incydentem? Czuję w sobie ból, przygnębienie i uczucie porażki, gdy tylko widzę łzy spływające po jej policzkach. Przecież Mercedes jest dla mnie nikim ważnym, nie powinienem tak się czuć, tym bardziej o tym myśleć. Każda rzecz, która jest związana z Mercedes powoduje we mnie jakieś dziwne uczucia. Czuję się, jakbym chciał ją chronić, być przy niej, kiedy tylko by tego potrzebowała. Nie znam tego uczucia, więc nie wiem w jaki sposób je określić. Jak ono się nazywa? Zresztą, mniejsza z tym. Wszystko powoli wraca do normy. Podczas, gdy ona porządkuje dokumenty, myślę nad propozycją swojego układu. Zastanawiam się nad doborem odpowiedniej chwili. Ten układ jest mi na rękę. Każdego wieczora miałbym ją tylko dla siebie. Mógłbym ją całować, dotykać bez żadnego oporu z jej strony. Byłaby cała moja, w każdej chwili, kiedy tylko bym chciał. W biurze mógłbym ją całować, nawet, gdybym miał świadomość, że ktoś w każdej chwili może nas nakryć. Zawsze istnieje ryzyko na przyłapaniu naszej dwójki. Wiem także, że Mercedes na pewno będzie się opierała, będzie nie pewna. Nie zechce się od razu zgodzić. Z pewnością będzie się wahała. Przez ten czas, w którym się poznawaliśmy, zaufała mi. Wiem, że ufa mi i zamierzam to wykorzystać. Wykorzystam to, że mi ufa, byleby zgodziła się na mój chory układ. Nasze relacje każdego dnia zmieniają się, więc jestem dobrej myśli
- Dlaczego mi się tak przyglądasz? - wyrywam się ze swoich myśli i zwracam uwagę na jej twarz, patrząc szczególnie w oczy
- Tak tylko się zamyśliłem. - wzruszam ramionami, następnie wracam do swojej pracy. Kiedy spoglądam jeszcze raz na jej twarz, ona uśmiecha się i szybko odwraca wzrok. Zauważam, że ostatnio zrobiła się dla mnie milsza. Częściej się uśmiecha. Dawniej nie robiła tego zbyt często, zwłaszcza w mojej obecności. Być może ostatnie wydarzenia sprawiły, że zbliżyliśmy się do siebie
- Czas na moją przerwę. Gdybyś mnie szukał, będę w firmowej restauracji. - uśmiecha się ostatni raz, zanim znika za drzwiami.
 
Mercedes P.O.V.
 
Przekraczam próg restauracji wchodząc do środka. Zajmuję miejsca z dala od innych gości niedaleko okna, by mieć chwilę spokoju. Oprócz mnie znajdują się tu także inni pracownicy. Kiwam głową do kelnera na znak, że zamawiam to, co zwykle. Odkładam torebkę na krzesło obok mnie. Wyjmuję telefon, by sprawdzić, czy nie dostałam przypadkiem jakiejś wiadomości. Po sprawdzeniu odkładam urządzenie na miejsce. Zauważam, że w moim kierunku zmierza dobrze znana mi osoba. Dookoła otaczają mnie inni pracownicy, więc jestem bardziej pewna siebie. Brunet siada naprzeciwko mnie. Uśmiecha się, jednak nie odwzajemniam tego gestu
 - Dawno się nie widzieliśmy. Muszę przyznać, że wyładniałaś przez ten czas. - przewracam oczami na jego idiotyczną wypowiedź
 - Co tu robisz? - splatam ręce na piersi, odwracam swój wzrok na obraz za oknem w geście lekceważenia jego osoby
 - Miałem do załatwienia parę spraw z twoim szefem. - opiera się wygodnie o krzesło, jedna ręka spoczywa na kolanie, a druga na stoliku - Jak układa ci się z szefem? - wracam do niego wzrokiem, pyta niespodziewanie całkowicie zbijając mnie z tropu. Myślałam, że będzie mu chodziło o co innego, niż moje relacje z Harry'm - Wiesz, najszczególniej chodzi mi o wasze relacje nie te w biurze.
- Nic nas nie łączy poza biurem. - nie mam zamiaru dzielić się z jego osobą naszymi relacjami spoza biura
 - Pamiętasz ten dzień, gdy mówiłem ci, żebyś uważała na te oczy biznesmena? - kiwam twierdząco głową - Gdy wszedłem do jego gabinetu, wydawał się jakoś dziwnie zamyślony. - opiera się obydwoma łokciami o stolik - Wydaje mi się, że szykuje coś dla ciebie.
- Co masz na myśli? - również opieram się o stolik w celu dowiedzenia się czegoś więcej i lepszego usłyszenia
- Mam na myśli to, że szykuje się coś, co spotkało wszystkie jego asystentki, Mercedes. - wstaje z krzesła, następnie wychodzi z restauracji. Zostawia mnie w głębokim zamyśleniu i zdziwieniu. Co miał na myśli mówiąc to? Opieram się o krzesło kompletnie zdezorientowana. Wszystko miesza się, gdy tylko pojawia się gdzieś obok. Wszystko, co mi mówi mąci mi w głowie. Kiedy tylko pojawia się, pojawiają się nowe informacje. Wie za dużo o Harry'm i jego przeszłości. Z pewnością, gdybym spytała go o dowolną rzecz z przeszłości Harry'ego, odpowiedziałby mi. Wszystko, co spotkało jego asystentki.
 
- Nie myślałam, że wszystko tak się skończy, Harry. - po twarzy blondynki spływają coraz to nowe łzy. Z trudem je powstrzymuje. Całe jej ciało trzęsie się. Z trudem wypowiada słowa, które tak bardzo bolą jej złamane serce - Myślałam, że...
- Źle myślałaś. - mówi ostrym, zdecydowanym głosem - Nic nas nie łączyło, oprócz seksu.
- Nie chcesz mnie w swoim życiu? - mężczyzna kiwa zdecydowanie głową, co powoduje głośny szloch blondynki. Zakrywa dłonią usta, by powstrzymać okropny dźwięk - Wykorzystałeś mnie. - szepczę cicho, jednak na tyle, by drań stojący przed nią usłyszał
- Nic dla mnie nie znaczyłaś. Nie chcę cię widzieć w swoim życiu. - mężczyzna nawet nie ma pojęcia, jak bardzo ją rani
- Nie liczy się dla ciebie to, że cię kocham? - próbuje powstrzymać wybuchające w niej emocje - Nie liczy się dla ciebie to, ile razem przeżyliśmy? Chcesz wszystko przekreślić? Tak po prostu? - pociera ramiona, by dodać sobie trochę otuchy
- Wszystko skończone. Nie chcę cię więcej widzieć, to koniec. Żegnaj. - mówi bez żadnego zawahania
- Wszystko skończone? - mówi szeptem sama do siebie - Zanim wyjdę, chcę ci coś jeszcze powiedzieć. - wyciera łzy z policzków - Kiedyś przyjdzie taki dzień, kiedy to ty zakochasz się bez opamiętania. Dzień, w którym zrozumiesz, jak bardzo skrzywdziłeś nas wszystkie. Zakochasz się na tyle, że bez tej osoby nie będziesz mógł nabrać oddechu. Przyjdzie taki dzień, kiedy to ty zostaniesz odtrącony w tak brutalny sposób. Ktoś wykorzysta ciebie. Poczujesz, jaki to ból. Życzę ci, żeby ten dzień nadszedł jak najszybciej. Życzę ci, żeby miłość twojego życia ujrzała w tobie potwora, jakim jesteś. Życzę ci, żebyś do końca życia gnił w samotności i cierpieniu, jakim nas obdarzyłeś. - po tych słowach wychodzi zostawiając go samego w gabinecie. Gnij w samotności i cierpieniu.
 
Po zjedzeniu lunchu wracam do gabinetu. Naciskam na klamkę, a drzwi ustępują. Widzę Harry'ego stojącego twarzą do dużego okna. Ręce ma splecione z tyłu. Stoi w lekkim rozkroku. Zamykam za sobą drzwi, następnie podchodzę do jego biurka
- Wróciłaś? - mówi nie odwracając się do mnie przodem. Odpowiadam krótkim 'mhm'. Odwraca się do mnie przodem, po czym podchodzi do mnie. Stoimy twarzą do siebie, góruje nade mną wzrostem, więc czuję się nieco zakłopotana jego wyższością
- Spotkałam Taylor'a w restauracji. Czego ode mnie chcesz? - uśmiecha się unosząc kącik ust do góry
- Układu. - tą odpowiedzią kompletnie wbija mnie w podłogę. Rozszerzam szeroko oczy, w geście mocnego zdziwienia. Stoi z wysoko uniesioną głową, jest strasznie pewny siebie, przez co czuję się nieśmiała. Śmieję się, jednak gdy widzę wyraz jego twarzy, przestaję
- Żartujesz sobie ze mnie?
- Nie. Nie chcę od ciebie związku, emocje i miłość to nie dla mnie, uwierz mi. - jego oczy sprawiają, że staję się bardziej nieśmiała
- Więc czego chcesz?
- Chce seksu, bo nasz poprzedni bardzo mi się spodobał.
- Chcesz ode mnie tylko seksu? Bez uczuć i miłości? Tylko sex, mam rozumieć? - bez wahania przytakuje mi - Tylko sex? Bez związku, miłości i zobowiązań? - ponownie przytakuje mi bez wahania. Patrzę na niego zdezorientowana. Jestem w takim szoku, że zostaję zamieniona w słup soli. Sparaliżowało mnie kompletnie. Żeby mnie przekonać dotyka mojego ciała i całuje po szyi
- Możesz mieć mnie całego kiedy tylko będziesz chciała, będziesz mogła ze mną robić co tylko będziesz chciała. - szepcze mi do ucha. Odpycham go lekko od siebie. Ręce kładę na jego klatce piersiowej, by nie zbliżał się do mnie na zbyt małą odległość
- Nie, oszalałeś. To nie może się udać. Powinnam już iść. - zakłopotana wychodzę z gabinetu kierując się do domu.
 
~*~
 
Mija kilka godzin odkąd wyszłam z biura. Jest pierwsza w nocy. Mrok całkowicie opanował miasto. Lampy, które wieczorami zwykle są zapalone, zgaszono. Na niebie pojawiło się mnóstwo gwiazd. Pół okrągły księżyc świeci pełnym blaskiem. Nikogo nie ma. Wszystko dzieje się tak, jak powinno, oprócz moich myśli. Siedzę na parapecie z nogami podkulonymi do piersi. Jestem ubrana w czarne leginsy i bawełniany sweter, który przyjemnie ogrzewa moje ciało. Jestem w domu, bo tu czuję się bezpieczna. To, co powiedział w biurze nie było żadnym snem, z którego mogłabym się obudzić. To wszystko zdarzyło się naprawdę. Czy to jest ta rzecz, która przytrafiła się wszystkim asystentkom? Układ? Może Taylor kłamał, może to nie jest to. Dlaczego to zaproponował? Czuję się przerażona. Nie wiedziałam, że to wszystko się stanie. Lekko pocieram swoje ramiona, by bardziej ogrzać się. Nie chcę się na to zgodzić. Nie mogę, nie potrafię. Z niewiadomych przyczyn poczułam się, jakby łamano mi serce. Jakby to nie było to, czego oczekiwałam. Jakbym liczyła na coś więcej. Dlaczego w ogóle takie myśli przychodzą mi do głowy? Nie powinnam myśleć o tym w taki sposób. Powinnam czuć do niego wstręt, zamiast tego czuję się smutna. Czuję, że chciałabym wrócić tam, by dowiedzieć się więcej, porozmawiać. Głupia myśl. Nie powinnam tam wracać. Chciałabym pomóc mu odzyskać jego szczęście, jednak nie w ten sposób. Nie, na pewno nie w taki. Czuję smutek, zamiast wstrętu czy obrzydzenia. Czuję, że to nie jest to, czego oczekiwałam, zamiast być zdenerwowana. Czuję, że liczyłam na coś więcej, zamiast nie chcieć go znać. Powinnam myśleć, że jest najokropniejszą osobą, jaką w życiu spotkałam, jednak tak nie myślę. Dlaczego? Dlaczego to nie przychodzi mi na myśl? Moje serce mówi coś, czego rozum nie rozumie. Ciało robi coś, czego nie powinno. Sięgam po telefon. W kontaktach znajduję jego numer. Palec chce nacisnąć zieloną słuchawkę, jednak coś mnie hamuje. Brzmię, jakbym była opętana. Opętana przez jakieś dziwne uczucie. Nie powinnam godzić się na ten układ. Nie zgodzę się na niego. Nie wykorzysta mnie dla swoich celów. Nie mnie. Czuję, że mój telefon wibruje w moich zmarzniętych dłoniach. Patrzę na ekran. Zdecydowanym ruchem naciskam czerwoną słuchawkę. Nie chcę z nim rozmawiać. Myślałam, że przyjaźnimy się. Zaufałam mu. Być może dziwnie to zabrzmi, ale przy nim czuję się inaczej, niż przy innych mężczyznach. Czuję w sobie jakieś uczucie, gdy patrzę w jego oczy, gdy dotyka mnie chociażby dłonią. Tamtego dnia, gdy byliśmy na dachu firmy czułam się przy nim spokojnie mimo, że znajdowaliśmy się na tak dużej wysokości. Poczułam się lepiej, gdy owinął mnie swoimi ramionami. Kiedy patrzyliśmy sobie w oczy nie widziałam surowego i władczego biznesmena, tylko człowieka. Zmieniamy się. Wszystko się zmienia. 
 
 
_______________________
 
Co myślicie? :) Komentujcie :)

poniedziałek, 17 listopada 2014

34. A ty? Gdzie zgubiłeś swoje szczęście?

Harry's P.O.V.
 
Mercedes już dawno powinna być w pracy. Spóźnia się kilka godzin. Zwykle dzwoni, gdy ma się spóźnić lub coś jej wypadło. Biorę swój telefon z biurka, aby spróbować się do niej dodzwonić. W kontaktach szukam jej numeru. Naciskam zieloną słuchawkę i przykładam do ucha. Po kilku bezowocnych próbach postanawiam jechać do jej domu i sprawdzić, czy wszystko w porządku. Zazwyczaj odbiera połączenia w ekspresowym tempie. Telefon chowam do kieszeni, następnie kieruję się do wyjścia. Zamykam gabinet, by nikt do niego nie wszedł. Zanim wchodzę do windy, oznajmiam Tori, że wychodzę i nie wiem, czy jeszcze wrócę do biura.
 
~*~
 
Pod domem Mercedes zauważam, że jej samochód stoi na podjeździe. Pukam do drzwi w nadziei, że jest w domu, jednak nie dostaję odpowiedzi. Po kilku próbach postanawiam zadzwonić do niej jeszcze raz. W pewnej chwili słyszę, że kluczyk w zamku jest przekręcany. Otwiera drzwi. Widzę Mercedes stojącą w progu całą zapłakaną. Ma czerwone, podkrążone oczy. Na twarzy znajdują się jeszcze pojedyncze krople od łez. Ma na sobie takie same ubrania, jak wczoraj, gdy opuszczałem wieczorem jej dom
- Boże, Mercedes, co się stało? - nie odpowiada, tylko wpuszcza mnie do środka. Szczelnie zamyka za sobą drzwi na klucz, jakby boi się, że ktoś może odwiedzić jej dom - Powiesz mi co się stało? - wzdycha głośno. Wyciera łzy z policzków, zanim odpowiada
- Sean tu był. - przez wypowiedzenie tych słów zaczyn płakać, jak dziewczynka, która została skrzywdzona przez swoje koleżanki
- Przecież mówiłem, żeby się do ciebie nie zbliżał. - moje ciało i umysł opanowują nerwy, które z trudem przed nią ukrywam
- Zabierz mnie stąd. - całkowicie zbija mnie tym zdaniem z tropu - W każdej chwili może znowu się tu pojawić. - wyjaśnia. Nie odzywam się. Biorę tylko jej płaszcz z wieszaka, który zakładam na jej ramiona. Zabiorę ją do swojego domu. Nie mogę zabrać jej do biura, to byłoby głupie. Ludzie patrzyliby na nią, jakbym zrobił jej krzywdę. Widzę, że jest strasznie przestraszona. W tej chwili może liczyć tylko na moją pomoc. Nie zostawię jej tak sobie pozostawionej. Muszę zadbać o nią, by wiedziała, że jest bezpieczna.
 
~*~
 
Wpuszczam Mercedes pierwszą do mojego mieszkania. Biorę od niej jej czarny płaszcz, który wieszam na wolnym wieszaku
- Pewnie nie jadłaś śniadania? - kiwa przecząco głową. Zaprowadzam ją do kuchni. Brunetka siada na jednym z wysokich krzeseł, podczas, gdy ja przygotowuję jej czekoladowe płatki. W tym samym czasie, gdy mleko się gotuję, siadam obok niej. Ciałem jestem skierowany ku niej - Jak się czujesz? - w odpowiedzi wzrusza obojętnie ramionami. Nie mogę od niej od razu wszystkiego wyciągnąć. Nie chcę, by przestraszyła się jeszcze bardziej. Z pewnością będzie niepewnie i z bólem wypowiadała każde słowo. Wygląda okropnie. Policzki i oczy zaczerwienione przez łzy. Nie widzę w jej oczach nic, oprócz przerażenia i bólu. Straciły swój naturalny, piękny kolor. Nie ma w nich nic, żadnego szczęścia. Zaczesuje jej pasemko włosów za ucho, które przykleiło się do jej mokrej skóry na policzku. Palcem unoszę jej podbródek, by choć trochę się uśmiechnęła. Unosi delikatnie kąciki ust do góry, jednak to za mało na uśmiech. Wstaję z krzesła, gdy widzę, że mleko kipi. Zalewam płatki, następnie podaję je jej, by zjadła w spokoju - Pójdę się przebrać. Nie jesteś dziś w stanie do pracy, więc nie wrócimy do biura. - kiwa głową w odpowiedzi. Idę się przebrać do garderoby. Zakładam krwisto czerwoną koszulę w czarną kratę oraz ciemne jeansy. Koszulę wkasuję w jeansy. Nie dopinam jej na dwa ostatnie guziki, przez co widać moje tatuaże jaskółki i skrawek motyla. Wracam do kuchni. Gdy tylko widzi mnie na jej twarz wkrada się zdziwienie
- Wiem, że zwykle widzisz mnie w garniturze, ale mała odskocznia od codzienności nigdy nie jest zła. - siadam obok twarzą do niej. Po skończeniu posiłku przyszła pora na małe wyjaśnienia - Zrobił ci krzywdę? - odwraca się przodem do mnie
- Poszłam zamknąć za tobą drzwi na klucz. Zasłonił mi usta dłonią, bym nie mogła krzyczeć. Przywarł do ściany, bym nie uciekła. - samo wyjaśnienie, że dotykał jej podnosi mi ciśnienie - Zagroził, że jeśli nie pomogę mu, stanie mi się coś bardzo złego.
- Pomóc mu w czym? - przerywam jej moim nagłym pytaniem, chociaż pewnie i tak mówiłaby dalej, gdybym jej nie przerwał
- Chce, żebym dostarczyła mu dokumenty, które ukrywasz w swoim gabinecie. Chce, żebyś zapłacił za swoje brudne interesy. - wypowiedziane przez nią słowa jeszcze bardziej mnie wkurwiły. Nerwowo wstaję z krzesła. Staram się nad sobą panować, jednak teraz jest to bardzo trudne - Harry, czy ty masz jakieś brudne interesy? - pyta, jakby zna prawdę, jednak chce się upewnić
- Oczywiście, że nie. Wszystko w moim biurze jest zgodne z prawem. Nie robię nic, co mogłoby zaszkodzić mojej firmie.
- Powiedział, że mam czas, żeby zastanowić się, czy wolę, żeby nic mi się nie stało, czy żeby ktoś, kto mną pomiata zapłacił za swoje brudne interesy. - oddycham z miarę spokojnie, ale zaraz szlak mnie trafi. Uduszę go, gdy tylko zobaczę go na własne oczy
- Zabiję go, po prostu go zabiję. - nerwowo chodzę w kółko po kuchni, by w jakiś sposób się uspokoić i opanować
- Nie doszłoby do tego, gdybym wtedy nic nie usłyszała. - staję w miejscu przodem do niej i z rękoma spoczywającymi na biodrach
- Gdybyś wtedy nic nie usłyszała, to teraz z pewnością firma przestałaby istnieć, jako Styles Corporation. Zrobiłaś to, co do ciebie należało. - nic nie odpowiada. Wciąż jestem bardzo rozdrażniony tym, co się wczoraj stało. Staram się nie wybuchnąć
- Dziękuję, że przyjechałeś do mnie i zabrałeś stamtąd. Bałabym się tam zostać.- mówi cichym, słabym głosem po chwili krótkiej ciszy
- Martwiłem się o ciebie. Zwykle dzwoniłaś, gdy coś się działo. - kolejny raz nie odpowiada od razu po mojej wypowiedzi
- Mogę wziąć prysznic? - kiwam twierdząco głową. Mercedes schodzi z krzesła, jakby jest nieco zawstydzona
- Coś nie tak? - pytam zdziwiony, by upewnić się, czy wszystko w porządku
- Nie mam ubrań na zmianę.
- Zaraz ci coś przyniosę. - kiwa głową, po czym idzie do łazienki. Podczas, gdy Mercedes będzie brała prysznic, pójdę po coś do ubrania do garderoby. Biorę jakiekolwiek ubrania po swojej siostrze, następnie udaję się do łazienki, aby dostarczyć je brunetce. Zanim otwieram drzwi, pukam. Gdy nie słyszę odpowiedzi wchodzę do środka, żeby zostawić jej ubrania. Nie zamierzam patrzeć, jednak jest to silniejsze ode mnie. Próbuję powstrzymywać się od wepchania się jej pod prysznic. Ostatecznie wychodzę zostawiając ubrania na koszu przeznaczonym na brudne ubrania. Idę do salonu i siadam na kanapie. Dosłownie zatłukę Sean'a na miejscu za to, co zrobił Mercedes. Gdybym wczoraj wyszedł wcześniej, albo chociażby pozwolił, aby odprowadziła mnie do drzwi i zamknęła je. Nie widziałem nikogo na podwórku. Żadne z psów sąsiadów nawet nie zaszczekało. Być może wszedł do domu, gdy my rozmawialiśmy? Słyszę dźwięk otwieranych drzwi, dziewczyna skończyła kąpiel. Wchodzi do salonu ubrana w czarne leginsy oraz szary, bawełniany sweter, nieco za duży. Siada obok mnie, przodem do mojego ciała. Jednym łokciem opiera się o oparcie kanapy i podtrzymuje głowę
- Czujesz się lepiej? - kiwa niepewnie, twierdząco głową. W mojej głowie już pojawia się plan zemsty za to, co zrobił
- Nie rób niczego głupiego. - odwracam się twarzą do niej trochę zdziwiony jej wypowiedzią - Wiem, że zastanawiasz się nad zemstą. - nie odpowiadam nic, nawet nie wiem, co mam odpowiedzieć - Powinnam się jakoś odwdzięczyć za to, co dla mnie robisz.
- Każdy zrobiłby na moim miejscu to samo.
- Możesz poprosić mnie o co zechcesz. - nie odpowiadam, zamiast tego przybliżam się do niej. Dłonią łapię za jej policzek. Kiedy jestem już bliski pocałowania jej ust, ona powstrzymuje mnie zdejmując moją dłoń - Wszystko, ale nie to.
- Wszystko. Czyli włącznie z tym. - zaczynam ją namiętnie całować. Nawet nie przemyślałem tego, po prostu działam. Rozchylam jej wargi, aby dostać się językiem do wnętrza jej ust. Całuję zachłannie jej usta, jakby to jest to, co teraz najbardziej potrzebuję. Przez jej dotyk na mojej skórze pojawia się gęsia skórka. Czuję jej oddech na swojej skórze, przez co zdaję sobie sprawę z tego, że nasze twarze nie dzieli nic, nawet kilka centymetrów. Mój oddech przyspiesza, gdy przybliżam się do niej ciałem. Myśl, że to niedobry pomysł zważając na jej aktualny stan powstrzymują mnie, jednak za bardzo pragnę jej ust. Potrzebuję swojej dawki tego narkotyku, jakim są jej wargi. Są miękkie, w dodatku ciepłe. Moje dłonie kierują się na jej uda. Zasysam jej dolną wargę. To wystarcza, by zabrakło mi tchu. Przesuwam ręce na plecy brunetki i przyciągam mnie do siebie, tak, że nasze klatki podnoszą się i opadają szybko przy sobie. Jej ruchy odbierają mi moją siłę. Z każdą chwilą moje podniecenie wzrasta. Pociąga lekko za moje włosy, a w odpowiedzi cicho jęknąłem. Powoli odrywa się ode mnie. Obydwoje ciężko oddychamy. Kąciki jej ust wędrują ku górze tworząc uśmiech. To nie był czuły i niewinny pocałunek. To było coś zupełnie innego. Wypuszczam całe powietrze z płuc powodując ciche jęknięcie. Po pocałunku oddala się ode mnie na kilka centymetrów, jednak zanim całkowicie oddala się ode mnie lekko cmokam ją w usta. Oblizuje wargi, przez co czuję, że podobało się jej. Na twarzy dziewczyny widoczne jest zmęczenie, musiała nie spać całą noc
- Chcesz się przespać? Wyglądasz na zmęczoną. - proponuję jej. Kiwa leniwie głową. Zanoszę ją w ślubny sposób na łóżko do mojej sypialni. Zostawiam ją, ponieważ chcę jeszcze dziś wyrównać rachunku z Sean'em. Zrobię mu małą niespodziankę.
 
~*~
 
Wysiadam z samochodu. Znajduję się pod domem Sean'a. Widzę, że jest w swoim garażu, więc kieruję się tam. Kiedy tylko widzi moją twarz, podchodzi do mnie z wyraźnym rozbawieniem i uśmiechem na twarzy
- Harry, co cię tu sprowadza? - gdy tylko jest dość blisko mnie uderzam go z pięści w policzek w skutek czego upada na ziemię
- Zbliż się jeszcze raz do Mercedes, a oberwiesz jeszcze gorzej. - z jego nosa sączy się krew, dłonią usiłuje zatamować krwawienie
- Zależy ci na niej, prawda? - wyciera krew ze swojej twarzy
- To moja asystentka, dbam o jej bezpieczeństwo. - wstaję z ziemi usiłując się utrzymać na nogach
- Szczególnie o bezpieczeństwo w łóżku? - nie wytrzymuję z nerwów i uderzam go jeszcze raz w twarz
- Zawsze dotrzymuję słowa. - odchodzę w stronę samochodu. Zanim jednak wsiadam do niego Sean jeszcze ma coś do powiedzenia
- Dotrzymywanie słowa, to moje drugie imię, Styles.


____________________________

Rozdział wyszedł troszkę krótki :/

Uszanuj moją pracę i skomentuj :)

poniedziałek, 10 listopada 2014

33. Kłopoty zawsze wracają.

Mimo, że powinniśmy oddalić się od siebie, nadal leżymy w olbrzymim stosie liści. Emily nakryła nas właśnie na pocałunku. Harry patrzy na nią, podczas, gdy ja próbuję patrzeć wszędzie, byleby nie na nią. Mogę sobie już wyobrazić to, co zrobi Emily w biurze
- Myślałam, że stać się na coś lepszego, niż jakaś przypadkowa kobieta z biura, Harry. - mówi swoim bezczelnym głosem. Nie rozpoznała mnie. Muszę skorzystać z okazji, by nie doszło do żadnych plotek w biurze, które wyszłyby z ust blondynki
 - Nie rozpoznała mnie. - szepczę cicho do Harry'ego. On kiwa głową na znak, że zrozumiał to, co mam na myśli. Wstaję i otrzepuję się z paprochów i resztek liści ze swoich ubrań. Szybkim krokiem kieruję się w stronę domu. Słyszę skrawki ich rozmowy, jednak teraz bardziej obchodzi mnie to, bym jak najszybciej dotarła do domu.
 
 ~*~
 
 Zamykam za sobą drzwi na klucz. Zdejmuje swoje buty, następnie chowam je do szafki, płaszcz zdejmuję ze swoich ramion, który wieszam na wieszaku nad szafką do butów. Kieruję się prosto do sypialni. Zmieniam gustowne ubrania na czarne szorty oraz białą bokserkę. Szybko chowam się pod białą, ciepłą kołdrą. Mam w zamiarze zasnąć, jednak przez moją głowę zaczynają przelatywać kolejne myśli na temat tego, co dzieje się wokół mnie. Jeśli nie chcemy, żeby krążyły jakieś plotki w biurze, to lepiej trzymajmy się od siebie z daleka. Między nami doszło już do kilku zbliżeń mimo wyznawanych przeze mnie zasad. Plotę cały czas o tym, że łączy nas tylko praca i nie powinniśmy się do siebie zbliżać. Tymczasem robię wszystko na odwrót. Pozwalam mu się całować, dotykać, spędzam z nim mnóstwo czasu. Zachowuję się jak idiotka, oszukuję samą siebie i wszystkich dookoła. To nie w porządku. Chociaż łączy nas tylko praca zaczynam odczuwać, że bardzo lubię spędzać czas z Harry'm. Słuchać o nim, jego przeszłości. Mogłabym spędzić cały dzień na słuchaniu o nim przez jego samego. Może to dziwnie zabrzmi, ale chciałabym pomóc mu odzyskać jego szczęście. Nie mogę patrzeć na niego w stanie, gdy nie jest szczęśliwy. Wtedy wydaje się być samotny, bez jakiegokolwiek powodu do uśmiechu. W pewnej chwili słyszę pukanie do drzwi. Zdejmuję z siebie kołdrę, po czym idę otworzyć. Zanim wychodzę z sypialni biorę ze sobą szary sweterek na guziki, który zakładam na swoje ramiona. Przekręcam kluczyk, by otworzyć drewnianą powłokę
 - Mogę wejść? - kiwam głową, następnie wpuszczam go do środka. Harry staje w korytarzu, podczas, gdy ja zamykam drzwi. Ruchem dłoni wskazuję, żeby skierował się do salonu. Obydwoje siadamy na kanapie. Podkulam nogi do piersi, by było mi cieplej. Przez chwilę nie odzywamy się do siebie, milczymy. Brunet przełyka ślinę, zanim otwiera usta - Emily nie rozpoznała cię. Jest pewna, że to z jakąś kobietą z biura się całowałem, a nie z tobą. - kiwam głową w zrozumieniu jego słów przekazanych mi
 - Dlaczego ona kręci się wokół ciebie? - przechylam głowę w jego stronę, by słyszeć go wyraźniej. Wydaje się zastanawiać nad doborem swoich słów, które za chwilę opuszczą jego usta. Wzdycha głośno, jakby nie jest zbyt zadowolony, że musi to powiedzieć
 - Raz czy dwa razy przespaliśmy się. Myślała, że połączy nas coś, jednak nie dawałem jej nadziei. Ciągle powtarzałem, że to nic nie znaczyło. Ona zbytnio tego nie rozumie. Ma nadzieję, że zmienię zdanie. Z chęcią zwolniłbym ją, ale znam jej sytuację majątkową. Nie rozumie, że między nami nigdy nic nie było, ani nic nie będzie. - wzdycha głośno pod koniec swojego krótkiego monologu
- Trzeba było pomyśleć o tym wcześniej. Musisz zacząć myśleć z kim sypiasz. - w krótkiej odpowiedzi uśmiecha się z charakterystycznym westchnieniem. Harry powoli zaczyna przybliżać się do mnie. Patrzę na niego i jego poczynania. Próbuję się oddalić poprzez oddalenie się o kilka centymetrów na kanapie. Odsuwam się, jednak brunet kontynuuje swoją czynność - Musisz myśleć jaką kobietę wybierasz, bo może powtórzyć się sytuacja z Emily. - pouczam go. Harry w odpowiedzi mruczy cicho i kiwa głową. Kiedy jest już zbyt blisko wstaję z kanapy. Wydaje się być niezadowolony z tego, że oddaliłam się od niego
- Przespaliśmy się, a ty uciekasz ode mnie, zamiast chcieć więcej? - wydaje się być nieco oburzony tym faktem
- Ponieważ jestem twoją asystentką, a nie kobietą, która na ciebie leci. - mówiąc te słowa cicho chichoczę pod nosem. Harry kiwa głową uśmiechając się przy tym bezczelnie - Nie śmiej się, bo to prawda. - rzucam w niego niewielką poduszką. Brunet wstaje ze swojego miejsca i staje kilka centymetrów ode mnie. Splatam ze sobą ręce na piersi, by nie dopuścić, by zbliżył się jeszcze bardziej
- Jeszcze zobaczysz, że między nami zaiskrzy. - szepcze do mojego ucha. Patrzę na niego z poważną miną
- Nigdy. - szepczę tak samo, jak on. Zamiast odpowiedzieć śmieje się z mojej odpowiedzi
- Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, Mercedes. - przewracam oczami - Muszę iść. Do zobaczenia jutro w pracy. - żegna się, następnie wychodzi z mojego domu. Słyszę trzask drzwi, co oznacza, że wyszedł. Powinnam zamknąć drzwi, żeby żaden nieproszony gość nie wszedł do środka. Kieruję się do korytarza w zamiarze zamknięcia drzwi. Ku mojemu zaskoczeniu nie są zamknięte, tylko otwarte na oścież. Dziwne. W pewnej chwili czuję na swoich ustach cudzą dłoń, która odcina mi zaczerpnięcie oddechu. Nie mogę krzyczeć, jestem w zbyt dużym szoku. Tajemnicza osoba mocno ściska moją talię, bym w żaden sposób nie uciekła
- Zamknij się, albo stanie ci się krzywda.
 
Harry's P.O.V.
 
Wchodzę do swojego mieszkania uprzednio zamykając za sobą drzwi na klucz. Zdejmuję buty oraz płaszcz i odstawiam w odpowiednie miejsce. Klucze od samochodu zostawiam w korytarzu na półce. Kieruję się do kuchni, by zaparzyć wodę na herbatę, której teraz potrzebuję. Czekając, aż woda się zagotuje, wychodzę na taras. Podchodzę do krawędzi i opieram się o barierkę. Noc opanowała już całe miasto. Widoczne są tylko sztuczne światła lamp oraz z budynków. Przez zimno nocy wszyscy udali się do swoich domów. Miasto z tej wysokości wygląda wspaniale. Cieszę się, że mieszkam na samej górze tego wieżowca. Mam jakieś dziwne przeczucie, że właśnie dzieje się coś złego. Być może tylko mi się wydaje, albo już zwariowałem do reszty. Jak zwykle od kilku nocy mój umysł zaczynają odwiedzać myśli na temat Mercedes. Odczuwam, że przestała nas łączyć tylko praca, którą wykonujemy każdego dnia. To już nie jest zwykła znajomość. Zbliżamy się do siebie coraz bardziej. Przestajemy zwracać uwagę na to, że ktoś może nas przyłapać. Za każdym razem, gdy ją całuję lub dotykam, przestaję myśleć o tym, co ktoś może sobie przez to pomyśleć, gdyby nas zobaczył. Spędzamy ze sobą coraz więcej czasu, przez co zbliżamy się do siebie. Nie wyobrażam sobie teraz pracy bez Mercedes. Zdążyłem się do niej przyzwyczaić. Do jej uśmiechu, ciętego języka i sposobu w jaki ze mną postępuje. Nie wymieniłbym ją na żadną inną asystentkę. W takich chwilach, gdy jestem sam, przypomina mi się propozycja mojego układu. Od pewnego czasu zastanawiam się nad odpowiednią chwilą, by przedstawić jej swoją propozycję. Strasznie mnie pociąga, przez co nie mogę się przy niej opanować. Zaczyna w całości opanowywać moje myśli, mój umysł. W mojej głowie jest ciągłym gościem. Nie mogę przestać o niej myśleć. Chcę być blisko niej. Jeśli ten chory układ jest jedynym wyjściem, by być blisko niej, to jestem na to gotowy. Przypominają mi się te czasy, gdy każda asystentka była u moich stóp. Były posłuszne. Mercedes jest ich przeciwieństwem. Korzystały z każdej możliwej sytuacji, by pocałować mnie lub zaciągnąć do swojego łóżka. Liczyło się dla nich tylko to, żebym należał do nich. Układ był na ich rękę. Do żadnej nie czułem nic. Były mi obojętne. W pewnej chwili wiatr mocniej zawiewa. Robi mi się zimno, więc wracam do środka. Woda zdążyła się już zaparzyć, więc nalewam nią do pełna kubek z herbatą. Spróbuję wszystkich kroków, byleby Mercedes należała do mnie. Zrobię wszystko. Chcę ją mieć za wszelką cenę.
 
~*~
 
Zostaję mocno przyciśnięta do ściany przez osobę, która włamała się do mojego domu. Mężczyzna dłonią zakrył mi usta, bym nie krzyczała i nie wzbudziła ciekawości sąsiadów, że dzieje się coś złego. Nie rozpoznaję napastnika, ponieważ ma na twarzy czarną kominiarkę. Kiedy widzi, że nieco uspokajam się, zdejmuje ją. Niemal serce mi staje, gdy widzę przed sobą Sean'a
- Nie spodziewałaś się mnie, prawda? - jestem tak przerażona, że ze strachu trzęsę się, jak osoba, która dostała ataku. Zaczynam płakać ze strachu, jaki we mnie wzbudził - Posłuchaj. Nie jestem tu na próżno. Co prawda zostałem wywalony z biura przez Styles'a, ale to nie zmienia faktu, że mogę się zemścić. Doskonale wiem, że byłby zły, gdyby stracił swoją ulubioną asystentkę, ale mniejsza o to. - próbuję jakoś z nim walczyć, jednak jestem zbyt słaba. Próbuję się wydostać, ale na próżno, jest silniejszy ode mnie
- Czego ode mnie chcesz? - próbuję mówić wyraźnie, jednak przez łzy i jego dłoń jest mi trudno wymówić jakiekolwiek słowo
- Czego? - pyta, jakby sam siebie - Chcę, żebyś mi coś dostarczyła. Mianowicie chodzi mi o dokumenty, które Styles ukrywa w swoim gabinecie. Dostarczysz mi je, a nic ci się złego nie stanie. - zbyt duża ilość adrenaliny powoduje, że z trudem oddycham
- Nie pomogę ci zniszczyć pana Styles'a. - niemal łkam przez łzy, które wypływają z moich oczu
- Masz czas na zastanowienie się, czy wolisz, żeby nic ci się nie stało, albo czy wolisz, żeby ktoś, kto tobą pomiata poniósł konsekwencje za swoje brudne interesy. - puszcza mnie, po czym bez słowa wychodzi z mojego domu. Bezsilnie opadam na podłogę. Drżącą ręką zamykam drewnianą powłokę na klucz, żeby nikt już nie wszedł do środka. Zaczynam płakać jeszcze bardziej, niż przed chwilą. Szlocham na tyle głośno, że pewnie ktoś mógłby mnie usłyszeć. Wstaję z podłogi i biegnę do sypialni, żeby schronić się pod bezpieczną kołdrą.

___________________________________

Rozdział dodaje z telefonu, ponieważ komputer jest zajęty raczej do późnej godziny, a nie chciałam znowu dodawać po terminie :)

30 komentarzy = Nowy rozdział

wtorek, 4 listopada 2014

32. Nakryci.

Powolnym krokiem wychodzę z windy. Ku mojemu zaskoczeniu w korytarzu niedaleko gabinetu nikogo nie ma. Zwykle Tori powinna być już wcześniej, niż ja. Dawno jej nie widziałam. Być może wzięła urlop. Podchodzę do drzwi gabinetu. Kolejnym zaskoczeniem jest to, że drzwi są lekko uchylone. Zamierzam nacisnąć na klamkę, ale słyszę kobiecy głos. Przez niewielką szparę zaglądam do środka
- Widziałam, że wczoraj całowałeś się z jakąś kobietą. Nie wydaje mi się, żeby to był zwykły, nic nie znaczący pocałunek. - w środku za swoim biurkiem siedzi Harry, przed nim kręci się Emily. Opieram się o ścianę, aby nie zostać zauważoną na podsłuchiwaniu ich rozmowy - Nawet nie próbuj mnie okłamywać, bo widziałam to na własne oczy. Pewnie to była twoja asystentka, prawda?
 - Przestań w końcu mnie nachodzić. To, co było między nami to tylko jednorazowa przygoda. - najwyraźniej nie jest zadowolony z obecności Emily w swoim gabinecie - Nie pamiętam także, by ktokolwiek dawał ci zaproszenie, więc przyszłaś tam sama sobie. - Emily prycha głośno w geście swojej irytacji. Znając Harry'ego z pewnością niedługo nie wytrzyma ze złości i zacznie na nią krzyczeć
 - Chciałam z tobą po prostu porozmawiać. Wydawało mi się, że będziesz szczęśliwy, kiedy pojawię się tam.
 - Wcale nie byłem zadowolony, ani szczęśliwy z tego powodu. Najlepiej będzie, jeśli stąd wyjdziesz i dasz mi pracować. - głos Harry'ego pokazuje, że z chęcią pozbyłby się jej z biura
 - Nie wyjdę, dopóki nie wyjaśnisz mi, co jest między tobą, a twoją asystentką. Nie wydaje mi się, żeby łączyła was tylko praca.
 - To nie powinno cię interesować! - irytacja Harry'ego spowodowana jej osobą osiągnęła szczyt. Zapewne nakrzyczy na nią, jednak ona i tak sobie z tego nic nie zrobi - Między mną, a Mercedes jest tylko praca! Nie potrafisz tego zrozumieć?!
 - Jestem o wiele lepsza, niż wszystkie kobiety tutaj pracujące. Nie rozumiem, czemu wybrałeś akurat ją na swoją asystentkę.
 - Nie mam ochoty na żadne zaczepki z twojej strony. Wyjdź, inaczej będę zmuszony wezwać ochronę, albo sam cię stąd wyrzucę.
 - Dobrze, ale pamiętaj, że nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. - słyszę kroki zbliżające się do drzwi. Szybko chowam się za ścianą, by nie doszło do żadnej konfrontacji między mną, a Emily. Blondynka wychodzi z gabinetu mocno trzaskając za sobą drzwiami. Po odczekaniu kilku minut postanawiam wejść do środka, by nie natknąć się na wytrąconego z równowagi Harry'ego. Naciskam na klamkę, a drzwi ustępują. Powoli wchodzę do środka. Harry siedzi zdenerwowany za swoim biurkiem, opiera się o fotel, łokcie spoczywają na podłokietnikach, palcami skubie swoją dolną wargę. Gdy słyszy, że weszłam, unosi swój wzrok na mnie. Oczy zdradzają jego złość i gniew tym, co stało się przed chwilą. Zapewne nie jest zadowolony z tego, że codziennie musi znosić Emily. Z tego, co usłyszałam przed chwilą ona nachodzi go. Odkładam swoją torebkę na kanapę, płaszcz wieszam na wieszaku w kącie pokoju
 - Harry, wszystko w porządku? - pytam powoli podchodząc do jego biurka. Staję w lekkim rozkroku ze splecionymi rękoma z tyłu
 - Nic nie jest w porządku. - śmieje się wypowiadając te słowa. Zakrywa dłońmi twarz i zaczyna ją lekko pocierać. Niespodziewanie wstaje z fotela, następnie podchodzi do okna. Splata ręce z tyłu za plecami, patrzy przed siebie na miasto - Czy kiedykolwiek przyjdzie taki dzień, kiedy nie będę musiał się denerwować i będę szczęśliwy? - podchodzę do niego. Staję za nim blisko przy jego boku
- Kiedyś na pewno. - nastaje cisza. Jest mi przykro, kiedy widzę Harry'ego w tym stanie. Wydaje się być nieszczęśliwy. Jego życie musi być trudne z powodu pracy, nieustająco kręcących się wokół niego kobiet, ciągłego braku czasu. Nie może ani na chwilę spokojnie zamknąć oczu, ponieważ ciągle ma coś na głowie. W każdej minucie jego życia coś się dzieje. Wydaje się monotonne. Dom, praca, nocne wyjścia do klubów, kobiety, alkohol. Pewnie przydałaby mu się jakaś odskocznia od jego rzeczywistego świata. Wyjechanie gdzieś stąd na kilka dni, albo powrót do rodzinnych stron. Chciałabym mu jakoś pomóc. Pomóc na chwilę zapomnieć o świecie, w którym żyje. Nie przepadam za nim tak bardzo, jednak skrawek mojego umysłu lubi go. Czasami wydaje mi się, że z chęcią zostawiłby to wszystko, ale nie może. Chciałby cofnąć czas, być może nie podjąć się takiego ryzyka, jakim jest jego praca. W pewnej chwili Harry siada na podłodze opierając się plecami o okno. Poklepuje miejsce obok siebie dając mi znak, bym usiadła obok. Niepewnie siadam, jednak zachowuję między nami odległość
- Muszę przyznać, że zmieniłaś moje życie, gdy pojawiłaś się w tym biurze. Stałem się inny. Inaczej postrzegam otaczający mnie świat. Nie jestem już tym samym dupkiem, jakim byłem, zanim cię poznałem. Zmieniam się z każdą chwilą, jaką spędzam z tobą. Może wyda ci się to dziwne, ale jeszcze żadnej swojej asystentki nie polubiłem tak bardzo, jak ciebie. - odkręca swój wzrok na mnie. Patrzy na mnie w inny sposób, niż dotychczas. Zawsze patrzył na mnie z wyższością, jakby był pewien, że może ze mną zrobić, co tylko będzie chciał. Był pewien, że może nade mną panować, jak nad wszystkimi swoimi pracownikami. To spojrzenie, którym teraz mnie obdarza jest łagodniejsze, bardziej przyjacielskie. Być może między nami jest przyjaźń, której sama nie zauważyłam?
- Kiedy cię poznałam nawet nie przyszło mi na myśl, że możemy się ze sobą dogadywać. - uśmiecha się z charakterystycznym westchnieniem - Naprawdę. Wydawałeś mi się oziębły i arogancki. Starałam się cię polubić, jednak nie potrafiłam.
- Chyba nie jestem takim złym szefem, jak ci się wydawało? - pyta unosząc jedną brew i uśmiechając się delikatnie. Kiwam twierdząco głową, jednak po wyrazie mojej miny można stwierdzić, że droczę się z nim
- Podobno początki zawsze są trudne. - kiwa głową w krótkiej odpowiedzi - Pamiętasz, gdy wylałam na ciebie kawę? - zaczyna się głośno śmiać na przypomnienie tej sytuacji - Byłam wtedy tak przerażona. Myślałam, że będziesz chciał mnie zwolnić.
- A pamiętasz, kiedy niemal usypiałaś, gdy przyszłaś do biura? Jeszcze żadna moja asystentka nie spała w moim gabinecie. - chichoczę cicho pod nosem, gdy przypomina mi się to zdarzenie - Albo jak byliśmy na kolacji, a ty uciekłaś, kiedy zrobiło się zamieszanie? - zakrywam twarz dłońmi zawstydzona tą sytuacją - Przez ciebie kelnerka przewróciła się i upadła pociągając przy okazji za obrus od stolika obok. W tym całym zamieszaniu nawet nie zauważyłem, kiedy uciekłaś i wyszłaś z lokalu.
- Większe zamieszanie było wtedy, gdy w całym biurze zgasło światło, a my musieliśmy iść, żeby sprawdzić korki.
- Bałaś się ciemności, czy bardziej chciałaś złapać mnie za rękę? - uderzam go żartobliwie w ramię uśmiechając się przy tym - Kiedy pierwszy raz zobaczyłem cię w moim biurze nie miałem pojęcia, że kiedykolwiek będziemy wspominać to, co się stało. Muszę przyznać, że nie wiedziałem, że kiedykolwiek uda nam się zaprzyjaźnić. Zawsze skakaliśmy sobie do gardeł, a teraz zachowujemy się inaczej.
- Spędzamy ze sobą mnóstwo czasu zważając na naszą pracę. Nie dziwię się, że zmieniliśmy swoje zastawienie do siebie.
 
~*~
 
Koniec pracy. Obydwoje wychodzimy z biura wychodząc na zimne, wieczorne powietrze. Słońce już dawno schowało się za horyzontem. Całe miasto ogarnął mrok. Na niebie pojawiły się miliardy gwiazd w towarzystwie półokrągłego księżyca. Chłodne powietrze nieprzyjemnie atakuje moją twarz, w skutek czego moje policzki i nos różowieją. Otulam się płaszczem, by nie zmarznąć
- Wracasz sama pieszo, czy jesteś samochodem? - stajemy niedaleko wyjścia na chodniku, przodem do swoich ciał
- Znasz mnie tak długo, że nadal nie zdążyłeś zapamiętać, że zawsze wracam pieszo? - uśmiecha się z westchnieniem
- A ty z pewnością znasz mnie tak długo, że domyślasz się, że zaproponuję ci spacer? - przechyla głowę lekko w prawą stronę delikatnie przymrużając oczy. Uśmiecham się, gdy widzę jego zabawny wyraz twarzy - Mam to przyjąć jako tak, czy raczej nie?
- Tak, zdecydowanie tak. - uśmiecha się szeroko ukazując rząd białych zębów
- W takim razie panie przodem. - ruchem ręki wskazuje, bym ruszyła pierwsza. Ruszam kierując się przez park. Harry dotrzymuje mi kroku idąc obok mnie. Znajduje się tu wiele lamp, które oświetlają drogi prowadzące przez park. Pojedyncze ławki stoją przy dróżkach, by zmęczeni ludzie mogli na nich odpocząć lub poczekać na osobę, z którą mają się spotkać. W samym centrum parku stoi duża fontanna, która aktualnie jest wyłączona. Kolorowe liście leżą ułożone w zgrabnych stosach, albo są porozrzucane przez wiatr
- Wiem, że jesteśmy już dorośli, ale może masz ochotę usiąść? - swój wzrok unoszę na Harry'ego, który dłonią pokazuje mi kierunek, w który mam się patrzeć. Jego dłoń prowadzi mnie ku placu zabaw, dokładniej dwóch huśtawek
- Pewnie. - mimo, że jestem już dorosła nadal pamiętam, gdy zawsze przychodziłam tu z tatą. Podchodzimy do dwóch huśtawek. Na jednej siadam ja, po drugiej stronie Harry. Odpycham się nogami od podłoża, by powoli rozhuśtać się
- Pamiętam, że zawsze, gdy mój tata miał czas przyprowadzał mnie tutaj. Nie uczestniczył zbytnio w moim dzieciństwie, więc każda spędzona chwila była na wagę złota. Ciągle był zapracowany, jednak nie miałem mu tego za złe. Dzięki niemu miałem dach nad głową, jednakże brakowało mi ojca. Teraz, gdy jesteśmy tymi samymi ludźmi możemy spotykać się częściej.
- Mój tata też przyprowadzał mnie tutaj. Przyprowadzał mnie tutaj zawsze, gdy pokłócił się z mamą. Nie chciał, bym zamartwiała się tym, co działo się w naszej rodzinie. Starał się, bym nie myślała. Mimo to, byłam dość mądrym dzieckiem, które rozumiało powagę sytuacji. Gdy tylko słyszałam ich kłótnię biegłam do nich, by przestali. Wiedziałam, że mama nie kocha mojego taty.
- Całe moje dzieciństwo spędziłem z matką, która teraz nie często jest przy mnie. Gdy dorosłem przestawałem się nią interesować. Chciałem być taki, jak mój ojciec. Silny, odważny, pewny siebie czy niezależny. Chciałem być człowiekiem, który coś znaczy na świecie.
- Moja mama ciągle pracuje. Pozostał mi tylko mój tata. - wzdycham głośno - Chociaż ty masz pełną rodzinę, ja mam rozbitą.
- Pełną? - prycha cicho pod nosem - Mój ojciec interesuje się tylko mną i swoim biznesem. Z moją matką tak jakby nie utrzymuje kontaktów. To znaczy utrzymuje, jednak mam wrażenie, że ona służy mu tylko jako żona do wizerunku.
- Nadal chciałbyś być taki, jak twój ojciec? - patrzy na mnie pytającą miną i marszczy brwi, jakby nie wie, o czym mówię - Dbać tylko o swój biznes, mieć żonę do wizerunku, która w zasadzie nie jest ci potrzebna? - zastanawia się chwilę, zanim otwiera usta
- Chciałbym mieć żonę, którą będę kochał bezwarunkowo. Aby nie służyła mi tylko do mojego biznesu, która będzie ze mną zawsze i wszędzie. Chciałbym, żeby była obok mnie, na zawsze. - mówiąc te słowa patrzy mi głęboko w oczy. Przez chwilę patrzymy na siebie, jednak spuszczam swój wzrok na ziemię
- Mówiłeś, że nie jesteś zdolny do miłości. - ponownie kieruję swój wzrok na jego osobę
- Kiedyś powiedziałaś mi, że jeśli nie odważę się zrobić jakiegokolwiek kroku, nigdy nie odzyskam swojego szczęścia, które zostało mi odebrane. Że zawsze znajdzie się jakiś sposób, by znaleźć swoje szczęście. Chciałbym to szczęście odzyskać, bardzo.
- Czasami nie potrafię cię rozgryźć. Zmieniasz swoje nastroje i zdanie szybciej, niż jakakolwiek kobieta.
- Sama mówiłaś mi, że zawsze znajdzie się sposób, by odzyskać swoje szczęście. Chcę to szczęście odzyskać, nawet bardzo. Wiem, że jeszcze niedawno mówiłem, że nie jestem zdolny do miłości, ale to właśnie miłość jest szczęściem, które zostało mi odebrane. Mogę zrobić wszystko, byleby to szczęście odzyskać. - unosi delikatnie kącik ust do góry, jednak po jego oczach widzę, że tym malutkim gestem próbuje ukryć to, co naprawdę leży mu na sercu. W pewnej chwili wiatr mocniej zawiewa, przez ci rozwiewa moje włosy - Powinniśmy już wracać. Robi się jeszcze ciemniej i zimniej. - Harry wstaje ze swojej huśtawki, robię to samo. Wracamy kierując się do mojego domu. Idąc nie mówimy nic, dopóki Harry na chwilę nie zatrzymuje się. Zdziwiona odwracam się do niego przodem ze zdezorientowanym wyrazem twarzy
- Dlaczego się zatrzymałeś? - na jego usta wskakuje zadziorny, łobuzerski uśmieszek. Przekręca głowę w prawą stronę patrząc na jakiś obiekt. Za jego przykładem wędruję wzrokiem tak, gdzie on. Zauważam olbrzymią górę z usypanych liści - Chyba nie zamierzasz... - zanim dokańczam zdanie Harry przerywa mi kiwnięciem głowy. Odwracam się chcąc uciec, jednak Harry w szybkim tempie łapie mnie w ślubny sposób i zaczyna kierować do góry z liści - Puść mnie! Proszę! - zaczynam się wyrywać, jednak brunet wydaje się niewzruszony. Jego siła przewyższa moją, dlatego moje próby wyszarpnięcia się z jego uścisku byłyby bezowocne. Bez żadnego zawahania skacze razem ze mną do liści - Oszalałeś?! - krzyczę na niego, jednak w zamian dostaję zadziorny uśmieszek. Chcę wyjść, jednak zostaję mocno przyciągnięta za biodra w skutek czego przewracam się na Harry'ego. Obydwoje leżymy na olbrzymim stosie liści nie zwracając uwagi na to, czy ktoś właśnie może przechodzić przez park. Patrzymy w swoje oczy zatracając się we własnych spojrzeniach. W pewnej chwili Harry unosi głowę, przez co łączy nasze usta razem. Niespodziewany pocałunek sprawia, że jestem zbyt zaskoczona, by przerwać go. Delikatnie muska moje wargi, które są zmarznięte od zimna
- Harry, myślałam, że stać cię na więcej.
 
 
_______________________
 
Przepraszam za małe opóźnienie, ale wczoraj nie miałam czasu, żeby wstawić.

25 komentarzy = Nowy rozdział.